poniedziałek, 25 stycznia 2016

ROZDZIAŁ DZIEWIĘTNASTY

     Czułam się rozbita, choć wcale nie miałam do tego prawa. Chociaż może nie tyle że nie miałam do tego prawa, co po prostu to było NIE NA MIEJSCU. To było dziwne. Inne. Nigdy czegoś takiego nie doświadczyłam.
     Zwyczajnie poszłam się przejść po plaży. To był krótki spacer, ale jednak mnie nieco uspokoił. Tylko nieco. I cały czas miałam na sobie piżamę, a akurat nie chciałam, by ludzie na mnie patrzeli.
     Czułam się odsłonięta.
     Wróciłam więc do domu, z którego niedawno uciekłam. Jedyne, czego potrzebowałam, to ciasteczka czekoladowe. Szkoda, że nie ma tutaj mojej gosposi, ona robiła je najlepiej.
     Otworzyłam drzwi wejściowe i moim oczom ukazał się osobliwy widok. Bardzo osobliwy. Nie, to zbyt małe słowo – DZIWACZNY.
     W hallu stali Harriet i Ryan. Razem. W uścisku. Całowali się.
     W życiu bym się czegoś takiego nie spodziewała.
     – Małe macanko w południe zawsze mile widziane – powiedziałam głośno i trzasnęłam drzwiami.
     Oderwali się od siebie i z niepewnymi minami spojrzeli na mnie. Z niepewnymi! Jezu!
     – Słyszałem, że wyjechali – rzekł Ryan złośliwie.
     Uniosłam brew i uśmiechnęłam się ironicznie.
     – Próbując zmienić temat, chcesz zatuszować to, na czym was przyłapałam?
     – Odpieprz się, Chamberlain. – Suka Tower nagle jakby odzyskała głos.
     – Ależ róbcie sobie, co chcecie! – Uniosłam ręce. – Jakkolwiek obrzydliwe mi się to wydaje.
     – Mówisz, jakbyś była dziewicą – parsknęła Harriet.
     Zmrużyłam oczy.
     – Nie jest – odezwał się pieprzony brat przyrodni. – Pieprzyła się z Malikiem.
     Malik.
     Ten skurwysyn.
     Już nie byłam rozbita, o nie.
     Teraz byłam wściekła.
     Zostawił mnie! Bez żadnego wyjaśnienia! Po prostu mnie, kurwa, wykorzystał! Ale jeszcze tego pożałuje… Ze mną się nie zadziera…
     – Phoebe! – usłyszałam wrzask małej paskudy dochodzący z góry. Skąd wiedziała, że już wróciłam? Czy w tym domu są kamery? Nigdy nad tym nie myślałam, ale to byłoby wcale niegłupie…
     – No pospiesz się! – krzyknęła znów.
     – Twoja pani woła – zaszydził Ryan i wskazał ręką schody.
     – Jeszcze jedno pieprzone słowo – wycedziłam przez zęby. – Tylko. Jedno.
     Uśmiechnął się szeroko, a ja przechodząc obok niego, walnęłam go pięścią w ramię.
     Weszłam do różowego, słodkiego pokoiku Nicole. Stanęłam jednak jak wryta na widok innych dziewczyn. Trzech. Były na oko w jej wieku. Nie widziałam ich tu wcześniej.
     – Tak, nie miałaś jeszcze okazji poznać moich przyjaciółek, chociaż już połowa wakacji za nami. – Dziecko irytujące przewróciło oczami, po czym wstało, złapało mnie za ramię i wyciągnęło na korytarz.
     – I jak się czujesz? – Miała zmartwioną minę. – Naprawdę nie wiedziałam, że Zayn–
     – Nie waż się wymawiać imienia tego sukinsyna! – warknęłam natychmiast.
     – Oł. Widzę, że teraz jesteś w fazie wściekłości.
     – Nie jestem w żadnej fazie! Słuchaj, nie wiem, skąd nagle wzięła się w tobie ta pożal się Boże troskliwość, ale podziękuję. A jeśli nie masz dla mnie żadnych pieprzonych poleceń, to pozwolisz – uśmiechnęłam się drwiąco – że udam się do swojego pokoju.
     Nie czekając na odpowiedź, odwróciłam się i poszłam do siebie. Zamknęłam drzwi i oparłam się o nie. Przeczesałam ręką włosy.
     Zemszczę się. Znajdę sposób. A teraz musiałam się wyżyć w inny sposób – chciałam rysować. Podeszłam do szafy i zaczęłam pospiesznie przeszukiwać ją, chcąc już teraz swój notes z rysunkami. Tam gdzie powinien jednak leżeć – znalazłam pustkę. Samo powietrze. Uniosłam brwi i wytężyłam wzrok, wkładając więcej sił w poszukiwania. Wreszcie moja dłoń trafiła na coś, ale jak się okazało – była to tylko kartka. Wyjęłam ją i moje serce się zatrzymało.
     Był to rysunek pieprzonego Malika, stał wyprostowany w płaszczu i z papierosem. Pod spodem był napis, nabazgrany koślawym pismem:

Muszę ci przyznać, że niezłe podobieństwo. Resztę zabieram na pamiątkę, masz coś przeciwko?

     Nie widziałam nigdy pisma Pantery na oczy, ale teraz miałam prawie że 100 % pewność, że to on to napisał. Moje serce ruszyło, pompując krew trzy razy szybciej niż zazwyczaj. Zaczęłam szybciej oddychać.
     Ukradł.Mój.Notes.
     Ukradł.Mój.Notes.Z.Moimi.Rysnkami.
     Rzuciłam kartką, która i tak nawet nie poleciała, a potem zaczęłam boksować powietrze. Miałam wrażenie, że zaraz wybuchnę z furii. Rzuciłam się na łóżko i zaczęłam się drzeć w poduszkę najgłośniej jak potrafiłam. Po chwili mój wrzask zamienił się w skrzek i wtedy zamknęłam usta. Przewróciłam się na plecy. Wciąż wściekła, ale furia minęła. Teraz jednak chciałam się na nim zemścić bardziej niż wcześniej. I odzyskać notes! Jak on w ogóle się dowiedział?! Pierdolony skurwysyn! Musiał mnie obserwować!
     Najchętniej już teraz wsiadłabym w samolot i poleciała walnąć go w twarz. O tak. Wykrzywiłam usta w uśmiechu, ale pewnie wyszedł z tego złowieszczy grymas. Kiedy go zobaczę, pierwsze, co zrobię, to uderzę. Mocno. Kilka razy. Powiem mu, jak mocno go nienawidzę i jakim jest żałosnym śmieciem. A potem odzyskam notes i wrócę do Nowego Yorku, by żyć sobie dalej.
     Szkoda, że ojciec już teraz nie załatwi mi tego lotu. Musiałam wytrzymać do końca wakacji, a później jakoś namówię tatę, by mnie wysłał do Londynu. Ale, kurwa, mogło być trudno. Ojciec już mi nie ufa. Będzie trzeba rozegrać to bardzo sprytnie…
     Wzięłam głęboki oddech. Podniosłam się, znalazłam jakieś kartki (to nie to samo co mój notes, ale nie mogłam narzekać), chwyciłam za ołówek i zaczęłam rysować. Na dół zeszłam tylko raz, by wziąć sobie jogurt, a tak – rysowałam i rysowałam. Nikt nie zawracał mi dupy. I dobrze! Tylko by mnie wkurwili. Może to wyczuli.
     Wieczorem jednak miałam ochotę się napić. Czegoś mocnego. Porzuciłam swoje twory i wyruszyłam na poszukiwanie alkoholu. Dom wydawał się pusty bez tej głupiej piątki. Jak ja ich nazywałam na początku znajomości? Piątką gejów? Uśmiechnęłam się złośliwie. Dokładnie tak to było. Po Ryanie nie było nawet śladu – podejrzewałam, że przesiaduje u Harriet. To naprawdę było dziwne. Nicole jakby też rozpuściła się w powietrzu – również nie miałam nic przeciwko. I Becky nie widziałam. Jeszcze trochę i pomyślę, że gram w jakimś horrorze.
     Przeszukałam kuchnię, jadalnię, salon, gabinet Andersona i nawet ich sypialnię. Nigdzie nawet butelki wódki! Co to za dom, gdzie nie ma nawet butelki wódki?!
     Może mała paskuda będzie coś wiedzieć.
     Zaczęłam więc szukać jej.
     W okolicy drzwi od piwnicy dobiegała cicha muzyka, postanowiłam zejść więc na dół. Urządziła mini imprezę? Mała naprawdę się rozkręcała.
     Zeszłam po schodach, potem znowu przeszłam przez jakieś drzwi i przystanęłam. No, nie tego się spodziewałam. Zastałam coś w stylu, bo ja wiem…? Sali do tańca? Wiecie, parkiet i lustro zamiast jednej ściany. To stąd dobiegała muzyka, a na środku tego wszystko była Nicole – i tańczyła. Sama. Musiałam przyznać, że miała do tego dryg.
     Podeszłam do niej, a ona, kiedy mnie zauważyła, wyłączyła muzykę. Miała zaskoczony wyraz twarzy i cała lepiła się od potu.
     – Czego tu szukasz? – spytała mało przyjaźnie.
     – Spokojnie, szukam tylko jakiegoś alkoholu. Gdzie twój ojciec jakiś przetrzymuje?
     Zlustrowała mnie wzrokiem.
     – Są inne rzeczy, dzięki którym można zapomnieć – oznajmiła.
     – Och, naprawdę? – zapytałam ironicznie.
     – Na przykład taniec. – Odwróciła się do mnie plecami. – Zamiast pić, chodź i zatańcz razem ze mną.
     Parsknęłam tylko śmiechem.
     – No chyba że się boisz. – Uśmiechnęła się lekko.
     Milczałam przez chwilę.
     – Wiesz, jak mnie podejść. – Westchnęłam. – Powiem to tylko raz: myślę, że nie dotrzymam ci kroku.
     Jej uśmiech się poszerzył.
     – Nauczę cię i obiecuję nikomu nie mówić, jeśli okażesz się kompletną porażką. – Przyłożyła dłoń do serca.
     Wzruszyłam ramionami. I tak nie miałam nic lepszego do roboty. Stanęłam obok.
     – Do dzieła? – powiedziałam niepewnie.
     Nicole tylko włączyła muzykę i zaczęła się moja nauka. Mała paskuda, co dziwne, była dobrą nauczycielką. Uczyła mnie jakiegoś układu, który poznała na jakiś swoich zajęciach tanecznych. Krok po kroku, dawała mi czas na przyswojenie i korygowała, jeśli robiłam coś źle. A ja naprawdę się w to wczułam i po chwili nie liczyło się dla mnie nic po za tańcem. Kiedy załapałam sporą część układu, Nicole zatańczyła razem ze mną.
     Nie wiem, ile czasu minęło. Ale w końcu byłam już tak zmęczona, że nie mogłam ustać na nogach. Powiedziałam to małej Anderson i usiadłam przy lustrze, opierając się o nie. Chwyciłam za butelkę z wodą i w ciągu kilku sekund opróżniłam całą. Nicole poszła w moje ślady. Mój oddech w końcu się unormował i spadło na mnie całe zmęczenie – fizycznie i, co gorsza, psychiczne.
     – Chcesz o tym porozmawiać? – zapytała blondynka niepewnie.
     – O czym?
     – No… wiesz. O panu Z.
     – O nie. – Pokręciłam głową.
     Znów zapadła cisza.
     – Wiesz… potrafisz być miła – wyznała.
     Spojrzałam na nią z uniesioną brwią, na co ta zachichotała.
     – Tylko czasami. I nie martw się, tego też nikomu nie powiem.
     Uśmiechnęłam się.
     – A dlaczego ty jesteś dla mnie taka miła?
     – Zauważyłam coś. – Wzruszyła ramionami. – Zauważyłam, że nie jesteś taką suką, jaką wszystkim pokazujesz. Nie złość się, ale mam wrażenie, że tak naprawdę chowasz się przed światem i nie chcesz pokazać, że coś cię gryzie.
     – Kurczę, ile ty masz lat? Dwanaście? 
     Anderson znowu zachichotała.
    – Kim chcesz być w przyszłości? Psychologiem? – drążyłam, ciągle się jednak uśmiechając.
     Uśmiech za to znikł z twarzy Nicole i westchnęła, smutniejąc.
     – Co znowu powiedziałam? – jęknęłam.
     – Ach, nie chodzi o ciebie… – wyznała. – Tylko o rodziców.
     Zachęciłam ją, by mówiła dalej.
     – Wiesz… Bo tata ciągle na mnie naciska i mówi, że mam pójść w jego ślady i przejąć firmę, a mama z kolei mówi, że powinnam być modelką jak ona. Ale ja nie chcę żadnej z tych rzeczy, a oni nie potrafią tego zrozumieć… Chciałabym być tancerką, Phoebe. I chciałabym, żeby rodzice to uszanowali i pomogli mi spełnić marzenie.
     Podwinęłam nogi pod klatkę piersiową i oparłam głowę o kolana.
     – Jesteś naprawdę mądra jak na te swoje dwanaście lat – powiedziałam jej. – Pewnie nawet mądrzejsza ode mnie.
     – Och, przestań.
     – Nie, mówię poważnie. – Wzruszyłam ramionami. – Ja nie chcę przejąć firmy po ojcu, bo nie, bo jestem buntowniczką i nie robię tego, co chce ojciec, chce się wyżyć na nim i na wszystkich innych też, za to, co się stało. – Zamilkłam na chwilę. – Może powinnam wtedy pójść do psychologa. Ale oczywiście się uparłam. Więc, Nicole, naprawdę mam podstawy twierdzić, że jesteś mądrzejsza ode mnie.
     – Co… co ci się stało? – spytała, a po jej tonie wyczułam, że to coś takiego, jakby właśnie podchodziła do śpiącego lwa i uważała, czy nie ugryzie.
     – O tym nie chcę mówić – po prostu ucięłam.
     – A co… co z panem Z?
     – Nicole–
     – Och, Phoebe, dlaczego nie przyznasz, że się w nim zakochałaś?
     Zmroziło mnie.
     – Nie zaprzeczaj – odparła ostro. – Widzę to. Dlatego tak rozpaczasz po jego wyjeździe, Phoebe.
     Zamknęłam oczy. W głębi duszy już to wiedziałam. Zakochałam się. Kurwa jego mać, zakochałam się. Miałam też uczucia. Jak można mówić, że się ich nie ma? Każdy je ma. Z jakiegoś powodu tej nocy postanowiłam niczego nie udawać – skoro Nicole się przede mną otworzyła, to i ja mogę na chwilę zdjąć swój pancerz.
     – Wiem, Nicole. – Z mojego oka wypłynęła łza. – Wiem, że się w nim zakochałam. Ale nienawidzę tego uczucia. 
     Anderson już nic nie powiedziała, ona po prostu mnie przytuliła. Nie odepchnęłam jej. Jak już mówiłam – nie tej nocy.
***
     Tygodnie mijały za tygodniami i nastał dzień mojego wyjazdu do Nowego Yorku. Nastał dzień końca mojej służby. Nastał dzień mojej upragnionej wolności. Szkoda tylko, że tyle się pozmieniało. Aż sama w to nie wierzyłam.
     Od tamtej rozmowy z Nicole to przede wszystkim we mnie zaczęło się coś zmieniać. Nie chodziłam już taka wściekła. Potrafiłam porozmawiać normalnie z Ryanem i, co jeszcze dziwniejsze, nawet z Harriet! Całymi dniami przebywałam w towarzystwie Anderson i naprawdę ją polubiłam. Wyczuwałam tu początki przyjaźni. Nie przeszkadzało mi, że Nicole była o pięć lat młodsza. Moje przyjaźnie nigdy nie były do końca normalne i chyba już to zaakceptowałam. A jeśli chodzi o Andy’ego – ciągle nie miałam od niego żadnych wieści, cisza na amen. Wiedziałam, że po powrocie muszę z nim porozmawiać. Ciągle miałam nadzieję, że odzyskam przyjaciela.
     Jeśli zaś chodziło o pieprzonego Malika – w tej kwestii nic się nie zmieniło. Byłam na niego wściekła i chciałam doprowadzić mój plan do końca. Czułam, że dopiero potem będę mogła spokojnie żyć.
     Rodzice Nicole wrócili dwa dni temu, wtedy też wyniosła się Becky. Ani ja, ani mała Anderson nie powiedziałyśmy, jaką była opiekunką. W gruncie rzeczy nie była taka zła.
     Wsiadłam do samochodu Andersonów z całym swoim bagażem, pożegnałam się z panią domu, która z nami nie jechała i wyruszyliśmy na lotnisko. Żadnych ochroniarzy. Odwoził nas (mnie i Ryana) sam Nicholas Anderson.
     Na lotnisku odbyło się pożegnanie – Nicole nawet się rozpłakała. Nicholas był zdziwiony, widziałam to po nim. Nie spodziewał się, że się zaprzyjaźnimy. Myślę, że nie tylko we mnie nastąpiły zmiany – w mojej małej paskudzie też się coś zmieniło. 
     W końcu nadszedł czas i po obiecaniu Nicole, że jeszcze się zobaczymy, ruszyłam z Ryanem na pokład samolotu. Nie był aż takim złym gościem. Obawiałam się, że mogę to samo pomyśleć o Martinie, kiedy wylądujemy. Może wcale nie była taką suką i zdzirą. Przecież o Harriet całe życie myślałam jak o najgorszej – a teraz też do mojego mózgu wkradły się myśli, że mogłam się co do niej pomylić. I przyszły brat przyrodni był w niej do szaleństwa zakochany – widziałam to po nim, kiedy o niej mówił. I przyznał mi, że nawet mnie zaczyna lubić.
     Z ojcem nie rozmawiałam od tygodnia. Trochę bałam się naszego spotkania.
   Podróż minęła szybko i w nerwach. Wylądowaliśmy, odebraliśmy swoje bagaże i zaczęliśmy się rozglądać za moim ojcem i jego matką. Mieli przyjechać po nas osobiście.
     To ja zobaczyłam ich pierwsza. Ryan chwilę po tym. Puścił swoją walizkę i podbiegł wyściskać mamę. A ja? Ja stałam jak skamieniała i nie wiedziałam, co mam zrobić. To tata jednak podjął decyzję – podszedł do mnie i mocno przytulił. Och. Dawno tego nie robił. Odwzajemniłam uścisk i pierwszy raz od dawna poczułam się jak w domu.
     Czułam się jak ogłuszona jakąś łopatą. Nie wiem. Wszystko było dla mnie takie… nierealne. Nie byłam wściekła. Nie miałam o nic pretensji. Czułam się zadziwiająco lekko.
      Weszłam do swojego pokoju i uśmiechnęłam się na widok różowych ścian pokrytych rysunkami. Nie mogłam uwierzyć, że znów tu jestem.
     Przywitałam się z Christiną, nasza gosposią, która już na mnie czekała z ciasteczkami czekoladowymi. Wszyscy zebraliśmy się w kuchni, by zjeść te pyszności. W pewnym momencie wstałam i poszłam do łazienki. Kiedy wracałam, usłyszałam swoje imię i przystanęłam, nasłuchując.
     – Czyli co? – dopytywał ojciec. – Nagle stała się milsza?
     – Nie wiem, co się stało – odparł zirytowany Ryan i sądząc po jego tonie głosu, powiedział to któryś raz z kolei. – Kuzyn Nicole i jego koledzy wyjechali, a ona nagle zaczęła się zmieniać. Znaczy, wiecie, nadal ma te swoje momenty i jest wredna, ale już nie czysto złośliwa. Chyba wiecie, o co chodzi.
     – O tak.
     W pomieszczeniu zapadła cisza. Postanowiłam wejść do środka.
     – Mam pewną sprawę do załatwienia, także będę się zbierać – oznajmiłam.
     – Mówisz mi, że wychodzisz? – spytał osłupiały ojciec.
     Ja pieprzę, już nie róbmy takie szopki z mojej lekkiej zmiany.
     – Mogę przestać – warknęłam.
     – Ależ ja wcale nie narzekam. – Ojciec uśmiechnął się.
     Przewróciłam oczami, po czym ubrałam buty i wyszłam z domu. Byłam zmęczona po podróży, ale musiałam najpierw załatwić sprawę z Andy’m. Liczyłam na to, że będzie w domu. W końcu jutro ostatni dzień lata – powinien przygotowywać się do szkoły.
     Nagle jednak zwątpiłam. Przecież on się zmienił. Może wcale już nie jest tym Andy’m.
     Uparcie jednak szłam przed siebie. Stanęłam w końcu przed dość zniszczoną kamienicą, wkroczyłam do środka i zapukałam w odpowiednie drzwi. Po chwili otworzyły się i moim oczom ukazał się Andy. W całej swojej okazałości. Jego oczy rozszerzyły się i wyraźnie nie wiedział, co zrobić.
     – Sam? – spytał głupio, a ja słysząc to imię, zmiękłam.
     – Tęskniłam, Andy.
     Nic nie mogłam poradzić na łzy w moich oczach. On też wydawał się poruszony. Przesunął się i zaprosił mnie do środka. Przeszłam obok kuchni, mówiąc pani Dewey „dzień dobry”, po czym znalazłam się u niego w pokoju. Na biurku leżały książki. Przygotowywał się do szkoły. Może wcale tak bardzo się nie zmienił.
     Zamknął drzwi i założył ręce na piersi.
     – Mamy sobie dużo do wyjaśnienia.
   Z westchnieniem opadłam na jego kanapę. Pora zacząć jeden z najtrudniejszych momentów w moim życiu.
_____________________________

Ten rozdział jest przejściowy i krótszy niż zazwyczaj (chyba krótszy :P). Ale pojawił się wcześniej niż zazwyczaj! Więc jest jakiś postęp. ^_^ Może dlatego że mam ferie... Więcej czasu i w ogóle... :P
Ogólnie zauważyłam, że Wasza obecność na moim blogu drastycznie spadła (naprawdę drastycznie!! poprzednie rozdziały miały po średnio ponad 400 wyświetleń, a rozdział osiemnasty ma 82), ale cóż. Cieszę się, że jednak zostało parę wytrwałych osób, które zawsze cierpliwie czekają na następną notkę i nie zniechęcają się. :) Uwielbiam Was!! xx <3
Do końca Cheeky prawdopodobnie zostały dwa rozdziały (!!), chyba że coś mi strzeli do głowy i przedłużę nieco... ale są małe szanse na to, więc cieszcie się ostatnimi chwilami na tym blogu. ;) I nie zapomnijcie dać mi znać w komentarzu, co sądzicie o tym rozdziale! ^_^ Pozdrawiam, do napisania
Meredith xx

P.S. Heeeeej, pamiętacie jeszcze, jak kiedyś się nazywałam? XD Przed "Meredith"? XD

13 komentarzy:

  1. Omg ♥ zayn to ciul...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawe czy pan Z pojawi się w tych dwóch rozdziałach. .. :) oczywiście super rozdział uwielbiam ten blog :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogę zdradzić Ci tajemnicę - pojawi się :D A przynajmniej to mam w planach na dzień dzisiejszy :D

      Usuń
    2. Oooo juz się nie mogę doczekać następnego rozdziału w takim razie :D szkoda tylko że do końca prawdopodobnie dwa rozdziały :(

      Usuń
  3. Dawno mnie tu nie było ale już wszystko nadrobiłam i muszę przyznać ze tęskniłam za tym blogiem ;) i trochę mi smutno ze tylko 2 rozdziały do końca ale z drugiej strony już się nie mogę doczekać finałowej sceny *.* ciekawe czy będę ryczeć tak jak w tym rozdziale czy śmiać się jak w poprzednim w każdym razie na pewno nie bd się nudzić ;* no to czekam na kolejny! Buziaki ;*

    OdpowiedzUsuń
  4. Czekamy nadal na te dwa rozdziały 😭

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. <3 Nie zapomniałam o Was, po prostu troszkę straciłam chęci na kontynuowanie tej historii, ale postaram się ją skończyć, prędzej czy później ;)

      Usuń
    2. O jejku to bardzo dobrze 💕
      W takim razie czekam niecierpliwie aż dodasz nowe rozdziały :) życzę dużo weny i miłego wieczoru 💝

      Usuń
  5. Jejciu super historia! Przypadkowo znalazłam jakoś twojego bloga i przeczytałam wszystkie rozdziały!
    Chce już następny, choć widzę, że chyba zrobiłaś sobie przerwę. Bede wchodzić regularnie i sprawdzać czy juz jest następny rozdział bo podoba mi sie bardzo sama fabuła jak i twoj styl pisania
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojeeeej, dziękuję <3 <3
      Postaram się nie zawieźć i jak najszybciej coś wstawić <3 ^_^

      Usuń