niedziela, 20 września 2015

ROZDZIAŁ SIEDEMNASTY

     Odetchnęłam z ulgą, gdy w końcu znaleźliśmy się w Los Angeles. Nareszcie będę mogła wziąć prysznic, odpocząć od ciągłej ucieczki i od Malika. Mam tylko nadzieję, że Nicole faktycznie nie powiadomiła ojca i że odwołali policję. W końcu nie kontaktowaliśmy się z nimi od tamtej rozmowy w motelu i mogli na nowo nabrać jakichś podejrzeń… Oby nie.
  Dotarliśmy do bram naszego kochanego ogrodzonego osiedla i strażnik wpuścił nas właściwie bez żadnych pytań. Zaczynałam się niepokoić. Przecież nie powinien, ot tak, wpuszczać ludzi na teren tego osiedla! (potem się okazało, że Nicole uprzedziła strażnika - w razie naszego przyjazdu miał nas wpuścić)
     Zerknęłam na Malika, ale był skupiony na drodze. Albo udawał.
     Od naszej pobudki rano nie zamieniliśmy w sumie słowa. Szybko posprzątaliśmy po sobie, wybraliśmy się na małą przechadzkę i znowu ukradliśmy samochód… Szybko do niego wsiedliśmy i wyruszyliśmy do LA. Na szczęście – nie byliśmy daleko.
     Niby „na szczęście”, ale gdzieś tam, w środku mnie dobija mnie smutek z powodu tego, że mój czas sam na sam z Malikiem się kończy.
     Boże, potrafię być taka żałosna.
     Ty go nawet nie lubisz, Phoebe!
     Zaparkował przed domem Nicole.
     – Malik… – zaczęłam. – Jeśli cokolwiek wspomnisz chłopakom o naszych wczorajszych wyznaniach, to urwę ci jaja.
     – Ja dotrzymam twojej tajemnicy, a ty nie wyjawisz moich sekretów. – Kiwnął głową. – I nasza wersja jest taka, że spiliśmy się, jakimś cudem wylądowaliśmy w Atlancie i tak zaczęła się nasza powrotna wędrówka.
     – I nie powiesz chłopakom, że Peterson nas złapał? Przecież to też ich sprawa – prychnęłam. Czy on w ogóle martwił się o dobro kolegów? Szczerze wątpię. Pieprzony egoista.
     – Powiem – rzekł niskim głosem. – Ale w swoim czasie.
     W końcu na mnie spojrzał. Swoim ciemnym wzrokiem. Jakimś cudem powstrzymałam się od wzdrygnięcia.
     Jego wzrok zjechał trochę niżej, na usta, potem na dekolt.
     – I nie mów im, że ze sobą spaliśmy – dodałam.
     – A to niby czemu? – uniósł brew, niemal oburzony.
     – Bo to wstyd?
     Jego brwi zmarszczyły się groźnie, a ja rozbawiona przewróciłam oczami. Parsknęłam śmiechem.
     – Teraz to tym bardziej powiem, Amber. – Uśmiechnął się złośliwie.
     – Po prostu nie chcę, żeby myśleli, że wygrałeś ten zakład, dobra? – zirytowałam się. – Jestem człowiekiem, nie traktuje się mnie jak przedmiot.
     – Do wygrania zakładu i tak jest potrzebne jest twoje zaświadczenie, więc jeśli zaprzeczysz i tak mi nie uwierzą. – Wzruszył ramionami i wysiadł z samochodu.
     Poszłam w jego ślady. Wzięłam głęboki oddech i ruszyłam za nim w stronę drzwi. Byłam naprawdę potwornie zmęczona.
     Drzwi były zamknięte, więc Pantera zadzwonił. Stanęłam obok niego, przelotnie na niego spojrzałam, on nie patrzył na mnie. Skrzywiłam się. Zastanawiałam się, jak teraz będzie wyglądać nasza relacja. Czy do końca wakacji będziemy mijać się w milczeniu? Żadnych docinek? Opanowało mnie nagłe przerażenie na myśl, że możemy się do siebie już nie odzywać. Lubiłam nasze droczenie.
     I nie miałam również pojęcia, co się ze mną działo.
     Drzwi się otworzyły, to Liam.
    Lekko zaniemówił na nasz widok, a potem wydał okrzyk radości i przytulił Zayna do siebie. Chwilę potem zebrała się cała reszta, nawet Segovia stała w oddali i wszyscy cieszyli się z naszego powrotu. A raczej powrotu Malika. Wszyscy jego witali wylewnie, a niektórzy nawet nie poświęcili mi kiwnięcia głową.
     – Cieszę się, że już jesteś – rzekła do mnie mała paskuda w hallu.
     Pewnie dlatego że już nie musi się martwić, co powie mojemu ojcu w razie mojej śmierci.
     Uśmiechnęłam się krzywo. Skierowałam się w stronę schodów, przy których stała Becky z butelką (niby)soku w dłoni.
     – Ja tam wiem, mała, że coś ukrywacie przed nami – powiedziała cicho z poważnym wyrazem twarzy.
     – Lepiej odstaw alkohol – prychnęłam.
     – Co ci się stało w nogę? – krzyknął nagle Louis. Nie sądziłam, że ktokolwiek zauważy. Zresztą, spod spodni nie widać bandażu, jest jedynie wybrzuszenie.
     – Zacięłam się przy goleniu – zaszydziłam.
***
     Cudowny prysznic! Naprawdę nie sądziłam, że tak może mi go brakować! Chyba z godzinę spędziłam w łazience i w końcu przebrałam się w swoje ciuchy! W końcu też położyłam się na wygodnym łóżku, nawet różowy kolor ścian mi nie przeszkadzał. Westchnęłam.
     Wtedy rozbrzmiał telefon obok łóżka, a ja wzniosłam oczy do nieba. To dziecko irytujące nie odpuści mi nawet dziś.
     Cieszyłam się, że to na Malika spadł obowiązek wyjaśnień. Ja się szybko wycofałam i dzięki temu mogłam teraz odpoczywać, podczas gdy on jest bombardowany pytaniami. Uśmiechnęłam się szyderczo.
     – Phoebe!! – usłyszałam krzyk Nicole.
     Boże, ta dziewczyna ma dopiero potężny głos! Przecież przebywa na dole, a ja usłyszałam ją wyraźnie!
     – Telefon!!
     Nie będę go odbierać. Niech się pieprzy, ja teraz odpoczywam.
     Chwilę potem jednak mała paskuda wpadła do mojego pokoju z słuchawką w dłoni.
     – Idiotko, twój ojciec dzwoni. Zwodziłam go przez dobre dwa tygodnie, ale nie mam już zamiaru – warknęła.
     Ogarnęła mnie panika, ale nic nie dałam po sobie poznać. Przyjęłam od niej słuchawkę z kwaśną miną i przyłożyłam ją do ucha.
     – Halo?
     Nicole wyszła, odwróciłam się plecami do drzwi.
     – W tym momencie przeginasz! – od razu, już od samego początku zaczynał rozmowę krzykiem. Nieźle. To jest chyba rekord, zwykle starał się utrzymywać pozory opanowania.
     – A gdzie twoje pozory opanowania? – Tak, musiałam to powiedzieć, choć wiem, że ma cholerne prawo, by się na mnie wściekać. Tym razem przyznaję mu rację. Ale na głos w życiu tego nie wypowiem.
     – Ja już nie wiem, co ja mam z tobą zrobić, Phoebe. – Jego głos był już spokojniejszy, ale nadal ostry jak brzytwa. – Nie potrafisz się wywiązać z żadnych zadań, zero odpowiedzialności. Naprawdę nie wiem, po kim to masz. Twoja matka była podobna, ale nawet ona miała jakieś granice.
     – Przecież dobrze opiekowałam się małą paskudą – warknęłam. Nie będzie ojciec mnie tu porównywał do matki. Szczególnie, że zrobił to w bardzo obraźliwy sposób.
     – Nie odzywałaś się przez niecałe dwa tygodnie! Dziewczyno! Czy ty masz jeszcze rozum?! – i po opanowaniu.
     – Przestań się na mnie drzeć! – również podniosłam głos. Rozbolała mnie głowa. – To ty mnie tu wysłałeś, tak dla przypomnienia – syknęłam. – Nadal jestem wściekła.
     – A więc to był twój bunt? Nie odzywanie się do mnie?
     Ojciec prychnął, aż uniosłam brwi ze zdziwienia.
     – Żebyś wiedział – utrzymywałam jadowity ton.
     – Był u mnie ten twój Andy – rzekł ojciec z niesmakiem.
     Zesztywniałam.
     – Co takiego?
     – Pytał, kiedy wracasz. Doprawdy, mógłby się chłopak powstrzymać. Dobrze wie, że go nie toleruję, a jeszcze bezczelnie przychodzi prosto do mojego biura.
     Ogarnęła mnie bezsilność, głowa zaczęła pulsować mocniejszym bólem.
      – Powiedział coś jeszcze?
     – Nie, ale był jakiś tajemniczy. Może powinnaś go trochę upomnieć?
     – Słucham? – zirytowałam się. – Masz dziwną zdolność wkurwiania ludzi, kiedy już myślą, że najgorsze minęło.
     – Phoebe–
     – Słownictwo, jasne. – Przewróciłam oczami. – Coś jeszcze? Żadnego szybszego powrotu?
     – Jeśli już, to przedłużę ci pobyt. Albo wymyślę jakieś inne zajęcie – rzekł. – Może właśnie to powinien zrobić? Wysłać cię do pracy? To nauczy cię odpowiedzialności. I może w końcu odzyskasz rozum.
     Teraz to już poważnie się wkurwiłam. Zagotowało się we mnie, mocniej ścisnęłam słuchawkę.
     – Czy to są, kurwa, jakieś żarty? Te wakacje są już wystarczająca karą! Zniszczyłeś wszystko i jeszcze chcesz dobić leżącego?! I przestań mnie w końcu obrażać!
     – Teraz ty znów się wściekasz. Za każdym razem.
     – Co, rozczarowuję cię? – powiedziałam z goryczą w głosie, której nie zdążyłam ukryć. – No przepraszam bardzo, że nie jestem taka, jakbyś chciał. Tak mi przykro, że chyba zaraz pójdę się pociąć do piwnicy. Żegnaj, tato. Mam nadzieję, że na zawsze.
     Rozłączyłam się i starałam się uspokoić nagle przyspieszony oddech. Już nie mogłam. Musiałam stamtąd wyjść, głowa mnie napierdalała i jeszcze mi duszno.
     – Tatuś?
     Odwróciłam się. O framugę oparty stał Pantera, westchnęłam krótko z irytacją.
     – Nie twój pieprzony interes.
  – Niedobra córeczka rozczarowuje tatusia–bogacza? – powiedział sztucznie słodkim głosem.
     – Pierdol się, Malik. Pierdol się! – krzyknęłam.
     Szybko chwyciłam za torbę schowaną pod łóżkiem i wybiegłam z pokoju, potrącając go ramieniem. Chciał mnie złapać, ale wymknęłam się mu. Potem niezauważona wyszłam z domu i pognałam nad morze. Dobrze że noga mnie nie bolała, ale pewnie po powrocie będę musiała wziąć jakieś leki przeciwbólowe.
     Szalały we mnie jakieś emocje, to niedobrze. Zawsze starałam się odgradzać od tego szajsu, ale nie zawsze wychodziło. Wybrałam sobie dogodne miejsce na plaży, w cieniu, bo choć było popołudnie, słońce i tak grzało. Wyjęłam z torby mój szkicownik i ołówek. Musiałam się odprężyć i zapomnieć, a na to najlepsze jest rysowanie. Porwał mnie więc wir rysowania.
     Po jakimś czasie, kiedy zarysowałam dobre kilka kartek, poczułam się odprężona. Zdystansowałam się od ojca, od Andy’ego, od Zayna. Zdobyłam się na uśmiech, Taki prawdziwy, szczery. Sama nie wiem czemu. Mój pejzaż morza bardzo mi się spodobał. Uznałam go za jeden z lepszych moich rysunków.
     Odetchnęłam, zamknęłam zeszyt i włożyłam go do torby. Rozsiadłam się wygodniej i wpatrzyłam w ocean. Zbliżał się wieczór i do tego chmury nie wyglądały przyjaźnie. Zapowiadało się na burzę. Wzdrygnęłam się. Ostatnie czego było mi trzeba to noc na plaży podczas burzy.
     Wstałam więc i ruszyłam w drogę powrotną. Tak, stanowczo będę potrzebować lekarstw na nogę. Zdążyło się już porządnie ściemnić, kiedy dotarłam i w oddali słyszałam głuche pomruki zbliżającej się burzy. Najbardziej zaskoczyły mnie jednak samochody. Mnóstwo samochodów tuż przed domem Nicole. Potem do moich uszu dobiegła głośna muzyka. Jęknęłam w duchu. Akurat dzisiaj nie chciałam imprezy. W innych okolicznościach, byłabym królową na takiej imprezie, ale… cholera, chciałam się wyspać! Nadal nie odpoczęłam po tym porwaniu! Malik jest jakiś popierdolony, jeśli się na to zgodził. Ale to w sumie nie byłoby nic nowego.
     Z krzywą miną weszłam do środka. Od tego zapachu aż zakręciło mi się w głowie i przebywało tu stanowczo  z a  d u ż o  ludzi! Jak oni się pomieścili na tak małej powierzchni?!
       W kuchni szybko znalazłam potrzebne leki i zażyłam je. Potem wygoniłam ze swojego pokoju jakąś trójkę, która chyba zabierała się do rozbierania. Ta impreza nie rozpoczęła się nawet dobrze, a tu już takie numery!
     Otworzyłam szafę i tam schowałam moją torbę, pomiędzy ubraniami. Kiedy się odwróciłam, prawie zawału dostałam na widok Pantery przy moim łóżku.
     – To jakaś impreza powitalna? – spytałam.
     Kiwnął głową.
     – I ty się na to zgodziłeś? Bo ja, przyznaję szczerze, cholernie się wymęczyłam podczas naszej podróży.
     – Nigdy nie odmawiam imprezie. – Wzruszył ramionami.
     Przewróciłam oczami.
     – Po co przyszedłeś?
     – Znów kazałaś mi się pierdolić. Więc ro zrobię. – Uśmiechnął się drapieżnie.
     – Świetnie. Ale nie ze mną. – Uśmiechnęłam się drwiąco. – Powiedziałam ci, że trzeci raz mnie nie uwiedziesz.
     – Naprawdę chcesz się przekonać? – Zaczął iść w moim kierunku, patrząc na mnie ciemnym wzrokiem. Zrobiło mi się gorąco, ale naprawdę chciałam się mu oprzeć.
     Podszedł blisko. Bardzo blisko. Prawie stykaliśmy się klatkami piersiowymi. Uniósł dłoń i położył ją na moim ramieniu. Wciągnęłam powietrze, jego dotyk palił. Chyba jeszcze bardziej niż poprzednio.
     – Widzę, jak reagujesz – szepnął.
     Jego dłoń przemieściła się na kark, potem zjechała w dół, aż wkradła się pod koszulkę i zaczęła błądzić po nagich plecach. Malik pochylił głowę, chciałam go odepchnąć, ale jego dotyk był zbyt uzależniający. Wkurwiało mnie to, ale nic nie mogłam poradzić!
     Jego głowa się zatrzymała, spojrzał mi w oczy. Dostrzegłam z bliska jego ciemne oczy, które chyba jeszcze bardziej pociemniały i dopiero wtedy zauważyłam bijące od niego ledwo powtrzymane pożądanie. Kiedy nagle jego dłoń wślizgnęła się pod stanik i ścisnęła moją pierś, moje postanowienie legło w gruzach. Pieprzyć to, nie byłam w stanie mu się opierać.
     Obydwoma rękami złapałam go za włosy i pociągnęłam za nie, po czym wpiłam się w jego usta z zachłannością. Miałam wrażenie, że minęły wieki, odkąd ostatni raz go smakowałam. Pantera zareagował natychmiast, przycisnął mnie do siebie jednym stanowczym ruchem.
     – Nie mogę uwierzyć, że naprawdę to zrobiłaś. – Do mojej podświadomości dostał się czyjś głos, oderwałam się od Zayna.
     Spojrzałam ponad jego ramieniem i zauważyłam czyjąś sylwetkę. Spojrzałam z uniesioną brwią na Malika, ale on nie patrzył na mnie. Trochę się zaniepokoiłam.
     Odsunęłam się od Pantery na bezpieczną odległość i wtedy odkryłam tożsamość dziwnego gościa nie na miejscu.
     Harry.
     Zmarszczyłam brwi. Kiedy on tu wszedł?
     – Co… – zaczęłam i odchrząknęłam. – Co tu się, kurwa dzieje?
     Głos ostry jak brzytwa. Nauczyłam się go od ojca.
    – Pocałowałaś go. Z własnej woli. – Harry kręcił głową. – Nie mogę uwierzyć, że naprawdę się udało sukinsynowi.
     – Co? Co się tu dzieje, do cholery! – Muzyka zagłuszyła moje krzyki.
     – I oddałaś mu się wcześniej dwa razy? Poważnie? – Styles gwizdnął.
     – Styles, zaraz wyrwę ci wszystkie włosy z głowy – powiedziałam niskim głosem.
     – Ależ już śpieszę z wyjaśnieniem – zakpił. – Tylko najpierw chciałbym przedstawić zwycięzcę pewnego zakładu!
     Potem wskazał dłonią na Malika, który nadal stał w tym samym miejscu i starannie omijał mnie wzrokiem.
     – Zakładu? A więc o to chodzi? Tak, Malik przespał się ze mną, wygrał zakład, jej! – Przewróciłam oczami. – Czemu robicie z tego takie przedstawienie?
     Harry parsknął śmiechem.
     – Zayn powiedział ci o zakładzie? – zapytał kpiąco. – Chyba pominął kilka szczegółów.
     – Malik? – warknęłam.
     Nie odezwał się.
     – Naszym zakładem nie było przespanie się z tobą, jak zapewne myślałaś, a sprawienie, żebyś zaczęła pragnąć albo jego, albo mnie. Uwiedzenie cię do tego stopnia, że gdy któryś z nas będzie w pobliżu, nie będziesz w stanie się oprzeć. I proszę. Rzuciłaś się na niego jak lew na świeże mięso.
     Styles się śmiał, a ja starałam się odsunąć od siebie uczucie wykorzystania. Myślałam, że Pantera chociaż w tym mówił prawdę. A tu chodziło o coś gorszego niż zwykły seks. A to znaczy, że dla niego się to nie liczyło. Uwiódł mnie, bo chciał wygrać zakład. Uzależnił mnie od swojego dotyku tylko dla jakiegoś pieprzonego  z a k ł a d u. A więc kiedy mówił, że mnie pragnie – kłamał. Chciał uśpić moją czujność. Byłam zaskoczona, jak łatwo dałam mu się zmanipulować. Boże, dobrze, że nie mam uczuć, bo co to by było, gdybym się w nim  z a k o c h a ł a.
     Przełknęłam ślinę.
     Żal. Gorycz. Wściekłość. I smutek. Bo to smutne, że moje pożądanie i pragnienie koniec końców jednak było jednostronne.
     – A nagrodą było…? – powiedziałam iluzyjnie spokojnym głosem.
     – Mieszkanie. Mieszkaliśmy razem, ale znudziło nam się to – tyle że żaden z nas nie chciał się wyprowadzić. Ale myślę, że nawet utrata tego mieszkania była warta dla zobaczenia twojej miny. Mieszkanie zaraz znajdę sobie nowe, a twoja mina – bezcenna.
     Nie mogłam uwierzyć, że zrobił to dla m i e s z k a n i a. Co to w ogóle za popierdolony pomysł? Nie mogli dojść do porozumienia inaczej?
     – Jesteście nienormalni – syknęłam. – Obaj.
     – Och, Phoebe–
  – Zamknij się, Styles – warknęłam. – Nie jestem przedmiotem, który można wykorzystywać.
     Zacisnęłam szczękę i dłonie w pięści.
     Podeszłam szybko do Malika i uderzyłam go w twarz.
     – Zakład o to, kto pierwszy się ze mną prześpi? – Parsknęłam śmiechem. – Akurat. Pierdolony skurwysyn. Pierdolony Zayn Malik.
     Wypowiedziałam jego imię jak truciznę, którą szybko trzeba się pozbyć z języka.
     Czułam, że zaraz coś rozwalę, ledwo co wróciłam, a już musiałam znowu wydostać się na zewnątrz. Niebo przeciął piorun, ale doszłam do wniosku, że przeboleję to.
     Popchnęłam Malika, przechodząc obok niego.
     – Myślałam, że masz honor. Nigdy bardziej się nie pomyliłam – warknęłam cicho; tak, by tylko on to usłyszał.
     Obrzuciłam Stylesa morderczym spojrzeniem i wyszłam z pokoju. Dotarłam do kuchni i wypiłam szybko drinka, a zaraz za nim kolejnego.
     – Nie wyglądasz za dobrze – powiedział Louis, który nagle znalazł się przede mną.
     – Pierdol się – warknęłam.
     – Chyba dowiedziałaś się o zakładzie – rzekł z kpiącym uśmieszkiem na ustach. – Nie bierz tego do siebie, oni często odstawiają takie numery.
     Prychnęłam.
     Sama nie rozumiałam, dlaczego aż tak mną to poruszyło, ale nie mogłam nie wziąć tego do siebie. Czułam się wykorzystana i to paskudnie wykorzystana.
     – To właściwie nie pasuje mi do ciebie, tak się wściekać o to – Louis kontynuował. – Chyba że… nie… czujesz coś do Malika?
     Natychmiast spojrzałam na Tomlinsona i uniosłam wysoko brwi, a potem wybuchnęłam śmiechem.
     – Nie wiem, co brałeś, ale odstaw to – wykrztusiłam przez śmiech. – Nigdy w życiu nie słyszałam większej głupoty.
     Chwyciłam kolejną szklankę z drinkiem, uniosłam ją w stronę Louisa i wypiłam. Potem odwróciłam się i wyszłam z domu.
     – O, wróciłaś. – Tym razem wpadłam na Harriet. Ten wieczór staje się coraz bardziej zajebisty! – Co za szkoda.
     – Co za szkoda, że wpadłam na ciebie – warknęłam. – Co za szkoda, że się nie utopiłaś.
     – Suką nadal jesteś.
     Uśmiechnęłam się sztucznie i ruszyłam dalej. Szybkim krokiem przemierzałam ulice, nawet nie wiem, dokąd się kierowałam. Nie padało, ale grzmiało, starałam się nie zwracać na to uwagi. W końcu oddaliłam się tak, że nie było już słychać muzyki. Żałowałam, że nie wzięłam słuchawek. Brakowało mi mojej dobrej muzyki. Wtedy usłyszałam głośny tupot, odwróciłam się. Ktoś biegł. Zmrużyłam oczy, a gdy postać została oświetlona przez piorun przetaczający się przez niebo, mocno się zdziwiłam. To Malik.
     Dobra, to było dziwne. Czemu biegł? D o  m n i e?
     Nie chciałam go widzieć. Zaczęłam więc przed nim uciekać.
     – Chambers! – krzyknął.
     – Pierdol się!
     Zbiegłam na plażę, nawet nie wiem, jak to wyszło. Dreszcz przerażenia przeszedł przez moje ciało, gdy zauważyłam wzburzony ocean. Chyba chciałam popełnić samobójstwo.
     Biegłam przez piasek, zmierzałam do portu. Wtedy jednak nadszedł wyjątkowy głośny grzmot, krzyknęłam i potknęłam się o swoje własne nogi. Przewróciłam się. Wpadłam w panikę, ale próbowałam się uspokoić. Musiałam wstać, do cholery! Nie chciałam widzieć pieprzonego Malika!
     Podniosłam się, ale w tym monecie Pantera złapał mnie za ramię.
     – Puszczaj! – Zaczęłam mu się wyrywać, ale złapał mnie za drugie ramię i unieruchomił. Mocno.
     – Muszę ci coś wyjaśnić! – warknął, ale nie patrzył mi w oczy.
     – Przecież wszystko jest kurewsko jasne! – wrzasnęłam.
     – Phoebe, to nie do końca–
     – Zaufałam ci!
     Proszę, powiedziałam.
     Zayn natychmiast na mnie spojrzał.
     – Zaufałam ci, rozumiesz?! – wrzeszczałam. – Powierzyłam ci nawet moje życie. Nie wiem, jak mogłam być tak głupia i ślepa. Naprawdę nie wiem! Boże, przecież szczyciłam się tym, że potrafię poznać się na ludziach!
     Wybuchnęłam śmiechem.
     – A ja ci tak po prostu zaufałam – mówiłam przez nieco histeryczny śmiech. – To nic, że przed tobą ufałam tylko jednej osobie. Pierdolone nic. Nawet nie wiem, jak to się stało. Wiedziałam, że jesteś potwornym kłamcą i oszustem, ale uratowałeś mi życie. Kilka razy. Stwierdziłam, że można ci ufać.
     Pokręciłam głową.
     – Nigdy bym się nie domyśliła, że tylko mydliłeś mi oczy. Brawo dla twojego talentu! Jestem pod wrażeniem!
     Malik nic nie mówił, tylko patrzył skupiony na mnie. Nagle podniósł jedną rękę i położył ją na moich włosach, po czym zaczął mnie głaskać.
     Ze sceptyczną miną wyrwałam mu się o wiele łatwiej niż wcześniej.
     – Co ty, kurwa, robisz?
     – Mówiłem prawdę – wyrzucił z siebie.
     – Co? To znowu jakaś gra? – Choć już się uspokoiłam, znów traciłam cierpliwość.
     – Zakład przestał mnie obchodzić tuż po naszym pierwszym pocałunku.
     – Jasne, a ja tak naprawdę jestem świętą. – Przewróciłam oczami.
     Pantera pokręcił głową.
     – Naprawdę cię pragnę. Nawet teraz muszę się powstrzymać, by nie zedrzeć z ciebie ubrań i nie pieprzyć się z tobą do nieprzytomności. – Przełknął ślinę. – Tyle że zdałem sobie z tego sprawę w naszą noc wyznań. Kiedy próbowałem uzależnić cię od siebie, nie miałem pojęcia, jakie to przyniesie konsekwencje dla mnie. A prawdą jest, że to ja uzależniłem się od ciebie.
     – I myślisz, że ci uwierzę? – prychnęłam. – Po co w takim razie odstawiłeś to przedstawienie w moim pokoju?
     – To przez Stylesa. Wyśmiewał się, że spędziłem z tobą tyle czasu, a nie potrafiłem doprowadzić cię do szaleństwa. Musiałem ratować moją męską dumę. – Westchnął. – Nawet nie chodziło o to mieszkanie. Nie miałbym już życia w gangu, gdybym nie udowodnił, że mnie pragniesz.
     – Ale tu chodzi tylko… o seks? – Nagle się przeraziłam. – O fizyczny pociąg? Nie o żadne uczucia?
     Zayn parsknął śmiechem.
     – Ja nie mam serca, Phoebe. Jestem okrutnym człowiekiem.
     – To nieźle się dobraliśmy – powiedziałam, zanim zdążyłam ugryźć się w język. Zresztą – ja i gryzienie się w język? To się nie łączy.
     – Czyli mi wierzysz?
     Pokręciłam przecząco głową.
     – Już… straciłeś moje zaufanie. Dlaczego w ogóle skłamałeś na temat zakładu?
     – Jak już mówiłem, zdałem sobie wtedy sprawę, jak bardzo cię pragnę, a nie chciałem, byś pomyślała, że wszystko, co zrobiłem, zrobiłem dla zakładu.
     Malik przygryzł wargę.
     – I – zaczął niepewnie. – Ja też ci zaufałem.
     – Ale ja już ci nie ufam. – Wzruszyłam ramionami.
     – Mogę zrobić coś, by ponownie mi zaufała? – spytał z desperacją, o jaką nigdy bym go nie podejrzewała.
     – Mówisz poważnie?
     – Zależy mi na twoim zaufaniu.
     Zapatrzyłam się w ocean. Wyglądał naprawdę przerażająco. Do tego poczułam kroplę na twarzy. Chyba zaczynało padać.
     – Chyba niczego nie możesz zrobić. – Pokręciłam głową.
     – Czyli co? Teraz odejdziemy każdy w swoją stronę, pod koniec wakacji pożegnamy się jakby nigdy nic i zapomnimy o sobie?
     Milczałam.
     – Phoebe, ja nie potrafię zapomnieć o tej chemii między nami – wyznał.
     – Będziesz musiał. Zresztą – jak ty to widzisz? Jeśli teraz powiem, że ci ufam, to co? Do końca wakacji będziemy się pieprzyć, ale co z tego? Nasycisz się mną? Bo przecież prędzej czy później ty wracasz do Londynu, a ja do Nowego Yorku. Ta nasza relacja i tak nie ma przyszłości. Nie możemy uprawiać seksu w nieskończoność.
     Mocniej się rozpadało.
     – A więc ty potrafisz zapomnieć? O tej całej naszej podróży i o tym, co nas połączyło?
     – W końcu będę musiała. – Wzruszyłam ramionami. – Dobrze, że żadne z nas nie pakuje się w emocjonalny związek, bo wtedy dopiero mielibyśmy problem.
     Pantera z frustracją przeczesał ręką włosy.
     – Dobrze. – Odwrócił się plecami. – A więc kończymy wszystko, co nas łączyło właśnie w tym miejscu.
     Nagle opanowała mnie rozpacz. Bo tak naprawdę wcale nie chciałam się z nim rozstawać. Moje ciało go pragnęło. Mój mózg jednak miał opory przed ponownym mu zaufaniem.
     Zaczął odchodzić.
     – Ostatni raz? – wyrzuciłam na jednym wdechu.
     Zatrzymał się. Odwrócił. Uśmiechnął się kpiąco.
     – Wiedziałem, że nie będziesz potrafiła się oprzeć.
     – Nie schlebiaj sobie, to się więcej nie powtórzy.
     W jego oczach błysnął smutek, ale zaraz go zamaskował.
     Podeszłam do niego, a wtedy on wyciągnął rękę, złapał mnie i przycisnął do siebie. Odetchnęłam głęboko. Uniosłam głowę i pocałowałam go. Popchnęłam go na piasek, nie przestając całować.
     – Chcesz się pieprzyć tu? – spytał, zjeżdżając ustami na moją szyję. – Na plaży, w deszczu, podczas burzy? Bo jeśli mam mówić szczerze, ja jestem zachwycony tymi okolicznościami.
     Szybko pozbyliśmy się ubrań, leżałam pod Malikiem.
     – Dobrze, że miałem prezerwatywy w kieszeni – mruknął, zakładając jedną.
     Potem pocałował mnie powoli i wbił się we mnie gwałtownie, odetchnęłam głośno.
     Pieprzyliśmy się. Kilka razy. Wciąż nienasyceni. Najpierw ostro, potem coraz wolniej. W ogóle nie zwracałam uwagi na burzę, na szalejącą wodę, na deszcz, który obmywał nasze ciała. Całą swoja uwagę poświęciłam Malikowi.
     Po którymś razie z kolei, nie miałam już siły na nic. Zayn położył się obok mnie, patrzyliśmy sobie w oczy.
     – Nie mogę uwierzyć, że chcesz z tego zrezygnować – szepnął.
     Uśmiechnęłam się leniwie i zamknęłam oczy.
     To naprawdę się stało. To porwanie coś w nas zmieniło, a szczególnie nasza podróż powrotna. Naprawdę mu zaufałam. A nasz seks… coś czuję, że już nigdy nie przeżyję czegoś takiego.
     Poczułam ramię Pantery oplatające mnie i mój uśmiech się poszerzył. 
_______________________________

Jestem! W końcu! :D
Ogólnie tak średnio jestem zadowolona z tego rozdziału, ale na upartego może być według mnie. :P A jakie są Wasze opinie - piszcie, PISZCIE! Uwielbiam je czytać. ;)
Do końca zostało nam już tylko kilka rozdziałów, jeszcze nie mam ich napisanych, więc nie wiem ile. Trochę mi smutno właściwie, że Cheeky się kończy, bo cholernie dobrze mi się pisze to opowiadanie, jednakże... nic nie trwa wiecznie, a ja wole nie przeciągać na siłę. ;)
Dzięki za to, że jesteście i za okazywanie zainteresowania, gdy długo nie było rozdziału! ^_^ Przynajmniej czułam, że jest dla kogo pisać. ^_^
Zapraszam również na mojego bloga książkowego:


Do zobaczenia i oby następny rozdział był szybciej! xx ^_^

Meredith ^_^

13 komentarzy:

  1. Ooo w tym rozdziale sporo się działo
    Jest świetny

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajny rozdział szkoda że ich
    " wycieczka " się już skończyła xdd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mogła trwać wiecznie. :P Już i tak za długo trwała. XD

      Usuń
  3. Burza, pioruny, deszcz i plaża cóż za romantyzm ;P powiem ci że lepiej nie mogłaś tego napisać to jest właśnie to co do nich pasuje idealnie *.* naprawdę jesteś świetna w pisaniu, a jeden rozdział potrafi poprawić humor w nawet najbardziej zjebany dzień (uwierz mi wiem coś o tym) uwielbiam to że gdy czytam cheeky mogę się poczuć jakbym tam była i to że jest wszystko jest takie dynamicznie i ciągle coś się dzieje więc nie można się nudzić <3 czekam na kolejny i życzę duuuuużo weny! :***

    OdpowiedzUsuń
  4. Codziennie sprawdzam czy nie ma nowego rozdziału :(

    Ok bende dalej sprawdzać bo piszesz świetnie

    OdpowiedzUsuń
  5. Kiedy NN ? To już za długo trwa - to twoje niezdecydowanie:-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakie znowu, cholera, niezdecydowanie? Ja się chyba poddaję.

      Usuń
  6. Przepraszam, ale nie dotrwam do końca.. wszystko fajnie się zapowiada, ale z tego jednego rozdziału mogłabyś zrobić ze 3. Kochana skróć to delikatnie, a będziesz miała więcej szczerych recenzji. "Zacięłam się po goleniu" :")
    Pozdrawiam
    http://krytyczkakawy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A możesz sobie nie zaprzeczać? Pisać komentarz w logiczny sposób? Nie mam ochoty zastanawiać się, o co ci chodzi.
      Bo w końcu skrócić czy z jednego rozdziału zrobić trzy?
      Jakich 'szczerych recenzji'?
      Nie ogarniam.
      N i e o g a r n i a m.
      Ale pomińmy część o skrócaniu - po co robić z tego rozdziału trzy? Po co pisać o niczym? Zawarłam w tym rozdziale wszystko, co chciałam i nie widzę sensu w rozszerzaniu tego.
      Proszę, na przyszłość, jak już piszesz takie komentarze, to w logiczny i bardziej rozbudowany sposób, by wszystko dotarło do mojego zmęczonego umysłu.

      Usuń
  7. Ja sie ciesze z długich rozdziałów ;)

    Wedug mnie te krótkie są beznadziejne ledwo zacznie sie coś dziać, a już sie kończą :P

    Ps. Naprawde piszesz świetnie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Jeden z najlepszych rozdziałów dla mnie <3
    Wiedziałam, że Phoebe nie będzie się
    mogła oprzeć Zayn'owi. Ale akcja z zakładem
    to masakra. Ja bym na jej miejscu nie wybaczyła
    ale cóż :) Ciekawi mnie strasznie co będzie dalej,
    czy serio każde z nich wróci do siebie i "odpuszczą"
    sobie siebie...
    Zobaczymy, a przynajmniej mam taką nadzieję :)
    Weny kochana i do następnego :D

    OdpowiedzUsuń