czwartek, 2 kwietnia 2015

ROZDZIAŁ PIĘTNASTY

     Patrzyłam przez okno na szeryfa. Zaraz po nas wróci. I co? Wylądujemy na komisariacie? Paterson od razu nas tam znajdzie, tak podejrzewam. A mój ojciec?! Chryste, przecież on się o wszystkim dowie! A przecież miałam grzecznie siedzieć w willi w Los Angeles i grzecznie pilnować jakiejś smarkuli…
     Szeryf wrócił. Skinął głową trzymającym i przejął nas. Wypchnął nas za drzwi restauracji i prowadził do radiowozu.
     – I co teraz, co? – warknęłam cicho w stronę Malika.
     – Coś się wymyśli – odpowiedział mi i skrzywił się.
     Co jak co, ale uwielbiam oglądać grymas na twarzy Pantery, który niemal zawsze oznacza irytację. A zirytowany Malik to zadowolona Phoebe. Tym razem jednak jakoś nie było mi do śmiechu. Być może byłoby (na pewno byłoby… to zawsze denerwuje policjantów – jak się śmieję, gdy zostaję aresztowana), ale nie pod groźbą śmierci.
     Posadzono nas obok tamtego motocyklisty. On spojrzał na nas z ukosa i zacisnął usta w wąską kreskę, ale nic nie powiedział. To dobrze. Niezbyt miałam ochotę na jakiekolwiek potyczki słowne.
     I moją złość na Malika cholera wzięła. Przecież nie będę się na niego obrażać za tę sukę z recepcji, podczas gdy musimy znowu połączyć siły i obmyślić jakiś plan ucieczki. Czy uda nam się tak jak poprzednim razem?
     Nie muszę chyba wspominać, że ten „poprzedni raz” poszedł nam zbyt łatwo…
     Ale może i teraz szczęście nam będzie sprzyjać. Od zawsze miałam w sobie to coś, co przyciąga szczęście. 
     Yhy. Akurat. Pech bardziej mnie lubi niż szczęście.
     Ruszyliśmy. Ugh. Naprawdę szkoda, że fotel kierowcy oddziela od nas krata.
     – On nas nie upilnuje, kiedy wysiądziemy – mruknęłam cicho do Malika tak, żeby tylko on to usłyszał. – Wątpię, żeby miał jakieś wsparcie, no wiesz.
     – Myślisz, że gdy wysiądziemy, uda nam się uciec? – Pantera uniósł jedną brew do góry.
Skręciliśmy w tę stronę, którą wcześniej uciekałam z Zaynem. Świetnie. Cofamy się. Teraz to na pewno Peterson nas złapie i już nigdy nie zobaczę gęby małej paskudy.
     No dobra, nad tym wcale aż tak bardzo nie ubolewam.
     – Zawsze warto spróbować – odpowiedziałam mu. Bo czyż to nie była prawda? Nie dość, że szeryf jest młody (większe prawdopodobieństwo popełnienia błędu), to skuł nas jedną parą kajdanek (co jest naprawdę komiczne).
     Chociaż skucie jednymi kajdankami wcale nie jest takie komiczne. Może byłoby, gdyby to nie był Malik. Ale tak? Ja go chyba zabiję, kiedy już uciekniemy i nadal będziemy skuci.
     Wreszcie dotarliśmy na miejsce. Szeryf zaciągnął hamulec ręczny i wysiadł z auta. Podszedł do drzwi i najpierw wyprowadził motocyklistę, po czym zamknął drzwi z nami w środku. Kiedy odszedł, natychmiast szarpnęliśmy za klamkę, ale jak się można było spodziewać – zamknięte. Przygryzłam dolną wargę. Jeśli to się uda, to… (pomyślałam, że pocałuję Panterę, ale to zbyt drastyczne i skąd to mi w ogóle przyszło do głowy?) będzie cud. Mało oryginale dokończenie zdania, ale kto tam się będzie czepiał moich myśli?
     Szeryf po nas wrócił. Wysiedliśmy, a wtedy Malik walnął wolnym łokciem mężczyznę w twarz. Takie są skutki skuwania tylko jednej ręki. Bo czego on się spodziewał? Mundurowy puścił nas lekko, nieco zdezorientowany, co było dla nas szansą. Puściliśmy się biegiem. Ja w prawo, Zayn w lewo i tak cholernie nadgarstek mnie zapiekł; nie, zapłonął żywym ogniem, że nie mogłam wytrzymać.
     – Idioto! – wrzasnęłam.
     – Stójcie! – krzyknął szeryf chwilę po mnie.
     Westchnęłam krótko, przewróciłam oczami, a wszystko w ciągu sekundy i ustąpiłam Malikowi – pobiegłam w jego stronę. Ból jednak nie opuścił mojego nadgarstka.
     Znajdowaliśmy się w jakiejś mieścince. Nie mam pojęcia jakiej. Wydaje mi się, że nie przejeżdżaliśmy przez nią.
     Nie odwracałam się. Nie wiem, co robił policjant. Nie obchodziło mnie to. Moim celem stała się teraz ucieczka. A potem zdobycie samochodu. Kolejnego.
     Przebiegliśmy kilka ulic, aż w końcu zatrzymaliśmy się. Szeryfa ani śladu. To dobrze czy źle? Nie jestem pewna. Oparłam się o jakiś budynek i próbowałam złapać oddech. Nagle znów poczułam nowy ból w ręce – Malik gdzieś mnie ciągnął.
     – Widzę jakiś samochód. Chyba się nada – mruknął.
     W tempie ekspresowym wkradł się do peugeota. Nie przyglądałam się, jaki to model, ale nie wyglądał na bardzo stary. Wsiadłam przez drzwi kierowcy i przeszłam na siedzenie pasażera. Pantera usiadł przed kierownicą.
     – Jak mam prowadzić w tych pierdolonych kajdankach? – warknął.
     – Zamknij ryj i ruszaj, jakoś damy radę – odwarknęłam.
     Po chwili silnik zapalił (ciemnowłosy pokręcił odpowiednimi kabelkami) i odjechaliśmy. Nie wiem, co robił w tej chwili szeryf, ale ja odetchnęłam z ulgą. Chociaż ręka mnie bolała, nie tylko przez nadgarstek, bo musiałam ją trzymać w powietrzu, by ułatwić Malikowi prowadzenie, to naprawdę dobrze się czułam. Mogłam złapać oddech.
     – Musimy nadrobić stracony czas – warknął. – Pierdolony szeryf.
     – Niedługo powinniśmy wyjechać z tej pustyni i dotrzeć do LA – powiedziałam. – Czy mi się zdaje, czy wybrałeś nieco dłuższą drogę?
     Złożyłam ręce na piersi. Sama nie wiem, skąd mnie nagle naszły takie pytania, ale musiałam mieć rację. To niemożliwe, żebyśmy aż tak długo jechali przez pustynię.
     – Ale jesteś bystra – zironizował.
     – Dupek – syknęłam i odwróciłam twarz w stronę okna. Teraz mogę znów się wściekać o tę laskę z tamtego hotelu.
     – I co, znowu się obrażasz? – spytał z jawnym rozbawieniem w głosie.
     – Spierdalaj.
     – Czy ty kiedykolwiek w ogóle się cieszysz? Właśnie zdołaliśmy uciec, a ty ciągle dalej się wkurwiasz nie wiadomo o co.
     – No patrz, ja się wkurwiam nie wiadomo o co, a ty się pieprzysz z kim popadnie. Jaką zajebiście zgraną parą jesteśmy! – zaśmiałam się ironicznie. Zaraz potem w myślach uderzyłam głową w ścianę. I to kilkakrotnie.
     A może naprawdę powinnam walnąć głową w ścianę?
     Ja pierdole, teraz dopiero się zacznie.
     – A więc pieprzę się z kim popadnie? – spytał wielce rozbawionym głosem.
     O! Mam lepszy pomysł! Walnę głową Malika o ścianę!
     – A mówiąc „z kim popadnie” masz na myśli siebie, tak? – kontynuował. – Właściwie to masz rację. Byłaś pod rękę, to cię przeleciałem.
     Automatycznie odwróciłam głowę od okna i spiorunowałam go wzrokiem.
     – Z czego wynika, że po prostu nie możesz mi się oprzeć – zauważyłam z chytrym uśmieszkiem.
     – Wybacz, Chambers, ale to działa odwrotnie. – Odwrócił na chwilę wzrok od drogi i popatrzył na mnie z politowaniem.
     – Nie wydaje mi się – skwitowałam. – Już w Los Angeles byłeś na mnie jakiś napalony.
     Pantera wybuchnął śmiechem.
     – Ta, no wiesz, ciągłe spojrzenia na moje cycki i tym podobne. A potem ten pocałunek. Jeśli nie byłeś na mnie napalony, to ja jestem święta. Zresztą, nadal masz na mnie ochotę. Te dwa razy ci nie wystarczyły.
     – Myślisz, że jesteś taka dobra? – spytał Pantera, ale nadal chichotał.
     – Ja jestem najlepsza.
     – Masz za duże mniemanie o sobie.
     – Myślisz? – prychnęłam.
     – Ale w jednym miałaś rację – przyznał nieco szyderczo. – Zerżnąłbym cię jeszcze raz.
     – Zmartwię cię, ale to marzenie się nie spełni.
     – Skoro dwa razy mi się poddałaś, to uwiódłbym cię i ten trzeci raz.
     Nie bądź taki pewny, sukinsynie.
     Co za sukinsyn pierdolony! Nie uwiedzie mnie!
     Ja chyba zaraz oszaleję!
     Zacisnęłam dłonie w pięści. Nie pójdę z nim do łóżka. Nigdy więcej. Nie sypiam z facetami, którzy nie mają do mnie za grosz szacunku.
     – Zaniemówiłaś? – prychnął.
     – Chyba w równoległym świecie – warknęłam.
     – O! I koło się zamyka, znów jesteś wkurwiona! – niemal krzyknął.
     On się ze mnie śmiał. Idiota, po prostu się ze mnie nabijał!
     – Nienawidzę cię! – znów warknęłam.
     Mocniej zacisnęłam pięści. Jeśli bym tego nie zrobiła, złapałabym go za te kudły i walnęłabym raz czy dwa (ewentualnie dziesięć) jego łbem o kierownicę. Co zapewne doprowadziłoby do wypadku.
     – I nawzajem – mruknął ciemnowłosy.
     Świetnie. Nienawiść mi odpowiada.
      Włączyłam radio i znów wbijałam wzrok w okno. O wiele ciekawszy widok od pierdolonej gęby Pantery.
     Po pięciu, może dziesięciu minutach ręka, którą trzymałam w powietrzu, naprawdę porządnie mi ścierpła. Co chwilę zmieniałam pozycję, by złagodzić ból, co doprowadzało do poruszania również ręką Malika, który tylko na mnie warczał, ewentualnie krzyczał. Coś w jego stylu: „ogarnij to swoje ADHD”, czy coś podobnego. Mało dojrzałe. Jak zwykle.
     Nie żebym ja była jakaś dojrzała.
     Kiedy stopniowo zaczęło się ściemniać, nagle zachciało mi się iść do toalety (jak to się potocznie: chciałam siku).
     – Muszę do kibla – wyznałam od razu Panterze.
     – Może być ciekawie. – Uśmiechnął się piekielnie.
     – Nie denerwuj mnie – warknęłam.
     – Kiedy mówię tylko prawdę. – Jego uśmiech nie znikał z twarzy. – Ale wyjątkowo masz szczęście, Chambers. Zaraz będziemy mijać stację benzynową, tam się zatrzymamy.
     I faktycznie, po chwili zatrzymaliśmy się na stacji benzynowej. Chciałam od razu pobiec do łazienki, ale pewien idiota bardzo nas spowalniał. W środku, za ladą stał chłopak – na oko dawałabym mu dwadzieścia lat.
     – Chcielibyśmy skorzystać z toalety – wyjaśnił Zayn, ale jak zwykle mówił to tak, jakby wypowiadał groźbę.
     – Najpierw muszą państwo coś kupić – rzekł monotonnym głosem i zmarszczył brwi, patrząc na nasze nadgarstki.
     I gdzie się gapisz, kolego?
     Zacisnęłam usta, by nie powiedzieć tego głośno. Jeszcze nie wpuściłby nas do toalety.
     – Kupimy coś potem – warknął ciemnowłosy, ogłaszając całemu światu, jaki to on jest niezadowolony z tego faktu.
     Ruszyliśmy, zanim sprzedawca zdążył zareagować. Przeszliśmy koło bramek, do których należy wrzucić pieniążka, żeby wejść dalej (oczywiście nie zapłaciliśmy). Wkroczyliśmy do damskiej i tu zaczęły się kłopoty.
     – Nie masz wchodzić ze mną do kabiny – ostrzegłam go. Bo to było ostrzeżenie, myślę, że Malik zrozumiał przesłanie tych słów.
     – Och, skarbie, to raczej niewykonalne.
     UGH. Co za sukinsyn. Nie da się tego inaczej określić.
     Weszłam do jednej z kabin, przymykając drzwi, odgradzając się od Malik. Kiedy jednak podeszłam do sedesu, pociągnęłam go za sobą i on niemal wleciał do tego małego pomieszczenia.
     – Chyba nie da się inaczej – oznajmił z udawaną skruchą.
     – Odwróć się – wycedziłam przez zęby.
     – Ależ nie masz tam niczego, czego bym nie widział.
     – I chciałbyś zobaczyć jeszcze raz, czyż nie? – zaszydziłam. Zayn chciał odpowiedzieć, ale nie dałam mu dojść do głosu. – Jakie to przykre. Nie będziesz miał okazji. Ani teraz. Ani nigdy. A więc odwróć się.
     Pantera spojrzał mi prosto w oczy, a ja odwzajemniłam to spojrzenie. Samy wzrokiem, swoim cholernym ciemnym wzrokiem chciał mnie przekonać do zmiany zdania.
     Zresztą, czy on naprawdę chce patrzeć, jak sikam? Ludzie, trochę prywatności. Doprawdy.
     Przewrócił oczami, ale odwrócił się. Szybko, starając się nie poruszać lewą ręką, załatwiłam swoją potrzebę.
     Umyłam ręce i nim się obejrzałam, znów staliśmy przed ladą. Chłopak cały czas gapił się na kajdanki. Pewnie zastanawiał się, jak z tym skorzystaliśmy z toalety.
     Kupiliśmy bo batoniku, żeby się nie czepiał. Już i tak zapewne wydaliśmy mu się jacyś pomyleni. Albo podejrzani. Albo to i to.
     Z trudnościami nie do ominięcia wsiedliśmy do samochodu. Malik zapalił silnik i powoli wjechał na drogę.
     Właśnie w tym momencie kula walnęłam w prawe lusterko i zniszczyła je. Przyznam szczerze: w ogóle się tego nie spodziewałam i przestraszyło mnie to.
     – Cholera jasna – zaklął Pantera. To było jedno z jego najlżejszych przekleństw, a jeszcze użył go w tak niebezpiecznej sytuacji!
     Może w tym kiblu czegoś się nawdychał?
     Może moich odchodów?
     Jezu, nie pomyślałam o tym.
     Zresztą, właśnie oberwaliśmy kulkę, a ja pierdolę o jakichś głupotach. Wstyd i hańba, doprawdy.
     Malik przyspieszył. I to tak porządnie. Zaryzykowałam spojrzenie do tyłu i poprzez niesprzyjające światło dostrzegłam co najmniej dwa samochody. Ale mógł być też trzeci.
     To musi być Peterson. Kto inny strzelał by do nas?
     Kula trafiła nas znowu. Nie wiem dokładnie gdzie, ale usłyszałam zgrzyt metalu.
     – Szybciej, Malik! – wrzasnęłam.
     Puls ewidentnie mi przyspieszył. Przymknęłam powieki. Adrenalina powoli ogarniała cały mój organizm.
     Czas zacząć walkę na życie i śmierć.
     Po kilku chwilach w oddali zamajaczyło miasto. I to takie porządnie miasto. Czy to znaczy, że koniec pustyni? Widziałam wieżowce i światła. To nie było jakieś tam byle miasteczko. Chociaż na pewno mniejsze od Nowego Yorku czy takiego Los Angeles, na miano miasta spokojnie zasługiwało.
     I tam znajdziemy schronieni. Musimy znaleźć.
     Wtem kula trafiła w tylną szybę. Niech to szlag! Szkło jeszcze nie pękło, ale jeśli jeszcze raz czy dwa oberwie, to nie pozostanie po niej nic. Ale możliwe, że moje ciało skosztuje trochę szkła. Tak, zawsze o tym marzyłam.
     Kiedy wjeżdżaliśmy do miasta, tylna szyba dostała drugą kulkę, ale jeszcze dzielnie walczyła. Pajęczynka rozeszła się już niemal po całej jej powierzchni, lecz ona nie poddawała się.
     Zaczęliśmy lawirować między budynkami. Na ulicy nikogo nie było, raz po raz gdzieś w oknie paliło się światło. Wyglądało to trochę, jakby nikt tu nie mieszkał. Może to jakaś opuszczona dzielnica?
     Wtedy strzeliło w tylne koło. Przy tej prędkości autem niemal podrzuciło, a ja znów nie miałam zapiętych pasów. Uderzyłam głową w sufit albo w przednią szybę, w sumie sama nie wiem… Wiem jednak, że zabolało. I to bardzo. Pantera nacisnął hamulec, spojrzał na mnie, po twarzy ciekła mu stróżka krwi. Nie krył przerażenia w spojrzeniu i ja również nie starałam się tego ukryć. Bez samochodu nie mieliśmy szans.
     Wygramoliliśmy się z auta, chcieliśmy biec, ale nie przemieściliśmy się nawet o dziesięć metrów, kiedy zaparkowały obok nas trzy duże samochody terenowe. Ze środka wysiadło chyba z dziesięciu ludzi, może było ich więcej, nie wiem. Nie skupiałam się na liczeniu.
     To miłe, że Peterson aż tak się nas boi, że wysłał za nami tylu ludzi. Naprawdę miłe. Dobrze się dowiedzieć takiej rzeczy tuż przed śmiercią.
     Otoczyli nas, mieli nas na muszce. Zebrało mi się na wymioty, myślałam, że naprawdę puszczę pawia, ale powstrzymałam to. Serce prawie wyskoczyło mi z piersi, przymknęłam powieki. Automatycznie sięgnęłam do dłoni Zayna, nawet tego nie skontrolowałam. Zacisnęłam palce na jego palcach, a on, o dziwo, odwzajemnił ten uścisk.
     Czekałam na egzekucję.
     Usłyszałam strzał, przerażona lekko podskoczyłam. Tylko jeden strzał. A gdzie drugi? Nie poczułam bólu, otworzyłam gwałtownie oczy, chciałam spojrzeć na ciemnowłosego, ale popchnięto mnie na ziemię.
     Rozległy się inne strzały, jednakże żaden mnie nie trafił. W tych dwóch sekundach zdążyłam spojrzeć na Malika i stwierdzić, że on też nie oberwał. Z zaskoczeniem wymalowanym na twarzy odkryłam, że trzyma w dłoni broń.
     – Szeryf – powiedział, ale nie jestem pewna, czy czasem nie odczytałam tego z ruchu jego warg.
     Wszystko toczyło się błyskawicznie. Naprawdę błyskawicznie. Wolałam nie mrugać, bo wtedy traciłam wiele i nie ogarniałam, co się właśnie stało.
     Zayn podciął jakiegoś kolesia stojącego najbliżej, przeturlał nas tak, byśmy nie oberwali kulki. Nie wiem jak i kiedy, bo usłyszałam tylko strzał i okazało się, że nasze kajdanki zostały podzielone na dwie części. Odzyskałam swobodę ruchów.
     Nie jestem mistrzem w sztukach walki, znam tylko podstawy, ale od razu przeszłam do dzieła. A raczej to Malik wykonał większość roboty. Oni wszystko byli zaskoczenie, niemal zszokowani, że udało nam się im wymknąć, co działało na naszą korzyść. Pantera strzelała. Zaryzykowałabym stwierdzenie, że wyglądał jak szalony. Nie oberwał kulki, ale wyraźnie widziałam, jak obrywa w walce wręcz.
     Niedługo zajmowałam się obserwowaniem Zayna. Zresztą, nawet nie mogłam. Zaatakował mnie jakiś mężczyzna, musiałam poświęcić mu całą moją uwagę. Zarobiłam kilka siniaków na twarzy oraz kilkadziesiąt innych na reszcie ciała i nie jestem pewna, czy czasem nie złamałam jakiegoś żebra, ale udało mi się go ogłuszyć. Kiedy leżałam na ziemi, a on kopał mój brzuch, zauważyłam kamień. Całkiem spory. Chwyciłam go, ostatkiem sił walnęłam w jego łydkę, przez co mój przeciwnik się zachwiał. Z niejakim bólem podniosłam się, uderzyłam go w brzuch, potem w twarz. Kilkakrotnie. Nie wiem, czy żył i chyba wolę tego nie wiedzieć. Jedna śmierć ciążąca mi na sumieniu wystarczy w zupełności, nie potrzebuję drugiej.
     Ignorując ból, sięgnęłam do auta, które stało dwa metry ode mnie, wyjęłam stamtąd patelnię. Moją starą, dobrą towarzyszkę. Nie pomyślałam o niej wcześniej, nie wiem, jak mogłam do tego dopuścić.
     Człowiek chyba nie myśli w realnym zagrożeniu. W obliczu śmierci.
     Malik dobrze sobie radził. Był dobry. Nie wiem, gdzie się szkolił, ale dzięki umiejętności walczenia uratował sobie życie. I mi. Przecież mnie też uratował.
     Nikt nie zwracał na mnie uwagi. Śmiać się czy płakać? Naprawdę reszta uważała mnie za niegodną przeciwniczkę? Albo nie dostrzegli, ze jeszcze nie leżę w kałuży krwi. Zapadła ciemność, światła się nie paliły. Ale to ich błąd. A za błędy trzeba płacić.
     Jakiś skurwiel chciał zaatakować Panterę od tyłu, nie pozwoliłam mu na to. Uderzyłam go patelnią w tył głowy, a on, jakby niczego nie poczuł, odwrócił się do mnie. Z łatwością mogłam zobaczyć jego cwaniacki uśmieszek na twarzy. Odrzucił pistolet, splunął przez lewe ramię. I zaatakował. Broniłam się patelnią, ale nie mogłam dosięgnąć tego głowy. Nie pozwalał mi na to. Trafił mi się groźny przeciwnik. I to naprawdę groźny.
     Dołożył mi więcej siniaków i zadrapań. Zmęczyła mnie ciągała walka, zirytowałam się. Zmieniając częstotliwość uderzeń, zmyliłam go i niejako zaskoczyłam, dostał patelnią w łeb. Potem drugi. Postawił krok do tyłu, wyglądał na oszołomionego. Zamachnęłam się kolejny raz, ale zablokował moją rękę. Był jednak słabszy, upadł na mnie, a ja pod jego ciężarem osunęłam się na asfalt. Zrzuciłam jego ohydne cielsko z siebie, chciałam go już tylko pozbawić świadomości. W jego ręku błysnął jednak nóż, zanim zdążyłam go unieruchomić, on wbił ostrze w skórę na moim udzie i przejechał w dół. Krzyknęłam, nie mogłam się powstrzymać, to tak cholernie bolało. On wyszczerzył się w najbardziej obrzydliwym uśmiechu, jaki kiedykolwiek widziałam, a widziałam już wiele (nie jest to moja pierwsza bójka). Walnęłam go patelnią w twarz. Wyleciały mu dwa zęby, wyraźnie je widziałam. Zanurzył głębiej nóż, nie mogłam myśleć. Nieco osłabionym ruchem, ale w napadzie jakiejś histerii, uderzyłam go znów. I znów. I znów. I znów. Tak naprawdę przerwał mi chyba dopiero Zayn, tak mi się wydaje. A może nie? Może przestałam  już wcześniej, tyle że nie mogłam pozbyć się tego ruchu z myśli?
     Pantera wyjął mi ostrze z nogi, syknęłam (jeśli nie wrzasnęłam, wszystko mi się miesza), a po policzkach chyba spłynęły mi łzy. Zaczęłam mamrotać pod nosem: „To boli”, ale wątpię, żeby Zayn mnie zrozumiał. Nie wiedziałam też, czy on czasem również nie jest ranny. Wzrok mi się rozmazywał. A wkrótce rozmazał się zupełnie.
_______________________________________

Wybaczcie taką długość nieobecność, ale cieszmy się z nowego rozdziału! Nie wiem, czy zaspokoi Waszą ciekawość, bo chyba nie jest tak długi, jak bym chciała, żeby był. :( Nie czytałam go jeszcze, więc przepraszam za wszystkie błędy. Może Wam się wydawać również, że jest napisany w pośpiechu - i faktycznie tak jest, obiecałam sobie, że jeśli go nie skończę, nie zjem kolacji. I teraz go skończyłam, jest godzina 23.11, a ja jestem głodna. Chyba coś zjem, bo już nie wytrzymam. Zresztą, takie emocje towarzyszyły mi przy pisaniu, że muszę coś zjeść, żeby się uspokoić. Czuję się niemal jak Phoebe. :D 
POZDRAWIAM! ^_^
Meredith ^_^

21 komentarzy:

  1. Rozdzial fajny, ale mojego glodu nie zaspokoilas i chce naxta

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam ten rozdział z wielkim bananem na ustach. Sytuacja zaraz po wyjściu z radiowozu przekomiczna. Uśmiałam się jak zła kiedy Zayn pobiegł w lewo, a Phoebe w prawo hehe. Potem jeszcze to w łazience...no super super. Akcja na końcu najlepsza. Ale mogłaś to bardziej opisać. Bo jak dla mnie było nieco chaotycznie. No ale pisałaś na głodzie to rozumiem. :)

    Pozdrawiam!
    www.odszukacprzeznaczenie.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeju jaki świetny wgl nie można się od niego oderwać *.* i strasznie się cieszę ze go dodałas bo miałam dziś totalnie zwalony humor a rozdział mi to poprawił <3
    No ale mam nadzieję że następny pojawi się szybciej bo uwielbiam czytać tego bloga i wgl nie wiem już co napisać.... także ten pozdrawiam i do następnego :*

    OdpowiedzUsuń
  4. OMG jak mogłaś tak zakończyć ten rozdział !!! no nie! ale cudny jest <3 Olls:***

    OdpowiedzUsuń
  5. Doskonały ;) jak zawsze ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny rozdział, u mnie pojawił się rozdział 2 zapraszam http://fast-and-hard.blogspot.de/?zx=f926712bcd2e6230

    OdpowiedzUsuń
  7. Szybko następny proszę 🙏

    OdpowiedzUsuń
  8. Jeju błagam o następny

    OdpowiedzUsuń
  9. Next please

    OdpowiedzUsuń
  10. Kiedy następny?

    OdpowiedzUsuń
  11. Prosimy o nastepny :))

    OdpowiedzUsuń
  12. Heej super rozdział!
    Wgl cały blog jest świetny
    z taką oryginalną fabułą! <3
    Czekam na następny <333

    OdpowiedzUsuń
  13. Kiedy coś dodasz ? Zawieszasz czy co ??:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Blog nie jest zawieszony, a rozdział się tworzy, jednakże nie zawsze mam ochotę czy czas na pisanie. :)

      Usuń
  14. Blagam dodaj cos

    OdpowiedzUsuń
  15. Kiedy możemy spodziewać się następnego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę, przestańcie już mnie męczyć :c
      Naprawdę bardzo mi przykro, że nie mogę Wam dać tego, czego chcecie, ale możecie być pewni, że się staram!
      Nie chcę Wam dać niedokończonego rozdziału...

      Usuń
  16. Ok wedle życzenia tylko trochę ciężko nie pytać tak zajebistej blogerki jak Ty o kolejny rozdział

    #$/ Natasza

    OdpowiedzUsuń
  17. Dzisiaj dopiero znalazłam tego bloga i przeczytałam cały ;)


    Świetny czekam na next

    OdpowiedzUsuń