niedziela, 8 marca 2015

ROZDZIAŁ CZTERNASTY

     Ciemne auto nie jest dobre na upał i prażące słońce. Nie jest dobre. Mówi wam to osoba podróżująca ciemnym samochodem po południu przez pustynię, więc jednak wiem coś na ten temat.
     Spociłam się jak świnia. Pocieszałam się jednak tym, że Malikowi też było gorąco. Zdjął koszulkę, a to coś oznacza. Cóż, ja też pozbyłam się zbyt grubych ubrań i nałożyłam na siebie te lżejsze, ale nawet wtedy nie mogłam wytrzymać.
     Przez długie godziny nie odzywaliśmy się do siebie. Byłoby to niezręczne, gdyby nie radio. Zbawienne radio. Z lekkim przerażeniem doszłam do wniosku, że miałam podobny gust muzyczny do Pantery. Kiedy jednak niebo zaczęło się ściemniać (a my nadal nie dotarliśmy do żadnego miasteczka), nasz odbiornik zacharczał i przestał grać.
     – Weź to napraw – rzuciłam do Malika, który właśnie z powrotem założył na siebie koszulkę.
     – A co ja, kurwa, jestem? – warknął, a ja uniosłam wysoko brwi. Był wściekły, ciekawe, dlaczego? – Chcesz muzyki, sama ją sobie załatw.
     – Sukinsyn – mruknęłam.
     – No jasne, coś idzie nie po twojej myśli i od razu zaczynasz z wyzwiskami – stwierdził szyderczo i uśmiechnął się bezczelnie.
     Zacisnęłam usta w wąską kreskę. Mój oddech nieznacznie przyspieszył, ale starałam się opanować. Idiota, jeszcze mnie zdenerwuje. Sam jest wkurwiony, więc musi wprowadzić w ten stan wszystkich wokół?
     – Pierdolisz od rzeczy – syknęłam.
     – Wcale nie – zaznaczył. – To była cała prawda o tobie.
     – Ach tak? – warknęłam. – Ty za to udajesz, że masz wszystko i wszystkich w dupie i co? To gówno prawda. Tak bardzo jak się wszystkim przejmujesz, tak mocno chcesz się od tego odgrodzić.
     – Teraz to ty pierdolisz od rzeczy – wycedził.
     – Myślisz? – prychnęłam. – To była cała prawda o tobie.
     – Suka.
   – A więc kiedy coś idzie nie po twojej myśli, to od razu zaczynasz z wyzwiskami? – spytałam kpiąco i aż nie mogłam się powstrzymać od uśmiechu.
     – Jesteś taka wkurwiająca, że–
     – Powtarzasz się. – Przerwałam mu i udałam, że ziewam. – Wymyśl coś nowego. Byleby nie to, że jestem agresywna, bo to też już od ciebie słyszałam.
     Malik zacisnął usta w wąską kreskę.
     Pantera wyjął z kieszenie papierosa i zapalił go. Nagle skręcił gwałtownie kierownicą, jakby chciał ominąć coś na drodze, przez co zarzuciło samochodem. Potem powróciliśmy do normalnego stanu, ale ja trochę się poobijałam. Może to czas, aby zapiąć pas?
     – Pojebało się, idioto?! – wrzasnęłam. – Co ty, kurwa, odpierdalasz?!
     – Weź się zamknij, nie mogę cię słuchać – mruknął i wydmuchnął dym nikotynowy z ust.
     – Nie, nie zamknę się! Straciłeś panowanie nad kierownicą, czy co?! Weź się może naucz prowadzić, zanim wsiądziesz za kółko! – zarzuciłam mu, mocno akcentując słowa.
     Ciemnowłosy gwałtownie zahamował, aż poleciałam lekko do przodu i uderzyłam się głową. Syknęłam, bo to naprawdę zabolało.
     – Malik, idioto, ogarnij się – warknęłam. – Czemu się zatrzymałeś?
     – Wysiadaj – rzucił zimnym tonem.
     Zmroziło mnie na moment, ale nie dałam po sobie tego poznać.
     – Że co proszę? – prychnęłam.
     – Wysiadaj – wycedził ponownie. – Nie chcę cię tu.
     – Nigdzie się nie ruszam. – Założyłam ręce na piersi.
   – Kurwa, Chambers. – Malik walnął pięścią o kierownicę. – Nie będę z tobą jechał samochodem. Więc wysiadaj.
     – Nie.
     On żartował, czy co? Byliśmy na środku pustyni. Nawet on nie jest tak bezduszny, by mnie tu zostawić. Dodatkowo, zbliżała się noc. Nocą jest zimno na pustyni.
     Pantera wysiadł z auta i odrzucił na bok papierosa. Dokładnie śledziłam wzrokiem jego sylwetkę. Obszedł samochód i stanął przed moimi drzwiami, po czym je otworzył.
     – Wysiadaj – warknął znów.
     Mocniej zacisnęłam ręce na piersi, czym dałam mu jasny znak, że ma się pierdolić. Pantera jednak boleśnie chwycił mnie za ramię i siłą wyciągnął ze środka. Potem popchnął mnie na bok auta, mocno do niego dociskając.
     To też zabolało.
     Chciałam się wyrwać z jego uścisku, ale on nie dawał za wygraną. Niebo było już prawie ciemne, przez co jego oczy wyglądały na czarne. Jakby ogarnęła go furia.
     – Czemu chociaż raz nie mogłabyś spuścić z tonu? – zapytał wyjątkowo niskim głosem, aż dreszcze mi przeszły po plecach.
     – Taka moja natura.
     – A więc twoja natura cię kiedyś zgubi.
     – Myślisz? – prychnęłam.
     – Ja to wiem.
     Jego ręka cały czas przytrzymywała mnie za ramię. Nie żebym czuła się niezręcznie, ale trochę działało mi to na nerwy.
     – Puścisz mnie, czy będziemy tak stać?
     Zamiast odpowiedzi Malik przycisnął się do mnie, ocierając się swoim kroczem o moje. Wypuściłam powietrze ze świstem. Chyba domyśliłam się, do czego to wszystko zmierza. Jego ręce błądziły po moich plecach, a on sam schylił głowę i musnął ustami moje usta. To sprawiło, że zapragnęłam więcej, więc złapałam za jego głowę i niemal nachalnie zaczęłam napierać na jego kuszące wargi. Wyczułam jego bezczelny uśmiech, ale wyjątkowo nie wkurwiło mnie to.
     Raptem Malik puścił mnie i odsunął się ode mnie o krok, może dwa.
     – Jedziemy dalej? – spytał zaczepnie. – Czy może robimy sobie małą przerwę?
     Przewróciłam oczami, po czym złapałam go za dłoń i przyciągnęłam do siebie. Stanęłam na palcach, przyłożyłam usta do jego ucha i szepnęłam:
     – Uwielbiasz mnie wkurwiać tak samo, jak ja ciebie, prawda?
     Moje dłonie znalazły sobie miejsce między jego aksamitnymi włosami i nie miałam zamiaru ich stamtąd zabierać.
     Malik nachylił się i odpowiedział szeptem wprost do mojego ucha:
     – Pragniesz mnie tak samo bardzo, jak ja ciebie, prawda?
     Po czym on jeszcze przygryzł płatek mojego ucha, a dreszcze dały o sobie znać.
     Miał rację. Nie wiem, co ten facet w sobie ma, ale nigdy nikogo jeszcze tam bardzo nie pragnęłam. I to przez tak długi okres czasu.
     W odpowiedzi znowu go pocałowałam, a moje dłonie opuściły jego włosy i zaczęły niebezpiecznie kierować się w dół. Odpięłam jego rozporek, ściągnęłam lekko spodnie wraz z bokserkami i chwyciłam jego członka w dłonie. Pantera przerwał na moment pocałunek i gwałtownie wciągnął powietrze. Jego ręce ścisnęły moje pośladki, przez co musiałam przygryźć wargę, by nie jęknąć mu prosto w twarz.
     Po chwili Zayn również ściągnął moje spodenki wraz z bielizną, a kiedy jego palec wślizgnął się we mnie, ja automatycznie przestałam go zaspokajać, bo najzwyczajniej w świecie nie mogłam się skupić. Moment później dłonie Malika przytrzymywały mnie na plecach, a on wbił się we mnie do samego końca, dociskając moją osobę do boku samochodu. Zaczął się we mnie gwałtownie poruszać, mój oddech przyspieszył. Oparłam swoją głowę o jego ramię, a dłońmi również uczepiłam się jego pleców zakrytych koszulką. Jego ręce przemieściły się i wplątały w moje włosy. Raz za razem ciągnął mnie za włosy.
     Nie wiem, ile to trwało, ale dla mnie ta chwila mogłaby się nie kończyć.
     Kiedy skończyliśmy, podciągnęłam spodnie, a on zrobił to samo ze swoimi. Przez ten cały czas nie spuszczał ze mnie swojego ciemnego wzroku, a ja także intensywnie na niego patrzyłam.
     – Myślisz, że dotrzemy jeszcze tej nocy do jakiegoś miasteczka? – spytałam o coś zupełnie nieistotnego, jak to on miał z zwyczaju.
     Uśmiechnął się, unosząc tylko jeden kącik ust.
     – Aż tak szybko chcesz to powtórzyć?
     Nie spodziewałam się, że tak bardzo przeinaczy moje pozornie zwykłe pytanie.
     – Może – rzuciłam i chciałam wsiąść do auta, ale Pantera złapał mnie za rękę.
     – Może? – wyszeptał, przyciągając mnie do siebie.
     – Może – potwierdziłam.
     Ciemnowłosy pocałował mnie lekko, co kompletnie mi nie pasowało do jego stylu bycia, po czym mnie puścił. Obszedł samochód i zajął miejsce kierowcy, a ja lekko zdumiona usadowiłam się na miejscu pasażera.
     Zayn nie jest typem faceta, który całuje dziewczynę „tak sobie”, chyba że jest to pocałunek przed seksem. Więc co to miało znaczyć?
     Cholera.
     Czuję jakieś kłopoty.
  Po piętnastu, może dwudziestu minutach jazdy w końcu dojechaliśmy do jakiegoś miasteczka. I bardzo dobrze. Jak ja marzyłam o łóżku. I o śnie. O długim, porządnym śnie.
     Bez słowa znaleźliśmy jakiś mały hotelik, wzięliśmy jeden pokój (kto wie dlaczego; nie było tam aż tylu gości), a wchodząc do pokoju, od razu rozmarzyłam się na widok łóżka.
     – Pierwsza pod prysznic! – krzyknęłam i nie czekając na nic, wbiegłam wraz z torbą do łazienki.
     Ogarnięcie się nie zajęło mi dużo czasu – razem z myciem włosów tylko piętnaście minut, co naprawdę było niezłym wyczynem w moim przypadku, gdyż na same włosy zawsze poświęcam dwadzieścia minut.
     Kiedy z powrotem znalazłam się w naszym kochanym, wspólnym pokoju, westchnęłam ciężko.
     – Nie obchodzi mnie, że jest tu tylko jedno łóżko, ja na nim śpię – mruknęłam.
     Malik wzruszył ramionami.
     – Ja też będę na nim spał – oznajmił i zniknął za drzwiami łazienki.
     A w dupie to mam. Przecież już dwa razy uprawiałam z nim seks, nie będę się przejmować wspólnym snem w jednym łóżku.
     Z takim nastawieniem zakopałam się pod pościelą i zamknęłam oczy.
     Nie będzie to raczej zdziwieniem, gdy powiem, że obudziłam się w dość dziwnej pozycji. Nasze twarze sąsiadowały ze sobą, niemal się stykały, a dodatkowo nasze nogi były splecione. Kiedy się zorientowałam, jak wyglądamy, odepchnęłam od siebie Panterę i ułożyłam się na skrawku łóżka.
     Nie żeby mi się nie podobała ta sytuacja (ale dla własnego dobra wmówię sobie, że jednak mi się nie podobała), ale Zayn nie dałby mi żyć, gdybym tak została. Zresztą, to byłoby kompletnie nie w moim stylu.
     – Obudziłaś mnie – mruknął, a ja wyczułam w jego głosie nutkę złości.
     – Mało mnie to obchodzi – odpowiedziałam takim samym tonem.
     Malik westchnął.
     – Musisz to robić z samego rana?
     – Ty zacząłeś.
     – Miło ci się spało, będąc wtuloną w moje ciało?
     Odwróciłam się do niego przodem i spiorunowałam go wzrokiem.
     – Przestań pierdolić.
     – Ależ ja tylko stwierdzam fakty – rzekł niewzruszonym tonem, uśmiechając się lekko; było jednak tyle w tym bezczelności, że wprawiło mnie to w złość.
     – Dupek.
     – Ta rzekoma „obraza” nie działa na mnie.
     Odrzuciłam od siebie kołdrę, przy okazji zakrywając jego gębę i udałam się do łazienki z zamiarem przebrania się. Kiedy wyszłam, on już był prawie gotowy. Wymieniliśmy się – teraz on wszedł do pomieszczenia, gdzie ja przebywałam przed chwilą. Przegryzłam batonik na śniadanie i usadowiłam się w fotelu, pogrążając się w myślach.
     – Wyglądasz tak, jakbyś się nad czymś zastanawiała – dotarł do mnie nagle panterowy głos. – Nie wiedziałem, że potrafisz to robić.
     – Ha ha, ale to śmieszne – odparłam sarkastycznie.
     – Dobra, Amber, zbieramy się – rzucił. – Jeszcze długa droga przed nami.
     – Przestań–
     – Tak, wiem, nazywać cię Amber. – Przewrócił oczami. – Nie zamierzam, ale dzięki za propozycję.
     Co on taki wesolutki? Coraz bardziej działało mi to na nerwy.
     Zeszliśmy do recepcji, gdzie siedziała młoda blondynka z naprawdę ogromnym biustem. Coś było z nim nie tak, t o musiało być przerabiane. Takie cycki nie są możliwe.
     – Och, już wyjeżdżasz, Zayn? – powiedziała słodkim tonem do Malika, a ja stanęłam jak wryta i podejrzliwie na nią spojrzałam, a potem przeniosłam wzrok na Panterę, który zerknął na mnie, ale zaraz odwrócił wzrok.
     – Tak wyszło – odparł, nie siląc się na grzeczny ton.
    – Cóż, w każdym razem było miło. – Uśmiechnęła się do niego zalotnie. – Jeśli kiedykolwiek będziesz tędy przejeżdżał, zapraszam do nas.
     – Będę miał to na uwadze – mruknął, podając jej pieniądze za nasz nocleg. Wow, uczciwy Zayn Malik, coś niemożliwego. Tu gdzieś na pewno jest ukryty podstęp.
     – Może wtedy powtórzymy to.
     Nie spuszczałam oczu z Pantery. Dokładnie widziałam, jak delikatnie oblizał swoją dolną wargę i spojrzał na cycki tej laluni.
     Wciągnęłam ze świstem powietrze.
     – Coś nie tak, Chambers? – spytał, unosząc tylko jeden kącik ust w pół–uśmiechu.
     Wszystko.Jest.Zajebiście.Dobrze.Dzięki.Że.Pytasz.Zaraz.Obiję.Ci.Mordę.
     – Wszystko jest w kurewskim porządku – odpowiedziałam dziwnie niskim głosem.
     Lalunia na mnie spojrzała z obrzydzeniem i dezaprobatą.
     – Nie ładnie jest przeklinać. – Miała czelność to powiedzieć. D o  m n i e.
     – Spierdalaj – niemal wyplułam te słowa i pokazałam jej środkowy palec, po czym nie czekając na Panterę, wyszłam na zewnątrz.
     Ten skurwiel pierdolił się z tą dziwką. Pierdolił się z niej jeszcze tej samej nocy, podczas której pieprzył się też ze mną. Takich rzeczy się po prostu… nie robi. Czy on gardzi mną aż tak bardzo? Tyle że jaka to musi być ogromna nienawiść z jego strony… Zamrugałam kilkakrotnie powiekami, czując się nagle wykorzystana. Jasne, ten seks nic nie znaczył, bo w równym stopniu zaspokoiliśmy swoje potrzeby, ale on potem polazł do innej (pewnie wtedy, gdy już spałam). Nie, to nie jest moja wina. To wina tego pierdolonego skurwysyna, który nie umie uszanować kobiety.
     – Co tak stoisz? – warknął, stając tuż za moimi plecami. – Idziemy.
     – Przestań mi rozkazywać – syknęłam.
     Koniec. Już nie zamierzam dać się ponieść chwili i jego urokowi. Teraz, jak będzie chciał, niech sam się zaspokaja.
     – Zmieniamy samochód – poinformował mnie.
     Wsiedliśmy do srebrnego opla (dobre na upał) vectry. Był to dość starszy model, nie wiem jednak, jaki dokładnie, bo aż tak bardzo to się na tym nie znam.
     Trzasnęłam drzwiami, od razu włączyłam radio, założyłam ręce na piersi i wgapiłam się w szybę. Malik usiadł po stronie kierowcy.
     – Zamieniłem nissana na tego opla – wyjaśnił mi, jakby cokolwiek mnie to obchodziło.
     Słyszałam, że Pantera nie ruszał się przez kilka sekund, ale potem włączył silnik i odjechaliśmy, znów znaleźliśmy się na terenie pustynnym.
     Przez ten cały czas nie zaszczyciłam go nawet jednym spojrzeniem. Nie mogłam na niego patrzeć, to napawało mnie obrzydzeniem. Cały czas wyobrażam go sobie z tą blond dziwką.
     Pustynny krajobraz okazał się być bardziej interesujący.
     – Co ty jesteś taka naburmuszona? – zapytał w końcu.
     – Pierdol się, sukinsynie – warknęłam. – I nie odzywaj się do mnie.
     – I znowu jesteś wściekła – mruknął.
     Pogłośniłam radio, byleby tylko nie słyszeć jego głosu.
     Westchnęłam cicho, gdy zauważyłam nieduża tabliczkę: „Restauracja Shadow 50 mil”. Idealnie. Byłam już naprawdę głodna.
     Akurat gdzieś koło pory obiadowej dotarliśmy do restauracji. Nie musiałam mówić Malikowi, że ma się tu zatrzymać, sam to zrobił. To aż dziwne, że na to wpadł.
     Nie jestem do końca pewna, czy to coś można nazwać restauracją. Raczej jakimś barem albo knajpą. W dodatku motocyklową knajpą. Rodem z jakiś filmów. Przed budynkiem stały zaparkowane około ośmiu–dziesięciu (znowu nie chce mi się liczyć) motocykli. Zupełnie jednak się tym nie zraziliśmy. Zresztą, czego tu się zrażać? Malik należy do gangu, a ja mam ojca milionera (kiedyś tam powinnam odziedziczyć jego fortunę; wyobrażacie sobie mnie w eleganckim ubraniu jako panią prezes? Śmieszne, prawda?).
     Weszliśmy do środka, a kilkanaście par oczu odwróciło się w naszą stronę. Ja się tym nie przejęłam, Malik chyba też nie, ale co ja tam o nim wiem. Zamówiliśmy sobie coś do jedzenia i zajęliśmy jeden ze stolików. Tubylcy powrócili do tego, co robili wcześniej, ale i tak co chwilę na nas zerkali – ni to we wrogim, ni w zaciekawionym spojrzeniu.
     – Zjedzmy szybko i jedziemy dalej – mruknęłam do Malika.
     – No nie mów, że boisz się tych kolesi – rzucił wesoło, wygodniej rozsiadając się na krześle.
     Posłałam mu wymowne spojrzenie.
     – Chcę jak najszybciej dotrzeć do Los Angeles, żeby nie widzieć twojej mordy, idioto – wyjaśniłam mu pobłażliwie.
     – To już bardziej do ciebie pasuje – oznajmił, a ja nie zareagowałam na tę uwagę.
     Po kilku minutach ciszy przyniesiono nam jedzenie, a kelnerka, która nam podawała posiłek, posłała nam wyjątkowo krzywe i wrogie spojrzenie. Chyba nie lubią tu obcych. Albo takich jak my.
     Nagle drzwi ponownie się otworzyły. Weszła przez nie jakaś postać, ale nie zwróciłam na nią jednak szczególnej uwagi.
     – Dzień dobry, szeryfie! – wykrzyknął ktoś, a mnie lekko sparaliżowało i dokładniej obejrzałam gościa.
     Faktycznie, to był szeryf. Nie za dobrze.
     Wymieniliśmy z Malikiem porozumiewawcze spojrzenia, co naprawdę było dziwne. Nigdy wcześniej nie zdarzyło nam się coś takiego.
     – Jakie jest prawdopodobieństwo, że to ktoś od Petersona? – szepnęłam.
     Zayn zacisnął wargi i lekko pokręcił głową.
     – Pół na pół – wyjaśnił.
     Szeryf usiadł przy ladzie i zamówił coś do picia.
     – Zmywamy się – syknęłam cicho. – Już.
     – Tylko dokończę – warknął, spoglądając na jedzenie, a potem na mnie. – No co się tak patrzysz?
     Parsknęłam śmiechem, nie mogłam się powstrzymać. On był głodny. I gapił się na ten posiłek, jakby on miał rozwiązać wszystkie jego problemy.
     – Nie śmiej się ze mnie. – W jego głosie kryła się groźba.
     – Dobra, dobra. – Uniosłam ręce w geście niewinności. – Tylko mnie nie zabijaj.
     A jednak mnie zabijał. Wzrokiem. Ciemnym, panterowym wzrokiem.
     Przewróciłam oczami i wbiłam wzrok w nudny krajobraz za oknem. Kiedy Malik w końcu skończył jeść swój zacny posiłek, mruknęłam ciche: „W końcu”.
     Wstałam z miejsca i od razu ruszyłam do wyjścia. Zayn zrównał się ze mną i spytał ostro:
     – Co powiedziałaś?
     Spojrzałam na niego jak na idiotę i nieznacznie zwolniłam.
     – O co ci, kurwa, chodzi? – syknęłam.
     Zwariował, czy co? Ta kelnerka dosypała mu coś do jedzenia?
     – Nie udawaj – warknął i lekko mnie popchnął.
     Hola, hola, to ja tu miałam być wściekła. Nie mogę pozwolić, by role się odwróciły.
     Jego delikatne popchnięcie okazało się koszmarne w skutkach. Wpadłam na jednego z motocyklistów, a ten akurat pił sok/piwo/cholera wie co i przeze mnie rozlał swój napój na koszulkę. Zajebiście. Brakowało mi tu tylko wkurwionego osiłka.
     – Uważaj, jak łazisz – zaburczał swym niskim głosem i rzekomo starał się nadać swojej tonacji groźną nutę.
     Prawdopodobnie gdybym nie była sobą, właśnie w tym monecie odeszłabym z Malikiem w spokoju.
     Ale.
     Wiadomo. Jestem sobą.
     – To może t y nie podchodź mi pod nogi – odgryzłam się.
     – Słuchaj, mała–
     – No słucham, duży – przerwałam mu.
     Do moich uszu doszło parsknięcie śmiechem uderzająco podobne do parsknięcia Pantery. Och, no tak. To on się śmiał.
     – A ty co? – D u ż y  zwrócił się do Malika. – Bawi cię to?
     Na razi jeszcze nikt właściwie nie zwrócił na nas uwagi. Coś jednak czułam, że to tylko kwestia czasu.
     – Nie ma się, co dziwić  d u ż y – rzekł rozbawiony Zayn. – Jesteś komiczny.
     Palant numer jeden minął mnie i stanął naprzeciwko palanta numer dwa.
     – A to co miało znaczyć? – warknął.
     Oho. Jakieś poruszenie wreszcie dostrzegłam wśród pseudo publiczności.
     – A to, że można się z ciebie pośmiać.
     Motocyklista zamachnął się w celu uderzenia Malika, ale wiadomo, Pantera nie byłby Panterą, gdyby pozwolił na to uderzenie. Zrobił unik i walnął przeciwnika w brzuch. Osiłek nie był dłużny i zaraz oddał ciemnowłosemu.
     Dobra, skoro zaczynamy bójkę, ja nie będę stała jak słup, tylko wezmę czynny udział.
     Wślizgnęłam się więc między dwójkę walczących.
     – Tylko ja mogę bić tego chłoptasia – odparłam, lekko (bardzo?) szydząc z Pantery i uderzyłam palanta w szczękę.
     Dostrzegłam niewyobrażalnych rozmiarów gniew w jego oczach. Chciał mi oddać, widziałam to, ale zanim zdołał, naprałam na niego swoim ciałem i razem przewróciliśmy się na ziemię.
     Tak, wiem, nie powinnam była. Ble ble. Porwano mnie i uciekłam. Mam prawo do rozrywki. Nie obchodzi mnie, że tuż obok mnie przebywa jakiś tam szeryf.
     Zamachnęłam się, by znów zadać cios, ale motocyklista zablokował moją dłoń i przewrócił nas tak, że ja leżałam pod nim. Wtedy jednak Malik odciągnął go ode mnie.
      I skończyło się.
     Szeryf zadziałał i rozdzielił nas wszystkich. Postawili mnie na nogi i trzymali, nawet nie wiem dokładnie kto. Mundurowy miał zadziwiająco młodą twarz. On naprawdę był młody, nie miał nawet wąsa!
     Młody szeryf wyjął kajdanki, a ja spojrzałam na niego wzrokiem: „Co ty robisz, durniu, do cholery?”. Na jego ustach zamajaczył cień złośliwego uśmieszku. Oho.
     – Jesteście aresztowani za wszczynanie i branie udział w bójce – oznajmił „poważnym” tonem i najpierw założył kajdanki na ręce osiłka, na co ten przeklął pod nosem.
     Potem podszedł do Malika i wyjął następne kajdanki, ale nagle zamarł. Zerknął w moją stronę. Zawahał się lekko, ale potem skinął ręką na tych, co mnie trzymali, a oni popchnęli mnie bliżej. Patrzyłam z uwagą na tę absurdalną rzeczywistość, która właśnie działa się wokół mnie. Szeryf skuł moją lewą rękę z prawym nadgarstkiem Pantery. Spojrzeliśmy na siebie z Malikiem, oboje mieliśmy wysoko uniesione brwi.
     – Kajdanek zabrakło? – spytałam zgryźliwie.
     – Wszystko, co powiecie od tej chwili może być skierowane przeciwko wam – rzekł, patrząc mi pouczającym wzrokiem prosto w oczy.
     Wzruszyłam ramionami.
     Super.
     Ściga nas jakiś groźny gangster, a my zostaliśmy skuci jednymi kajdankami. Uwielbiam swoje szczęście. Od zawsze marzyłam, by być skuta z Malikiem jedną parą kajdanek! Jeeej, ale będzie miło i zabawnie!
     Szeryf nachylił się w stronę tych trzymających.
     – Przypilnujcie ich – rozkazał cicho, jednak na tyle głośno, bym to usłyszała.
     Sam wyprowadził motocyklistę prawdopodobnie do swojego radiowozu.
     Westchnęłam ciężko.

     A ja chciałam tylko urządzić najlepszą imprezę z okazji rozpoczęcia wakacji. Niech cholera weźmie tego, kto wszystko zniszczył w pieprzonym domu mojego ojca.
____________________________________

Wybaczcie tak długą przerwę. :) Ale prawdopodobnie przed dodaniem następnego rozdziału może minąć jeszcze więcej czasu. :( Postaram się jednak sprężyć... ;)


ASK

STREFA CZYTANIA

Pozdrawiam,
Meredith :)

8 komentarzy:

  1. Jejku
    Niesamowicie dobry rozdział
    Malik i jedzonko :)
    To było prześmieszne
    Dużo weny
    Czekam na kolejny
    Mela:*

    OdpowiedzUsuń
  2. Długo trzeba było czekać ale zdecydowanie było warto <3 wgl co tam się dzieje o.O normalnie wymyśliłaś to po mistrzowsku
    Jak tak sb myślę to można by niezły film nagrać na podstawie tego opowiadania taka komedia romantyczna połączona z filmem akcji czy coś ;P
    No to ja czekam na następną część z niecierpliwością :*
    Ps. Wszystkiego najlepszego z okazji dnia kobiet <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Hohohoho to się porobiło :P a te kajdanki hahah ciekawe jak oni wytrzymają tak blisko siebie xD Nie mogę się doczekać następnego rozdziału ^^ Olls:***

    OdpowiedzUsuń
  4. BOSKI Rozdział :* Czekan na nexta Misiek
    Anonimka

    OdpowiedzUsuń
  5. Super rozdział. Masz talent do pisania. Czekam na nexta.

    OdpowiedzUsuń
  6. Twój blog został nominowany do LBA, więcej szczegółów na:

    http://guardian-angel-harry-styles.blogspot.com

    Gratuluję :))

    OdpowiedzUsuń
  7. kiedy next? uzależniłam się od tego opowiadania i mam nadzieję, że doprowadzisz go do końca. Jak na razie to jedyne opowiadanie z "charakterkiem" na jakie trafiłam.
    życzę weny! ;) ;*

    OdpowiedzUsuń
  8. Rozdział bardzo fajny, z resztą jak wszystkie! :)) z niecierpliwością czekam na nexta, mam nadzieje że niedługo będzie i zgadzam się z anonimem że to jedyne opowiadanie z charakterem!
    P.S.
    Zapraszam na mojego bloga ☺ buymeamindplease.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń