piątek, 6 lutego 2015

ROZDZIAŁ DWUNASTY

     Potem żadne z nas się już nie odzywało. Ja leżałam na kanapie i wgapiałam się w sufit, on siedział pod ścianą, ale co chwila wstawał i zmieniał swoje miejsce. Chyba było mu niewygodnie. Czy to źle, że mnie to cieszyło?
     Wydawało mi się, że mijają godziny, ale nie byłam pewna. Czas w tej celi wlókł się niemiłosiernie. I denerwowało mnie to, że nie jestem czysta. Nie to, żebym jakimś czyścioszkiem była, ale… jednak. Kto lubi śmierdzieć i być brudnym? Chyba tylko szaleniec. O! Właśnie znalazłam jeden dowód na to, że nie jestem szalona!
     Niebo za małym okienkiem zaczęło ciemnieć, więc stwierdziliśmy, że już niedługo przyniosą nam kolację. Chyba że jednak nie dadzą nam jedzenia. Ale to byłoby kiepsko.
     Malik wstał i przeciągnął się. Spojrzałam na niego, szukając w jego postawie oznak wycofania się, ale on stał sztywno wyprostowany.
     Wtedy usłyszeliśmy kroki. Ten głośny, hałaśliwy tupot słonia. Tym lepiej dla nas, że żaden z bliźniaków nie porusza się jak baletnica.
     Pantera ustawił się na miejscu za drzwiami, a ja pospiesznie usadowiłam się na łóżku, w luzackiej pozie.
     – Tylko niczego nie spieprz – syknęłam do niego.
     Posłał mi spojrzenie pełne politowania.
     – Lepiej martw się o siebie, Amber.
     Gwałtownie zamilkliśmy, gdy wyraźnie usłyszeliśmy szczęk kluczy, które włożono do zamka i przekręcono. Drzwi się otworzyły, a stanął w nich Mike. No nie. Wolałabym, żeby to był Joe.
     Pantera spiął się cały.
     – Kolacja, pieski – powiedział szyderczo i rzucił tacę na ziemię.
     Spojrzał na mnie z pogardą, a jego usta układały się w triumfalny uśmieszek. Myślał, że to on tu wszystko kontroluje. Jakże mi przykro, że gwałtownie spadnie z tej huśtawki, na której teraz beztrosko się buja, żyjąc w przekonaniu, że wszystko mu wolno. Strasznie przykro.
     Zaraz potem Mike zmarszczył brwi, a ja uśmiechnęłam się leniwie. Doszłam do wniosku, że coś mu zaświtało, iż coś tu nie gra. Jego oczy otworzyły się szeroko i zaczął się odwracać, ale nie zdążył zrobić nic więcej. Malik wpadł na niego, uderzył pięścią w głowę, a później zaciągnął go pod ścianę i tak kilkakrotnie walnął jego łbem o ścianę. Mike bez słowa, nieprzytomny, padł na ziemię.
     Jak dobrze, że bliźniacy są tacy tępi. Łatwo ich oszukać. Oj, łatwo. Peterson źle zrobił, zostawiając nas z nimi samych. Mam nadzieję tylko, że to nie był żaden podstęp…
     Pantera pospiesznie przeszukał mężczyznę i zabrał mu broń oraz portfel.
     – Idziesz, Chambers? – warknął.
     Gwałtownie poderwałam się z łóżka (dotychczas na nim siedziałam) i w myślach walnęłam się w twarz. Zamyśliłam się, kurwa, w takim momencie. Zajebiście. Malik właśnie zmasakrował jakiegoś kolesia, uciekamy z celi, a ja się, kurwa, zamyślam. Jakie to nieprofesjonalne.
     W szybkim tempie pokonywaliśmy korytarz, ale jednocześnie pozostawaliśmy ostrożni – gdzieś tu czaił się Joe. Niczego nieświadomy Joe.
     Raptem przystanęłam, wstępując do kuchni.
     – Co ty teraz odpierdalasz? – syknął Pantera.
     Chwyciłam za patelnię i zważyłam ją w dłoni. No, no, niezła.
     – Chambers! – warknął.
     – To najlepsza broń na świecie, uwierz mi.
     – Mike? – Niespodziewanie do kuchni wszedł drugi bliźniak.
     Nie czekając na nic, ale wykorzystując jego zdezorientowanie, niemal skoczyłam na niego i uderzyłam patelnią w głowę. Kilkakrotnie. Następnie przeszukałam go błyskawicznie i ukradłam jego portfel.
     – Musimy znaleźć moją torbę – warknęłam do Zayna.
     – Chyba żartujesz – Pantera prychnął.
     Nie zwróciłam na niego uwagi i pospiesznie zaczęłam przeszukiwać dom. Znalazłam jeszcze jedną broń i jeszcze więcej forsy. Przyda nam się trochę kasy.
     Ale mojej torby nie ma! Niech to, kurwa, szlag!
     Potem skierowaliśmy się w stronę wyjścia (a przynajmniej zdawało nam się, że jest tam wyjście). Na dwór wybiegliśmy jak jakieś stado bydła, ale nie przejmowaliśmy się tym. Zapomniałam, że nastał już wieczór i zdziwiła mnie ciemność. Zaskoczył mnie również las. Kiedy jednak dostrzegłam nieduży, czarny samochód, myślałam, że oczy to mi z orbit wyjdą. Nie straciłam jednak rezonu.
     – Prowadzisz ty czy ja? – spytałam.
     – Proszę cię – Malik prychnął.
     Drzwi były oczywiście zamknięte, ale nie zastanawiałam się nad tym problemem długo. Znalazłam jakiś całkiem spory kamień i zbiłam nim tylną szybę. Przez nowo powstały otwór przeszłam do środka, przy okazji lekko się raniąc odłamkami szkła, ale to nic. Otworzyłam drzwi dla Pantery i usadowiłam się na siedzeniu pasażera.
     Malik również się nie patyczkował. Pokręcił odpowiednimi kabelkami (jak też tak potrafiłam… wielkie mi halo) i nareszcie ruszyliśmy. Jechaliśmy pylistą, jedyną drogą wśród tych drzew, a po naszym starcie, wzniósł się za nami tuman kurzu.
     Nie mieliśmy pojęcia, gdzie jesteśmy, ale jedno wiedzieliśmy na pewno – za wszelką cenę musimy oddalić się stąd jak najszybciej się da.
     Malik przyspieszał, jak tylko się dało, ale mieliśmy ograniczenia spowodowane tą pieprzoną drogą. Przełknęłam ślinę i dotarło do mnie, że cała zaczęłam się trząść. Nienawidzę tego. Podczas różnych akcji jestem spokojna i opanowana, ale gdy wszystko się kończy – napada mnie jakaś panika. Staram się z tym walczyć, ale to trzyma się mnie bardzo mocno. Pierdolone.
     Gdzieś po piętnastu minutach wjechaliśmy na asfaltową drogą, ale nadal przebywaliśmy wśród drzew. Dostrzegłam jednak, że ta ulica jest całkiem często uczęszczana. Co chwilę mijaliśmy się z jakimiś innymi samochodami.
     – Co teraz? – spytałam w końcu. – Myślę, że powinniśmy uciec, jak najdalej się da.
     Pantera już w takcie mojej wypowiedzi kręcił głową.
     – Tego właśnie się spodziewają. Zatrzymamy się gdzieś tu blisko na resztę nocy – oznajmił.
     – Chyba zwariowałeś – prychnęłam.
     – Amber, to dobry krok.
     – Nie. Pierwsze, co zrobią, to zaczną od przeszukiwania okolicy.
     – Nie, kiedy wiedzą, że mamy samochód.
     – Ach tak? Peterson nie wydawał się głupi. Ja też bym najpierw sprawdziła najbliższą okolicę i stopniowo zwiększała obszar poszukiwań.
     Założyłam ręce na piersi.
     – On nie będzie tracił na to czasu. – Zayn uśmiechnął się, unosząc tylko jeden kącik ust. – Uwierz mi. Peterson jest niecierpliwy.
     – Zajebiście. W takim razie do najbliższego motelu – burknęłam. Dooobra, po części odpowiadała mi ta myśl, bo ciągnęło mnie do wygodnego łóżka. – Ale musimy porzucić ten samochód. Najlepiej ukryć gdzieś wśród drzew.
     – Taki miałem zamiar, Amber. Nie jestem głupi.
     – Nie byłabym tego taka pewna – mruknęłam pod nosem.
     Myślałam, że Pantera tego nie usłyszy, ale jednak – zgromił mnie wzrokiem. Ciemnym wzrokiem.
     Po półgodzinie szybkiej jazdy po asfaltowej drodze po prawej stronie zauważyliśmy jakiś motel. Wyglądał, jakby organizowana była tam jakaś impreza – pełno samochodów, kolorowe światła, głośna muzyka. Ale to lepiej dla nas.
     – Tutaj? – spytałam. – To dobre miejsce. Chyba trwa tam jakaś impreza.
     Malik przytaknął. Wyjechał w przód gdzieś 100 metrów i wjechał głęboko w las na odległość około 50 metrów. Przeszukaliśmy samochód, ale nie znaleźliśmy nic, oprócz pustego plecaka. Wzięliśmy ten plecak. Lepszy rydz niż nic.
     Rzuciliśmy kilka gałęzi na auto, by nie było aż tak widoczne z drogi, a potem ruszyliśmy w stronę hotelu. Moje ramiona opatulił zimny wiatr – zadrżałam. Byłam stanowczo za słabo ubrana na taką pogodę. Nie wyczuwałam tu klimatu Los Angeles. Gdzie oni nas wywieźli?
     – Wiesz w ogóle, gdzie jesteśmy? – zapytałam w pewnym momencie.
     – Zaraz się okaże.
     Motel „Onion”. Zajebiście chwytliwa nazwa, muszę przyznać. I faktycznie – odbywała się tu jakaś impreza. Przedostaliśmy się przez tłum ludzi do recepcji, gdzie siedział rozbawiony recepcjonista. Chyba trochę już sobie wypił.
     – Chcielibyśmy pokój – warknął Malik.
     – Zaraz, moment, chwila. Wspólny pokój? – prychnęłam.
     Pantera posłał mi zabójcze spojrzenie mówiące „Weź się zamknij, nie ma innego wyjścia”.
     Jak dla mnie, było wyjście. Ale pierdolony Zayn Malik sam decyduje o wszystkim. Oczywiście.
     Recepcjonista sprawdził to w komputerze, po czym zaczął kręcić głową.
     – Przykro mi, ale–
     Nie dokończył, ponieważ Malik wyciągnął rękę i złapał faceta za koszulkę.
     – Chcemy. Pokój – wycedził.
     Facet jeszcze raz spojrzał na ekran i uśmiechnął się nerwowo. Ciemnowłosy puścił jego koszulkę.
     – Ach nie, j–jednak znajdzie się c–coś dla państwa.
     Poszperał w jakieś szafce i wyciągnął klucz. Odebrałam go od niego.
     – Pokój 112, z–znajdą państwo s–sami?
     – Co to za impreza? – spytał Zayn.
     Recepcjonista jakby odetchnął z ulgą.
     – Urządzamy ją c–co tydzień w piątek, b–by przyciągnąć klientów, p–proszę pana. Może p–pan o niej s–słyszał. W Atlancie s–są bardzo p–popularne.
     Nie mogłam się powstrzymać, choć wiedziałam, że będzie to dziwne.
     – W Atlancie?
     – No tak, to p–półgodziny drogi s–stąd… – wyjąkał, nieco zdezorientowany.
     – Czy w pokoju będą czyste ręczniki i jakieś kosmetyki? – wycedził Malik.
     – T–tak, będą. Dbamy o naszych k–klientów. – Facet wyglądał, jakby miał się zaraz zsikać w gacie. Albo już to zrobił.
     – Skombinuj nam jeszcze jakieś ubrania. – Pantera wskazał na mnie i na siebie. – Chcę je za chwilę widzieć w pokoju.
     Wygłosił, po czym odwrócił się i zaczął przedzierać się przez tłum. Ruszyłam za nim, co bardzo mnie frustrowało, gdyż czułam się, jakbym była pod jego opieką. A ja radzę sobie sama.
     Odnaleźliśmy nasz pokój w sumie bez trudu i weszliśmy do niego. Nic szczególnego. Jedno duże łóżko, telewizor naprzeciwko, szafa. I drzwi do łazienki. Ściany nawet lekko zagłuszały dudniącą muzykę albo po prostu szwankował mi słuch.
     Pantera odstawił plecak na ziemię i wszedł do łazienki. Ja natomiast położyłam się na łóżku i jakie było moje zdziwienie, gdy poczułam pod sobą miękki materac. Onion chyba naprawdę dba o klientów.
     Kilka minut później przyszedł recepcjonista i zostawił nam rzeczy. Jak szybko przyszedł, tak szybko wyszedł. Malik chyba wystraszył go nie na żarty (nienażarty… może byś jakiś potwór, hi hi, Boże, nie słuchajcie mnie).
     Byłam ciekawa, skąd ten koleś wykombinował nam ubrania.
  Przejrzałam przyniesione przez niego rzeczy. Przywłaszczyłam sobie koszulkę na ramiączkach, jakieś legginsy i bluzę (która chyba była męska, ale kto to odróżni?). Mam nadzieję, że będą na mnie dobre. Ciemnowłosemu przypadły dresy, duża koszulka z krótkim rękawem i jakaś kurtka, ale ona odrzucała swoim krojem i kolorem.
     Ten koleś nie ma za grosz gustu.
    Malik bez słowa zaczął oglądać przyniesione ubrania i również patrzył krytycznie na kurtkę.
     – Co to za gówno? – mruknął.
     – Według mnie pasuje do ciebie idealnie – odparłam pogardliwie.
     Pantera zgromił mnie wzrokiem, ale nic nie odpowiedział. A szkoda. Miałam ochotę na kłótnię. Hmm… To trochę chore.
     Chłopak wziął ubrania i zamknął się w łazience. Mnie też przydałby się prysznic. Gdyby Zayn był dżentelmenem, najpierw zaproponowałby mi pójście do toalety. Ale Malik jest dupkiem, więc kompletnie nie zdziwiło mnie jego zachowanie.
     Podczas gdy Pantera się kąpał, ja zrobiłam oględziny pokoju. W jednej z szafek nocnych znalazłam zużytą prezerwatywę – jak miło. Oprócz tej zajebistej niespodzianki w moje ręce nie trafiły żadne inne znaleziska. Nudziło mi się. Z westchnięciem znów położyłam się na łóżku i mimo woli zaczęłam sobie wyobrażać, jak ktoś na nim uprawia seks. Później moje myśli płynnie przeszły do konkretnych osób wykonujących tę czynność i zaostrzyły się, gdy Malik wyszedł z łazienki tylko w bokserkach. Jego skóra jeszcze błyszczała od wody. Nie wiem, czy kiedyś o tym wspominałam, ale Zayn ma tatuaże. Może nie jakoś dużo, ale jednak trochę.
     Spojrzał na mnie ciemnym wzrokiem, a mnie przeszły dreszcze po plecach. Jezu. Żałosne są te moje reakcje. Naprawdę żałosne.
     Podszedł do plecaka, wyjął jakąś rzecz (nie dostrzegłam jaką) i wrócił do łazienki. Po chwili jednak opuścił ją na dobre, tyle że już całkowicie ubrany.
     Bez słowa teraz to ja ją zajęłam. Z ulgą zdjęłam z siebie brudne ubrania i weszłam pod prysznic. Ciepła woda była dla mnie jak zbawienie. Mogłam zmyć z siebie cały ten pieprzony brud i w ogóle wszystko. Wróciłam myślami do Andy’ego. Do tego pierdolonego chuja–zdrajcy. On naprawdę mnie zdradził. Nadal to do mnie nie docierało. Ta suka, jego towarzyszka, ona musiała go tak zmienić. Mój Andy nigdy by czegoś takiego nie zrobił. Mój Andy jest dobrym człowiekiem. I dlatego go tak lubię. Ja jestem zła. On jest dobry. Uzupełniamy się. To on mnie powstrzymuje, zanim kompletnie przekroczę granicę.
     Skurwysyn i tyle. Bez niego też sobie poradzę. Jak mawia moja babcia: „Umiesz liczyć? Licz na siebie!”. I dobrze.
     W końcu zakończyłam swoje mycie się i narzuciłam na siebie ubrania przyniesione przez recepcjonistę. Ale bez bluzy. Zbyt gorąco mi było.
     Przeprałam sobie moje rzeczy (sama byłam zdziwiona, że to robię) i w końcu zdecydowałam się na stracie z ciemnowłosym. Kiedy wkroczyłam do pokoju, on leżał sobie na łóżku z wielce znudzoną miną. Włączył sobie telewizor i przełączał kanały. W tle cały czas grała jednak muzyka z tej imprezy.
     Znowu to samo… Impreza gdzieś tam, a ja nie na niej... Boże, te wakacje chyba nieodwracalnie mnie zmienią. Jak to możliwe, że gdzieś trwa impreza, a mnie na niej nie ma?!
     – I co, mamy spać w jednym łóżku? – spytałam z politowaniem, unosząc wysoko brwi.
     – Mnie to nie przeszkadza. – Malik wzruszył ramionami.
     – Ale mnie tak – warknęłam. – Aż się wzdrygam, jak sobie pomyślę, że przez przypadek moglibyśmy się dotknąć.
     I wzdrygnęłam się, aby mu udowodnić moje słowa, które jednak były, tak czy inaczej, kłamstwem.
     – Och, czyżby? – Teraz to Pantera uniósł brwi i wstał z łóżka, przeciągając się, po czym wyłączył telewizję.
     – Dokładnie – rzekłam, uśmiechając się szyderczo. – Bo kto by chciał cię dotykać? Nie jesteś zbyt… atrakcyjny.
     Sama nie wiem, czemu to powiedziałam… Chyba chciałam go sprowokować, bo przecież Malik był w cholerę atrakcyjny. I on sam dobrze o tym wie.         
     – Tak uważasz? – warknął, lustrując mnie wzrokiem od góry do dołu.
     – Więc śpisz na podłodze – wygłosiłam.
     – Nie ma mowy.
     – Śpisz. Na. Podłodze – wycedziłam osobno każde słowo, by dotarł do niego ich sens.
     – Nie. Ma. Mowy.
     – Nie wkurwiaj mnie, Malik. Śpisz na podłodze. Choć raz zachowaj się jak dżentelmen.
     – Jak na razie to ty wkurwiasz mnie – odpowiedział i uśmiechnął się kpiąco, co bardzo, ale to bardzo mnie zdenerwowało.
     Zazgrzytałam zębami.
     – Malik, sukinsynie, kiedy mówię, że śpisz na podłodze, to tak ma być.
     – Kto to widział, żeby służąca – dłużej przeciągnął to słowo – wydawała rozkazy. I to w tak bezczelny sposób.
     Z tymi słowami zaczął wolno przybliżać się w moją stronę.
     – A weź się pierdol. – Machnęłam na niego ręką, nie spuszczając z niego oczu.
     Był coraz bliżej, a ja nie ruszałam się z miejsca. Dumnie uniosłam głowę, obserwowałam go i ciągnęłam dalej:
     – Jesteś irytującą osobą, wiesz? Twoja postawa jasno wskazuje na to, że ktoś cię kiedyś odrzucił – syknęłam. – Zgaduję, że to dlatego, że kiedyś przyniosłeś komuś wstyd.
     Jego oczy pociemniały, gwałtownie się do mnie zbliżył i popchnął na ścianę, aż straciłam oddech. Położył ręce po obu stronach mojej głowy.
     – Jeszcze raz tak powiesz – warknął niebezpiecznie niskim głosem – a nie będę miły. Naprawdę nie będę.
     – Już się boję – zakpiłam.
     – Boże, jak ty mnie wkurwiasz – syknął. – Nie zdajesz sobie nawet sprawy jak bardzo.
     – To witaj w klubie – odparłam – ofiaro losu.
     – Lubisz igrać z losem, prawda?
     – A co? Uderzysz mnie?
     – Mam na to ochotę – wyznał otwarcie.
     – Śmiało – wyszeptałam.
     Z napięciem patrzył mi prosto w oczy, ale nie poruszył się nawet o milimetr.
     – A więc jednak nie? – uśmiechnęłam się wrednie i otwarcie go podpuszczałam. – W takim razie coś ci powiem: Pierdol. Się.
     – Dzięki za radę – wyszczerzył się cwaniacko.
     Nie wiedzieć czemu wstrzymałam oddech. Malik za to znienacka nachylił się i przywarł swoimi ustami do moich, nie bawiąc się w jakieś delikatności. Ewidentnie przygniótł mnie do ściany i całował zachłannie, jakby od dawna tego pragnął. Ja jednak odepchnęłam go, gdyż nadal byłam na niego zła (z niewiadomego powodu, ale tak to ze mną jest).
     – Spierdalaj – niemal wyplułam te słowa.
     – No weź, oboje dobrze wiemy, że nieustannie o tym myślisz. – Przewrócił oczami. – Pragniesz mnie. Chcesz, żebym cię dotykał.
     Przy tych słowach przejechał dłonią po moich plecach, zatrzymując się na pośladkach.
     – Pragniesz mnie. Czuję to.
     Zmarszczyłam brwi. Nie podobało mi się to, że on tak bezczelnie o tym mówił i to takim tonem, jakby był panem świata i jakbym to ja była jedną z wielu.
     – Spierdalaj. – Odepchnęłam go mocno, a on postawił krok do tyłu. – Nie chcę cię. Ja się tobą brzydzę.
     Uśmiechnął się kpiąco i nie pozwolił mi odejść. Złapał mnie za rękę i z powrotem popchnął na ścianę.
     – Idź do diabła – syknęłam.
     – Pragniesz mnie tak bardzo, że nie możesz wytrzymać – warknął, ocierając się swoim kroczem o moje krocze. – Ale zdradzę ci tajemnicę.
     – Nie chcę twoich tajemnic – również warknęłam.
     – Ja też cię pragnę.
     Spojrzał mi prosto w oczy i przekazał mi spojrzeniem, bym doceniła to wyznanie.
     – Trzymaj swojego chuja z dala ode mnie – wycedziłam.
     – Przykro mi, kotku, ale nie mam zamiaru.
     Kotku? On nazwał mnie „kotkiem”?
     – Naprawdę, Malik? Kotku? – warknęłam. – Ja nie jestem „kotkiem”.
     – Dobrze, możesz być lwicą.
     I znowu mnie pocałował, tak samo brutalnie. Ale ja kopnęłam go w piszczel, a on w odpowiedzi złapał mnie za pośladki i ścisnął.
     – Ja wiem, że to ci się podoba, Phoebe – powiedział, używając w końcu mojego prawdziwego imienia, a jego wydźwięk w jego ustach bardzo mi się spodobał. – Nie musisz udawać.
     Coraz bardziej zaczęło mi się to podobać, miał rację. Cholera.
     – Powiedz jeszcze raz, że mnie pragniesz – warknęłam, łapiąc go za tył jego głowy i ciągnąc za włosy.
     Uśmiechnął się drapieżnie i wyszeptał:
     – Pragnę cię.
     To przelało czarę, a wszystkie moje hamulce puściły.
     Gwałtownie go pocałowałam, a on nie pozostawał mi dłużny. Raz po raz przygryzał moją dolną wargę, co naprawdę doprowadzało mnie do szaleństwa. Przeciągnął moją bluzkę przez głowę, zdjął stanik. Zjechał swoimi ustami na moją szyję, a jego dłonie powędrowały na moje piersi – powtórka z rozrywki. Jego dłonie były chłodne i chłodziły moje rozgrzane ciało. Po chwili on również pozbył się swojej koszulki, a ja zajęłam się ściąganiem jego spodni, tak że pozostał w samych bokserkach. Jego usta odnalazły moje i ponownie zaczęliśmy tę walkę na języki. Między naszymi ciałami nie było nawet milimetra, ściśle do siebie przylegaliśmy.
     Przyłożyłam usta do jego ucha i wyszeptałam:
     – Chodźmy na łóżko.
     – Nie – zaprzeczył od razu. – Chcę cię zerżnąć przy ścianie.
     Odsunęłam go na długość mojej ręki i popatrzyłam na niego spod zmrużonych powiek.
     – Nie bierz tego do siebie – zaznaczył od razu. – Ale taka jest prawda.
     Przy okazji podniósł swoje spodnie i wyjął z nich coś – prezerwatywę.
     Kompletnie mnie zaskakując, znów do mnie przylgnął i ściągnął moje legginsy wraz z majtkami, ale ja nie straciłam refleksu – zdjęłam jego bokserki. W moim brzuchu wybuchła istna bomba, a mój oddech gwałtownie przyspieszył, a przecież do niczego jeszcze między nami nie doszło. Paranoja. Pa–ra–no–ja.  P a r a n o j a.
     Całowaliśmy się, gdy palce Pantery wślizgnęły się do mojej kobiecości. Och, Boże. Uwiesiłam się na jego szyi i niemal jęczałam mu do ucha.
     Po kilku chwilach zerwaliśmy na moment kontakt między naszymi ciałami, by Malik mógł włożyć kondoma na swojego stojącego członka. I, o Boże, myślałam, że zemdleję, gdy go zobaczyłam.
     – Podoba mi się ta reakcja – mruknął, spoglądając w moje oczy.
     To był jeden z tych nielicznych razów, kiedy odebrało mi mowę. Mogłam tylko przełknąć ślinę, co Zayn zauważył i uśmiechnął się kpiąco.
     Chłopak chwycił mnie w talii i uniósł, a ja oplotłam go nogami w pasie. Przy okazji wbił we mnie swojego penisa, co było tak oszałamiającym doznaniem, że zachłysnęłam się powietrzem i wbiłam paznokcie w jego plecy. Zaczął się we mnie powoli poruszać, stopniowo zwiększając tempo. Denerwowało mnie to, że to on przejął całkowitą kontrolę. Kiedy gwałtownie wchodził we mnie i wychodził, to ja zwolniłam, na co on skonsternowany spojrzał mi w oczy. Nie pozwalałam mu przyspieszyć, przez co on złapał mnie za tył głowy i pociągnął za włosy, mocniej przyduszając do ściany (moje cycki rozpłaszczyły się na jego klatce piersiowej). Nie spodziewałam się takiego ruchu z jego strony, co pozwoliło mu mnie zdominować i pieprzyć się ze mną w takim tempie, jaki on sobie życzy. Do końca naszego stosunku pozostawałam pod jego kontrolą, ale on nawet nie pozwalał mi o tym myśleć. Moje paznokcie pewnie pozostawiły ślady na jego plecach, a jego ręce cały czas spoczywały na moim tyłku, ale podobało mi się to.
     Na koniec wplątałam ręce w jego włosy, naprawdę mocno za nie ciągnąc i niekontrolowanie krzyknęłam. On z dużą dozą siły ścisnął moje pośladki i warczał, bardzo upodabniając się do pantery.
     Wyszedł ze mnie, postawił mnie na podłodze. Zdjął prezerwatywę i odwrócił się do mnie tyłem. Ja musiałam podtrzymać się ściany, bo moje nogi nie były w stanie mnie utrzymać w pozycji pionowej. Ten seks… seks z nim był niesamowity. O wiele lepszy niż się spodziewałam.
     Malik ubrał się pospiesznie i nie patrząc na mnie, wyszedł z pokoju, trzaskając drzwiami.
     Ahaa…?
     Czy to dziwne, że poczułam się jak dziwka?
     A więc to tak musieli czuć się porzuceni przeze mnie faceci… Zazwyczaj to ja ubierałam się i wychodziłam bez słowa. Nie podobało mi się to, że role się odwróciły.
     Również się ubrałam i położyłam na łóżku, jakby nic się nie zdarzyło. Nie wiedziałam jednak, co bardziej mnie irytuje: to, że mu uległam; to, że mi się podobało, czy to, że potraktował mnie jak dziwkę. Co jak co, ale mnie się tak nie traktuje. Niezależnie od niczego: po prostu nie. Żadnej kobiety (czy tam dziewczyny, nie ważne) nie traktuje się jak dziwki. To faceci są chujami (ale rasizmem zapachniało – albo czymś takim, bo na pewno jest pogląd głoszący to, co właśnie oświadczyłam; na wszystko są jakieś filozofie).
      Zresztą, Malik niech się pierdoli (byle nie ze mną) i nie zawraca mi więcej głowy. Sukinsyn jebany. I tyle. 
_______________________________

Dobra.
Dobra.
Jakoś to poszło.
Dziękuję pięknie za wszystkie komentarze! :)
ASK
Strefa czytania
Do napisania!
Meredith :)

3 komentarze:

  1. BUM! Normalnie petarda! Dokładnie na to czekałam (Nie żebym była jakaś totalnie zboczona ale wiedziałam że coś ich do sb ciągnie)
    ten rozdział jest taki zajebisty ze aż brak mi słów...wgl to powinnam się złościć ze tak długo trzeba było czekać ale po tym rozdziale jestem wstanie ci wszystko wybaczyć :*
    ogólnie to brawo za pomysłowość i oryginalność....jejuuuu ja Cię po prostu uwielbiam <3333

    OdpowiedzUsuń
  2. Jaaaaa! Świetny rozdział! <3 już nie mogę doczekać się następnego <3
    theeternalkids.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Babka co kazdego z patelni jebie ♥ Uwielbiam ich momenty sam na sama :D i niepokoi mnie dlaczego Zayn tak nagle wyszedł? I Co kurwa Andy wyprawia? :/ Lubie go i chce zeby byl tym dobrym...

    OdpowiedzUsuń