wtorek, 20 stycznia 2015

ROZDZIAŁ JEDENASTY

     Nie wiedziałam nawet, że zasnęłam, dopóki się nie obudziłam. Byłam naprawdę zaskoczona, kiedy uniosłam klejące się powieki. Przez małe okienko pod sufitem nie świeciło żadne światło, więc obstawiałam, że nadal trwała noc.
     Uświadomiłam sobie powód mojego wybudzenia się ze snu. Trzęsłam się z zimna. Szczękały mi zęby, a dłonie drżały, jakbym miała chorobę Parkinsona. Spojrzałam na Zayna i pozazdrościłam mu koca, którym był przykryty.
     Wstałam i stanęłam nad nim, po czym pociągnęłam za koc. Leżał na nim, kurwa! Potrząsnęłam chłopakiem, wkładając w ten ruch tylko odrobinę złości.
     – Malik – syknęłam ostro. On coś mruknął, ale się nie obudził. – Malik, do cholery!
     – No czego, kurwa, chcesz? – warknął, gdy otworzył oczy. Nie wyglądał na zadowolonego. Jakże mi przykro z tego powodu. Chyba pójdę do piwnicy i się potnę.
     – Dawaj koc – odwarknęłam, ciągnąc za nakrycie, ale on je nadal blokował.
     – Spierdalaj – wygłosił, po czym przewrócił się na drugi bok.
     – Daj. Mi. Ten. Koc – wycedziłam.
     – Spier–da–laj.
     – Zimno mi – rzuciłam.
     – A co mnie to obchodzi?
     – Chcesz mnie mieć na sumieniu, gdy zamarznę?
   – Nie zamarzniesz, Amber, dajże spokój. Idź sobie – mruknął i wyglądał, jakby już próbował spać dalej.
     O nie. Tak to nie będzie. Chciałam ten koc i dostanę go w taki czy inny sposób. Zepchnęłam Panterę pod ścianę najmocniej jak się dało i położyłam się obok niego, siłą wyrywając mu nakrycie i przykryłam się nim po połowie. Teraz wspólnie leżeliśmy pod jednym kocem.
     – Co ty znowu odpierdalasz? – warknął, odwracając się do mnie twarzą.
     Zamknęłam oczy i odparłam niemal beztrosko:
     – Śpię.
     – Wkurwiająca jak zawsze – rzekł grubiańsko. – Masz szczęście, że jestem śpiący. Inaczej bym cię stąd wywalił.
     – Zajebiście.
     Żadne z nas nie powiedziało już nic więcej. Czekając na sen, rozkoszowałam się ciepłem emanującym z Malika. Moje zęby przestały szczękać, a dłonie się trząść. Zasnęłam z lekkim, acz błogim uśmiechem na ustach.
     Ranek pojawił się znienacka, doszczętnie rujnując mój błogi stan. Gdybym chociaż sama się obudziła…
     – Wstawać, kurwa! – krzyknął mi ktoś nad uchem.
     Oczywiście walnęłam kogoś pięścią (ale nie wiem, w co trafiłam) i dodatkowo spadłam z łóżka.
     – Niech was, kurwa, szlag – warknęłam, pocierając plecy. To był bolesny upadek.
     – Ta suka mnie walnęła – rzekł męski głos. Zdziwiony głos.
     Otworzyłam oczy i ujrzałam bliźniaków. Jeden trzymał się za nos. O. Humor trochę mi się poprawił.
     – Jaka z was urocza parka – wygłosił ten, którego nie uderzyłam.
     – Że z kogo? – wypaliłam, unosząc brew i spoglądając na zaspanego Malika.
     – No z was. Tacy uroczy.
     Parsknęłam śmiechem razem z Panterą.
     – Taaaak, jesteśmy zajebiście uroczy, co nie, Malik?
     – Oczywiście. Ociekamy słodyczą.
     Zgadzaliśmy się chociaż w jednej rzeczy. Jakie to dziwne. Naprawdę dziwne.
     – Dobra, pogaduszki pogaduszkami – zaczął ten z bolącym nosem – ale teraz szef chce cię widzieć, Malik.
     Bliźniacy szarpnęli Panterę i zaczęli go wlec w stronę wyjścia.
     – A ja? – warknęłam.
     – Ty zostajesz – prychnął któryś z nich.
     – Nie. Idę – rzuciłam twardo i ruszyłam za nimi.
     – Słuchaj, suko, zostajesz.
     – Nie.
     Niebolący nos zamachnął się, ale ja się odchyliłam i kopnęłam go w brzuch. A więc taki z niego typ. Coś mu się nie podoba, to od razu agresja. Nawet w stosunku do dziewczyn. Sukinsyn.
     – Ja nie przyjmuję odmowy – syknęłam.
     – Dobra, Mike, weźmy ją – oznajmił ten drugi.
     Mike posłał mi spojrzenie pełne nienawiści i chwycił za nadgarstki, wykręcając je do tyłu. Zabolało, ale nie wydałam z siebie nawet dźwięku.
     Takim sposobem ja również zmierzałam na spotkanie z „szefem”.
     Zostaliśmy wprowadzeni przez brązowe, eleganckie drzwi do jakiegoś gabinetu. Hmm… W ogóle, ten dom, w którym nas przetrzymują jest jakiś dziwny. Wydawał się taki… zwykły. Jakby normalni ludzie mogli normalnie w nim mieszkać.
     Na środku pomieszczenia znajdowało się biurko. Oprócz tego kilka szaf i regałów, nic specjalnego. Typowy gabinet. Dominowały ciemne kolory – brązowe meble, ściany, nawet podłoga. Jeeej, jak pesymistycznie. 
     Za biurkiem za to siedział mężczyzna (pewnie straszny pesymista). Nawet przystojny, jeśli mam oceniać, choć dla mnie stanowczo za stary. Ciemne włosy i lekki zarost. Miał ubrany garnitur, co kompletnie nie pasowało do stroju bliźniaków (którzy nosili dresowe bluzy i dresowe spodnie).
     – Czemu przyprowadziliście dziewczynę? – mruknął facet, zapalając papierosa.
     Niemal poczułam głód Malika. On też by chciał zapalić. Jaki biedny. Chyba zaraz łezkę uronię. Co te nałogi robią z ludźmi?
     – Jest bezczelna. Spodoba ci się.
     Facet zlustrował mnie wzrokiem i machnął ręką.
     – Wynocha – wycedził do bliźniaków (chyba… a może to było do mnie…? W końcu wprosiłam się nieproszona, jakież to nieuprzejme).
     Jego słudzy pospiesznie wyszli (czyli ten rozkaz jednak był skierowany do nich). Facet wskazał na krzesła przed biurkiem.
     – Siadajcie – rzucił niby w przestrzeń.
     – Nigdzie nie będę siadał, skurwysynie – syknął Pantera głosem pełnym nienawiści i zacisnął pięści. Oho. Ale się, chłopaczek, zdenerwował (w ogóle, co ja taki dobry humor mam?). – Co ty tu robisz, co? Aż tak bardzo zależało ci na złapaniu mnie, że aż ruszyłeś swoje leniwe dupsko z Londynu?
     Facet zachowywał się, jakby był głuchy i nie spuszczał ze mnie wzroku. Bo jestem taka zajebiście piękna.
     – Masz niezły gust, Malik, to trzeba ci przyznać – oznajmił facet.
     Pantera spojrzał na mnie z ukosa i prychnął.
     – Że ona? To dlatego ją też zabraliście? – Ciemnowłosy parsknął śmiechem i pokręcił głową z dezaprobatą.
     A do mnie wszystko dotarło. Ci idioci myśleli, że jestem jego dziewczyną. Ugh. Na jakiej podstawie? Bo razem przebywaliśmy w tamtym namiocie? Nie no, co za tragiczna pomyłka. Chcieli użyć mnie do szantażowania  j e g o, gdyby nie chciał współpracować. Myśleli, że coś dla niego znaczę. To takie komiczne.
     Rozsądek kazał mi niczego nie mówić, bo tak będzie dla mnie bezpieczniej, itd., ale kiedy ja ostatnim razem słuchałam się rozsądku?
     – To po prostu nie do pomyślenia – zaczęłam. – Chcieliście mnie upokorzyć?
     Zmrużyłam oczy i patrzyłam na faceta uważnie.
     – Nie jesteście parą? – spytał mężczyzna, przeciągając samogłoski.
     – Nie – powiedzieliśmy z Panterą w tym samym momencie, a z naszych tonów można było wyczuć obrzydzenie.
     – To ciekawe… – Facet zamyślił się i spoglądał to na mnie, to na Zayna.
   – Więc teraz powiesz, czego chcesz? – Malik zmienił temat, zaostrzając swój głos. Domyślałam się, że w ten sposób chciał być groźniejszy. Jaaaaasne. Tak zajebiście groźny.
     – To chyba jasne, Malik. – Facet stracił mną uwagę i skupił się na Maliku. – Pieniędzy. Ty i twoja banda dzieciaków okradliście mnie. Myśleliście, że pozostawię to bez odpowiedzi? Żałośni.
     – Mylisz się, Peterson. Nie my cię okradliśmy – rzekł Pantera z krzywym uśmieszkiem.
     – Czyżby?
     – Dokładnie.
     – Jeszcze zaczniesz mówić.
     – Nie sądzę.
     Paterson pokręcił głową i zawołał bliźniaków – Mike’a i Joe’go, którzy bardzo delikatnie (taaa…) odprowadzili nas do naszej celi.
     – Joe, pozwól na moment. – Peterson zatrzymał jeszcze Joe’go, a Mike wyprowadził naszą dwójkę na korytarz. Ściany jednak nie były tu zbyt grube i jako tako usłyszałam rozmowę bliźniaka z facetem.
     – Niedługo wychodzę – ogłosił facet.
     – Rozumiem.
     – Inni też wychodzą.
     – To też rozumiem.
   – Będziecie tu sami. – Peterson mówił do niego, jakby tamten był naprawdę tępy. W sumie… on chyba był naprawdę tępy.
     – Dobrze.
    – Nie dobrze. Macie przypilnować tej dwójki aż do jutra. Nie dajcie się przechytrzyć, jasne? Bo jeśli dacie… zabiję was.
     Joe nie odpowiedział, tylko wyszedł na zewnątrz. Bez żadnych przygód zostaliśmy odprowadzeni do naszej kochanej, przytulnej, nowoczesnej celi.
         O co chodzi z tym Petersonem? Naprawdę mnie to zastanawia... Co takiego zrobił Malik?
     Tym razem to ja pierwsza zajęłam łóżko. Pantera zgromił mnie wzrokiem, ale nie powiedział nic. Usiadł za to pod ścianą, w tamtym miejscu, gdzie wcześniej siedziałam ja. Jak miło było na niego patrzeć. A najbardziej na jego grymas na twarzy spowodowany twardą podłogą.
     Nie wiem, ile czasu tam trwaliśmy, ale w końcu postanowiłam się odezwać, choć z jawną niechęcią.
     – Musimy współpracować – oznajmiłam trochę takim tonem, jakby wszystko zostało już postanowione.
     Pantera spojrzał na mnie przenikliwie tym swoim ciemnym wzrokiem, aż mnie dreszcze przeszły. Jezu. Zwariować tu idzie.
     – Dlaczego tak uważasz? – spytał, przeciągając lekko samogłoski. Co to za zwyczaje?! Czyżby ciemnowłosy przejął ten nawyk od Petersona?
     – Siedzimy razem w jednej celi – przypomniałam mu. – Ciężko tu ułożyć jakikolwiek plan, w którym ty byś mi niczego nie spierdolił.
     – Bo ja jestem tylko od pierdolenia, tak? – dodał Malik, unosząc brwi wysoko do góry.
     Zmrużyłam oczy i zlustrowałam go wzrokiem. Taa… Od pierdolenia… Mimowolnie znów przypomniał mi się tamten pieprzony wieczór, gdy Malik obmacał mojej cycki. Pantera spojrzał na mnie wymownie, jakby wiedział, o czym myślę. I chyba wiedział, gdyż oblizał usta, a ja na to przewróciłam oczami.
     – Rozumiem, że nie chcesz współpracować – oznajmiłam, jakby nie robił tu żadnych podtekstów seksualnych. – W takim razie… Pierdol. Się. Malik.
     Uśmiechnęłam się, unosząc tylko jeden kącik ust, a on wykrzywił figlarnie usta.
     – Jeszcze zobaczysz – szepnął „zalotnie”.
     – Czyżby? – odszepnęłam takim samym tonem. Po prostu nie mogłam się powstrzymać.
     Doszłam do wniosku, że ja też go pociągałam czysto fizycznie. To takie pojebane – raz się naprawdę mocno nienawidzimy i wyzywamy, a chwilę potem cały czas się równie mocno nienawidzimy, ale jesteśmy skłonni poddać się naszym pragnieniom, które występują niezależnie od naszej woli.
     Naprawdę pojebane.
     Pierwszy raz zdarzyła mi się taka sytuacja – bym nienawidziła faceta, z którym mam ochotę się przespać.
     Ta mała przestrzeń nie pomaga mi w utrzymaniu moich potrzeb w garści.
     Jezu, zaraz zwariuję. To elektryzujące powietrze za moment wybuchnie…
     Przygryzłam dolną wargę i wstrzymałam oddech.
     – Przemyślałem to – odezwał się nagle Zayn, a wszystko nagle wróciło do normy. Odetchnęłam głęboko. – Mogę z tobą współpracować.
     Zmarszczyłam brwi. Byłam lekko skonsternowana, ale nie dałam nic po sobie poznać. Zresztą, kto by w takiej sytuacji nie pomyślał, że zaraz do czegoś dojdzie?
     – Łaskawca – zaszydziłam, nie chcąc tracić rezonu.
     – Czasem pomagam służącym – zakpił.
     – Sukinsyn – mruknęłam, uśmiechając się bezczelnie.
      – Suka – Malik zapapugował mój uśmiech.
     Założyłam ręce na piersi i zazgrzytałam zębami. Co za gnojek.
     – Myślisz, że w LA zadzwonili na policję? – spytał Pantera, rzucając tematem z kapelusza.
     Skąd mu się wzięło w ogóle to pytanie?
     O kurwa. Kompletnie o nich zapomniałam. Kurwa, mała paskuda chyba nie zadzwoniła do mojego ojca, że zniknęłam? Może pomyślą, że ja i Malik sami się gdzieś urwaliśmy. Może. Choć to mało prawdopodobne.
     – Nie mam pojęcia – burknęłam.
     – Szczerze wątpię – stwierdził. – W Londynie często się urywałem na kilka dni, teraz może pomyślą, że zabrałem cię ze sobą.
     – Nienawidzimy się – przypomniałam mu. – Musieliby być strasznie tępi, żeby w to uwierzyć.
     – Ale jeśli bylibyśmy najebani… kto wie?
     No, faktycznie. Po pijaku to wszystko jest możliwe.
     – W każdym razie, kiedy już stąd uciekniemy, w co nie wątpię, nie mówmy im, że nas – Pantera przerwał na chwilę i się skrzywił. To musiało bardzo godzić w jego dumę – uprowadzono. Sprzedamy im historyjkę, że byliśmy pijani, nie wiedzieliśmy, co robimy i takie tam.
     Najgorsze jest to, że niby brzmiało jak prośba, ale jednak było rozkazem. A mnie nikt nie rozkazuje.
     – Przemyślę to – odparłam wolno. – A teraz gadaj, o co chodzi z tym Petersonem.
     Malik zacisnął usta w wąską kreskę i poprawił swoją siedzącą pozycję.
     – To chyba nie jest tajemnica? – Uniosłam jedną brew do góry.
     – Już to słyszałaś – zirytował się. – Ukradłem mu pieniądze, a on chce je odzyskać.
     – Czyli kłamałeś? – Powiedział przecież, że ich nie ukradł, ale on jest oszustem, także nie jestem zdziwiona tym występkiem.
     – Nie do końca – przyznał. – Nie ukradłem tych pieniędzy, ani żaden z chłopaków też tego nie zrobił.
     – Ale…?
     – Mam jego pieniądze.
     – Więc…?
     – Co cię tak to ciekawi, Amber? – warknął.
     – Przestań pierdolić od rzeczy i mów dalej – odwarknęłam.
     – Ja pierdole, ktoś inny je ukradł, jasne? Mój dawny znajomy, dokładnie. Tyle że złapały go gliny i musiał komuś przekazać hajs, a ja wisiałem mu przysługę.
     – A dlaczego wyjechałeś z Londynu? – dopytywałam. Malik, jaki gangster. W sumie nawet pasuje na gangstera, jakby się tak zastanowić.
     – Skąd wiesz, że mieszkam w Londynie? – Zmarszczył brwi.
     – Sam to powiedziałeś, idioto, a po za tym, wywnioskowałam to z waszych rozmów w LA. – Teraz to ja się zirytowałam.
     – Peterson jest groźny. I niebezpieczny, ma przyjaciół na całym świecie, jeśli wiesz, o co mi chodzi – rzekł Malik, ale ani trochę nie był zadowolony, że mi to mówi. Ja za to byłam bardzo zadowolona. – Kiedy dowiedziałem się, że to jego pieniądze… Ktoś doniósł, że to ja i reszta je mamy. Nie wiem nawet, kto to był – warknął, wściekły, ale chyba bardziej na siebie. – Nie mogliśmy zostać tam, gdzie on rządzi. Styles wykorzystał to, że ma rodzinę w LA, pojechaliśmy tam pod pretekstem wakacji. Mieliśmy zamiar wszystko przemyśleć i ułożyć jakiś plan. Nie mam pojęcia, jak Peterson dowiedział się, że tam się zatrzymaliśmy. Chuj pierdolony, nienawidzę go.
     Przez kilka minut panowała cisza, aż ja znów ją przerwałam.
     – Kim jesteś, Malik? – spytałam i spojrzałam na niego surowo.
     – Kim jestem? – zaśmiał się. – Kimś, z kim nie powinnaś rozmawiać. Jesteś zbyt grzeczna.
     Parsknęłam śmiechem.
     – Co więc takiego zrobiłeś? – prychnęłam. – Zabiłeś kogoś?
     Pantera milczał.
     – Nie bezpośrednio – oznajmił w końcu ostrożnie i zerknął na mnie, chcąc pewnie zobaczyć moją reakcję na jego słowa. Na mnie one jednak nie zrobiły żadnego wrażenia.
     – Czyli? – dopytywałam chamsko.
   – Kurwa, Amber! Nie wiesz, kiedy przestać, co nie? Naprawdę nie wiesz. Niebezpodstawnie mówiłem ci, że masz ze mną nie zadzierać.
     – A ja niebezpodstawnie powiedziałam ci, że jak na razie to ty zadzierasz ze mną.
     – Ach tak? – Chłopak zmrużył oczy. – Więc kim ty jesteś? Nie wmówisz mi, że służącą, która chce zarobić na studia. To już nie przejdzie. Takie jak ty nigdy z własnej woli nie zostałyby czyimiś popychadłami. Jesteś na to zbyt dumna, a jednak to robisz. Kim jesteś, Chambers?
     Kim jestem? To dobre pytanie. Jestem Phoebe Chamberlain. Córka milionera. Przeżyłam kilka sytuacji, które sprawiły, że prawie z nikim się nie liczę.
     – Nigdy bym ci tego nie powiedziała, ale ty powiedziałeś mi, dlaczego wyjechałeś do Los Angeles, dlatego to zrobię. Kim jestem? Jestem kimś, na kogo powinieneś uważać. I mówię tu całkiem poważnie. To ostrzeżenie, Malik. Ostrzeżenie – oznajmiłam wyjątkowo poważnym tonem, którego nie używam zbyt często. Dałam mu do zrozumienia, żeby nie zachodził mi głęboko za skórę. Mam ojca milionera. Kiedyś byłam w więzieniu lub poprawczaku (jak kto woli). Mam ogromne możliwości.
     Pantera jednak tylko uśmiechnął się tajemniczo.
     – A co takiego możesz mi zrobić? – spytał z jawnym rozbawieniem. – Masz cięty język, ale to wszystko. Jak możesz być niebezpieczna?
     Tym razem to ja uśmiechnęłam się tajemniczo.
     – Pozory mylą – odparłam. – Ty na pierwszy rzut oka wydajesz się tajemniczy, ale nie niebezpieczny, a jakoś nie odrzuciłam tej opcji, bo znam ludzi. Ty najwidoczniej nie.
     Ciemnowłosy zmarszczył groźnie brwi.
     Dobrze, ja pierdole. On jest niebezpieczny, ja też mogę być niebezpieczna, koniec tematu. Wszystko sobie wyjaśniliśmy (no prawie). Nadal mi nie powiedział, kim tak naprawdę jest.
     – Masz jakiś plan co do naszej ucieczki? – spytałam, kierując jego myśli na właściwy tor. Kiedy stąd uciekniemy, wtedy możemy się pokłócić, o to, kto z nas jest niebezpieczny, a kto nie.
     – Nareszcie jakieś konkrety – westchnął, wstał i przeciągnął się. – Co do planu, to dobrze by było, żebyśmy uciekli dzisiaj. Peterson i reszta wyjeżdżają, zostają tylko te tępe bliźniaki.
     Przygryzłam dolną wargę. Faktycznie! I ja na to nie wpadłam! Głupia, głupia!
     – Nie dostaliśmy dzisiaj śniadania, szczerze wątpię, czy przyjdą do nas z obiadem, ale może dadzą nam kolację – oznajmiłam. – Wczoraj dali. Wtedy byśmy mogli unieruchomić jednego z bliźniaków.
     Malik zamyślił się i zaczął się przechadzać po pomieszczeniu. On to może, ale ja już nie? Ostatnio na mnie za to nakrzyczał. Gnojek.
     – Myślę, że to przejdzie – stwierdził. – W końcu będą nam musieli przynieść jedzenie.
     O taaak… Jedzenie… Byłam głodna. I brudna. Pewnie śmierdziałam. Ale Zayn pewnie też, tym się pocieszam.
     – Kiedy jeszcze kombinowałam, jak by tu obejść się bez ciebie, myślałam nad tym, jak by to się odbyło – rzekłam i również wstałam, podchodząc do drzwi. – Spójrz na nie. Otwierają się w naszą stronę. To bardzo znaczne niedopatrzenie.
     Pantera uśmiechnął się diabelnie.
     – Ktoś z nas schowa się za drzwiami, a gdy się otworzą i bliźniak wejdzie, niczego nie zauważy – dopowiedział chłopak.
     – Wątpię, żeby się zorientował, że w pomieszczeniu brakuje drugiej osoby.
     – A wtedy ta druga osoba zyska czas i unieruchomi bliźniaka. Drzwi będą otwarte, wszystko pójdzie gładko.
     – Dokładnie. Tylko to musi zrobić ktoś, kto niczego nie spierdoli.
     – Czy tego chcesz czy nie, jestem silniejszy – oznajmił Malik z błyskiem w oku. – Szybciej go znokautuję.
     Przytaknęłam. To był mój minus planu – nie dałabym rady sama unieszkodliwić bliźniaka. Potrzebowałabym czasu – a tego nie będzie zbyt dużo, niestety. Ciemnowłosy nadaje się do tego wprost idealnie – również niestety.
     – Czyli ustalone. – Pantera wypuścił powietrze ze świstem. – Wspólniczko? – Wyciągnął do mnie rękę.
     – Wspólniku – kiwnęłam głową i uścisnęłam jego dłoń. Była przyjemnie chłodna, aż dreszcz mi przeszedł po plecach. Pantera spojrzał na  mnie tym swoim ciemnym wzrokiem, ale nie pozwoliłam na rozwój „tej” sytuacji. – Tylko aż dotrzemy do Los Angeles.
     – Zgadza się.
     – Później będziemy się kłócić i nienawidzić, jak dawniej.
     – Nie chciałbym niczego innego.
     Uśmiech Zayna wyglądał tak szczerze, że aż się zaniepokoiłam. I przez jedną krótką chwilę, tylko jedną, pomyślałam, że moglibyśmy się zaprzyjaźnić. Potem jednak wyrzuciłam tę absurdalną myśl z głowy. Ja i  Zayn Malik nigdy nie będziemy przyjaciółmi. 
_____________________________________

Szczerze mówiąc, to nawet lubię ten rozdział. :) Ale chyba następny lubię bardziej... :P Chociaż sama nie wiem, bo następny i jeszcze następniejszy też przypadły mi do gustu. ;D I tu Was zasmucę - moje napisane do przodu rozdziały powoli się kończą. Właśnie kończę pisać rozdział czternasty. :)
Cóż, uwielbiam Was! Dziękuję za te piękne komentarze! xoxo
A jeśli lubicie czytać (albo chcecie polubić), zapraszam do Strefy Czytania :) 
Do napisania,
pozdrawiam,
Meredith :) xx

13 komentarzy:

  1. Czytałam Twojego wcześniejszego bloga i strasznie mi sie podobał. Trafiłam tutaj przez poeta, ktorego tam wstawilas :).
    Naprawdę strasznie spodobało mi się to opowiadanie. W sumie Amber mogła powiedzieć Malikowi co nie co o swojej prawdziwej tożsamości. Co do planu...jest genialny :3 Strasznie fajnie jest pokazany taki taktyczny tok myślenia.
    Czekam na nastepny :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiadomo, może Phoebe zdradzi co nieco o swojej tożsamości. :) Ona i Malik będą mieli jeszcze dużo czasu na takie wyznania :D
      Pozdrawiam xx

      Usuń
  2. Mmm...to było tak dobre, że aż smaczne :D
    A tak na serio to naprawdę świetny rozdział. Muszę, no po prostu muszę sie zapytać kiedy dodasz następną notkę?
    Nie mogę sie jej doczekać.
    Buźka ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hah, dziękuję. :)
      Następny rozdział dodam gdzieś plus minus za tydzień. :)
      Pozdrawiam xx

      Usuń
  3. Geniusz! Nie wiem jak ty to robisz ale nie mogę się oderwać od twoich opowiadań są naprawdę genialne <3 bardzo dobrze potrafisz wykorzystać swój talent do pisania i dzięki temu tak db się to czyta :*
    Jesteś naprawdę niesamowita już się nie mogę doczekać kolejnej części

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, ojej, ojej *o*
      Tyle miłych słów! *--*
      Nawet nie wiesz, jak bardzo poprawiłaś mi dzień! Chociaż już się kończy, nie okazał się kompletną klapą, dzięki Tobie... :)
      Bardzo dziękuję za tyle pochwał! :) Uśmiech to nie chce mi zejść z twarzy. :D
      Pozdrawiam xx

      Usuń
    2. To zaszczyt że dzięki mnie choć trochę poprawił ci się humor :D ten kto sprawił że ten dzień był do dupy musiał być kompletnym debilem i mimo iż Cię ne znam mogę stwierdzić ze jesteś miła i fajna i w 100% zasługujesz na te pochwały :*

      Usuń
  4. Świetny rozdział!!!! Juz nie mogę doczekać się aż oni wprowadzą swój plan w życie!!!!
    theeternalkids.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Zostalaś nominowana do Libster Award!
    Więcej informacji na moim blogu
    " http://wiec-sen-sen-sen.blogspot.com/ "

    OdpowiedzUsuń
  6. Genialny Rozdział ;)
    Czekam na nexta i ich wspólną współpracę ;)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Ej minęło już 12 dnie czyli prwie dwa tygodnie :( dodaj pls nie mogę się już doczekać! Masz niezłą wenę :)))))

    OdpowiedzUsuń
  8. Kiedy następny? ? Fajnie ^^

    OdpowiedzUsuń