sobota, 6 grudnia 2014

ROZDZIAŁ SIÓDMY

     Obudził mnie telefon od małej paskudy. Myślałam, że ją zabiję. Było zaledwie wpół do siódmej.
     – Śniadanie, śniadanie, śniadanie! – wydarła się do słuchawki. – Jestem głodna!
     – Anderson, opanuj się – warknęłam i jedną ręką zaczęłam masować sobie skronie. Witam cię mój kacu, mój wierny przyjacielu.
     – Złaź na dół – rzuciła i rozłączyła się.
     Odłożyłam telefon.
     – Idź do diabla, mała paskudo – mruknęłam.
     – Byłem przekonany, że powiesz „pierdol się” – usłyszałam czyjś męski głos i oszołomiona usiadłam.
     W kącie pokoju siedział Malik, wygodnie rozłożony. Miał trochę opuchnięty nos. Uśmiechnęłam się lekko na ten widok.
     – Czyli jednak nie jestem aż tak przewidywalna – zauważyłam. Ziewnęłam i przeciągnęłam się. – Co ty tu robisz?
     – Chciałem ponaśmiewać się z twojego porannego wyglądu.
     – Wyglądam zajebiście, jak zawsze. – Jeszcze raz ziewnęłam.
     – Czyli zawsze wyglądasz jak szczur?
   – Szczur? – Spojrzałam na niego spod przymkniętych powiek. – Jesteś beznadziejny w wymyślaniu porównań.
     Prawdopodobnie byłam zbyt zaspana, by zdać sobie sprawę z absurdu tej sytuacji.
     Pantera wstał i stanął tuż koło mojego łóżka.
     – Co to miało być? To wczoraj? – próbowałam warknąć, ale za bardzo bolał mnie łeb.
     – Byłaś bliska wypowiedzenia tych słów. – Znów uśmiechnął się z pogardą.
    – A co, chciałbyś, żebym je wypowiedziała? – Ja też lekko się uśmiechnęłam, odsunęłam cienką kołdrę i wstałam. Dzieliło nas teraz moje łóżko.
     – Może – uciął krótko.
   – Może? – Założyłam ręce na piersi i zmrużyłam oczy. Rozbudziłam się. – Po to tu przylazłeś? By powiedzieć mi, że chcesz się ze mną pieprzyć? Czy jest jakiś jeszcze inny powód tej wizyty?
     – Na za dużo sobie pozwalasz.
     – Powiedz mi coś, czego nie wiem. – Przewróciłam oczami.
     – Uderzyłaś mnie wczoraj.
     Rzeczywiście tego nie wiedziałam…
     – Tak, było zabawnie. – Uniosłam jeden kącik ust w takim półuśmiechu.
    – Jeśli to się powtórzy… – Jego oczy zalśniły diabolicznie. – Ostrzegam cię tylko. Nie pozwolę sobie na takie traktowanie ze strony zwykłej – zmierzył mnie spojrzeniem – bezczelnej służącej.
     – A co, zabijesz mnie?
     Malik nie odpowiedział, tylko założył ręce na piersi. Och. Czy to znaczy, że nie zawaha się pozbawić mnie życia?
     Zresztą, co ja o nim wiem? Może to jest seryjny morderca.
     Albo tylko chciał wywołać we mnie strach. Myślę jednak, że lepiej będzie choć trochę przystosować się do jego prośby.
     – Jeśli nie będziesz mnie wkurwiał, nie masz się, czego obawiać. – Wzruszyłam ramionami.
     Pantera okrążył łóżko wolnym krokiem i zbliżał się do mnie.
     – Taaak – rzekł, przeciągając literkę „a”, przez co można założyć, że i tak będzie mnie denerwował albo coś w tym stylu.
     Przeszedł obok mnie i zahaczył palcem o dekolt mojej bluzki, odsłaniając trochę piersi. Nie miałam założonego stanika. Uśmiechnął się pod nosem i podszedł do drzwi. Wyszedł bez słowa.
     Potrząsnęłam głową i ubrałam się. Zeszłam na dół, do kuchni, gdzie czekała już na mnie wielce zniecierpliwiona Nicole. Po raz kolejny zaserwowałam jej płatki, a ona już nawet nie marudziła. Krzywiła się, ale nic nie powiedziała.
     Połknęłam tabletki przeciwbólowe, przeszłam do salonu ze swoim śniadaniem i włączyłam telewizor. Skoro już nie spałam, mogłam trochę się wyluzować. Przełączyłam na jakiś beznadziejny reality show i zaczęłam jeść.
     – Cześć, Phoebe. – Louis wszedł do salonu.
     Co im się porobiło? Zazwyczaj śpią do jedenastej albo dwunastej, a teraz nagle o siódmej wstają?
     Nie odpowiedziałam mu. Nie chciało mi się.
     – Wczoraj było przyjemnie. – Puścił do mnie oczko. Och, aaaa! Chodzi mu o ten pocałunek.
     – Nie licz na więcej – odpowiedziałam, nie odrywając wzroku od ekranu telewizora.
     Tomlinson zaśmiał się, a mnie się to nie spodobało. Potrafię odróżnić radosny, szyderczy, pogardliwy, bezczelny śmiech od takiego. W tym kryła się ukryta groźba. Albo coś w tym stylu… W jego uśmiechu też to widnieje. Jak tak porządnie się zastanowić z ich całej świętej piątki chyba właśnie na Louisa powinnam najbardziej uważać. Albo na Panterę. Jeszcze tego nie rozgryzłam.
    Spoglądając z ukosa na chłopaka, odniosłam talerz do kuchni. Taa, taka uczynna i pracowita się stałam (samo brzmienie tych słów jest śmieszne, prawda?).
     Wtedy odkryłam, że nie mam na ręce swojej bransoletki.
     Nie jestem pewna, czy już o niej tu nie było, ale najwyżej się powtórzę. Od dziesiątego roku życia noszę na nadgarstku srebrną bransoletkę i po prostu ją kocham. Kiedyś należała do mojej mamy. Moja mama była dość sławną malarką (na jej wystawy zawsze przychodziło mnóstwo ludzi). Kiedy zmarła, mój tata totalnie się załamał… Schował jej rzeczy, a ja nie miałam o nich pojęcia. Znalazłam je przez przypadek. Wtedy też przywłaszczyłam sobie tę błyskotkę, odkryłam, że też lubię rysować i zbuntowałam się. Jak dziesięciolatka bardzo mnie zraniło to, że tata ukrył przede mną prawdę... Cóż, zostało mi to do dzisiaj. Nie zawsze taka byłam – wredna, itd. Kiedyś liczyłam się z innymi. Naprawdę. Ale życie pokazało mi, że nie warto. Kompletnie nie warto.
     A teraz moja bransoletka zniknęła. Zdejmowałam ją tylko wtedy, gdy brałam prysznic, więc może zostawiłam ją w łazience? Mam nadzieję. Nie przeżyję bez niej. Jak z rakiety wystrzeliłam w stronę schodów do góry. W tej na korytarzu jej nie było. Ok, zaczęłam panikować.
     Gdy wyszłam z toalety, na korytarzu minęłam się z Panterą.
     – Patrz, co znalazłem. – I pokazał mi tuż przed moim nosem moją własność.
     – To moje! – wykrzyknęłam i wyciągnęłam rękę po bransoletkę, ale Zayn szybko ją cofnął.
   Skąd on ją wziął? Korzysta z toalety na korytarzu? No jasne, że tak. To kibel dla wszystkich, niestety.
     – No proszę. Nie spodziewałem się po tego po tobie. Prędzej obstawiłbym, że to Becky lub Nicole – wyszczerzył się.
     – Malik. – W tonie mojego głosu kryła się groźba.
     – A co będę z tego miał? – Zaczął okręcać błyskotkę na palcu.
     – A co chcesz?
     Byłam naprawdę zdesperowana.
     – Niech pomyślę… – Udał wielce zamyślonego, co mnie coraz bardziej wściekało. Miał całkowitą kontrolę nad sytuacją i czerpał z niej przyjemność. Sukinsyn. – Zrób mi loda.
     Zamurowało mnie. Spojrzałam na niego i zamrugałam kilkakrotnie powiekami. WTF?
     – Najlepiej czekoladowego, jakby się dało, choć truskawkowym też nie pogardzę – dodał.
     Moja mina w tamtym momencie zapewne była bezcenna. To był jeden z tych nielicznych razów, w których zaniemówiłam. Pantera wyszczerzył się i ewidentnie się ze mnie naśmiewał. Poklepał mnie po głowie, jak jakieś niesforne dziecko.
     – Czyżbyś miała nieczyste myśli? I to wobec mnie?
     – Mówisz poważnie? Mam ci zrobić lody? – Jezu, jak to brzmi.
     – Dokładnie.
     – Dobra. Zrobię. – Nie potrafię, ale zrobię. Czy on powiedział, że mają być jadalne? – Dawaj bransoletkę.
     – Najpierw lody.
     Niechętnie się zgodziłam. Razem z nim zeszłam na dół, wprost do kuchni.
     – Panienko Phoebe! Zbieramy się na plażę! – wykrzyknęło dziecko irytujące.
     – Ups. Z lodów chyba nici – powiadomiłam Panterę. Jakże mi było przykro z tego powodu.
     – Amber zostaje! – odkrzyknął Malik.
     Wredna małpa w kilka sekund znalazła się przy nas.
     – Nie zostaje. Idzie ze mną – oznajmiła twardo mała paskuda.
     – Amber musi mi zrobić lody.
     – Co ja słyszę?! – zawołał Tomlinson, który jakimś cudem stał za mną. – Phoebe, robisz loda Malikowi? Co kurwa?
     Chłopak wybuchnął śmiechem.
     – Słyszeliście wszyscy? – wydarł się ponownie. – Phoebe ma zrobić loda Malikowi!
     Posypały się pytania w stylu „coo?”, a ja miałam ubaw z ich głupoty.
     – Jestem zniesmaczona. – Nicole musiała wygłosić swoje zdanie. – Ale ok, zostańcie sobie w domu.
     Po kilku minutach wszyscy opuścili dom, oprócz mnie i Zayna. Kiedy tym razem czwórka gejów wychodziła, gwizdali na nas niczym niedojrzałe dzieciaki i mówili coś w stylu „powodzenia”, „bawcie się dobrze”.
     Przeszliśmy do kuchni.
     – A więc zostaliśmy sami – oznajmił Malik, a ja pokiwałam wolno głową.
     – Zauważyłam.
     Zaczęłam wyjmować różne składniki. Nie miałam pojęcia, co będzie potrzebne do zrobienia lodów, ale coś tam wymyślę. Wiedziałam jednak, że na pewno dodam kakao, skoro chciał lody czekoladowe. Otwierałam różne szafki, aż w końcu natrafiłam na to, czego szukałam. Pech chciał, że znajdowało się to wysoko na półce. Wyciągnęłam rękę, ale byłam za niska. Zaczęłam skakać, lecz to też nie przyniosło żadnych efektów. Pantera tylko się ze mnie śmiał.
     – Zamknij się – warknęłam, nie odwracając się.
     Postanowiłam wejść na ladę znajdującą się na dolnych szafkach. Już zabierałam się za wykonywanie swojego genialnego planu, gdy Malik podszedł do mnie, ściągnął kakao z górnej półki i podał mi je.
     – Dziękuję ci, wielki łaskawco – odrzekłam sarkastycznie.
     – Proszę bardzo, Amber.
     – Mógłbyś przestać z tą Amber?
     – Pasuje do ciebie to imię.
     – Ale jaki ty masz w tym cel?
   – To zabawne. Jesteś osobą niesamowicie wkurwiającą wszystkich dokoła, dlatego miło popatrzeć, gdy to ty się wkurwiasz.
     To zajebiście.
     Zaczęłam wsypywać do miski mleko, cukier i takie tam rzeczy, ale nie miałam pojęcia, do czego mnie to doprowadzi.
     Wzięłam do ręki mąkę. Ooo… Czyli miło popatrzeć, jak się wkurwiam? Ja też z chęcią popatrzę na to, jak ty się denerwujesz, sukinsynie.
     Podeszłam do niego szybkim krokiem i wysypałam mu na głowę całą ilość mąki, która znajdowała się w paczce (czyli gdzieś połowę kilograma). Wyglądał tak śmiesznie. Ta biel bardzo, ale to bardzo kontrastowała z jego ciemną skórą, ciemnymi włosami, oczami i nawet ciuchami!
     Wybuchnęłam śmiechem, zginając się w pół.
     – Ja pierdole, szkoda, że siebie nie widzisz – wykrztusiłam.
     Być może gdybym nie była taka rozchichotana, zauważyłabym, jak Pantera bierze do rąk kilka sztuk jajek. Pewnie dostrzegłabym też, jak do mnie podchodzi i zapewne w porę bym się odsunęła, ale niestety. Zbił te produkty wprost na mojej głowie. Zamilkłam natychmiastowo i przestałam oddychać na moment.
     Teraz to on się roześmiał. Wydawało mi się, że śmieje się szczerze… a na pewno tak brzmiało. Spojrzałam na niego zdziwiona. Pierwszy raz usłyszałam jego śmiech… i był to naprawdę piękny dźwięk.
     – Co? – spytał, gdy dostrzegł, że się na niego gapię.
     – Nie za często się śmiejesz – powiedziałam mu, sama nie wiem czemu. Tak jakoś wyszło…
     Zayn wzruszył ramionami.
     Przez moment tylko patrzeliśmy na siebie, a ja zapragnęłam wrócić do tamtej sytuacji z imprezy, gdy leżeliśmy na łóżku... Pozwoliłam sobie wyobrazić, że nikt nam nie przerwał, że sprawy potoczyły się dalej. Zabrakło mi tchu i dreszcz przeszedł mi po plecach. Zmarszczyłam brwi i natychmiast skarciłam się za tak niedorzeczne myśli. Czasem wychodziła ze mnie ogromna idiotka.
     – Pójdę się przebrać – rzekłam i skierowałam się do swojego pseudo pokoju. Tam przywróciłam się do jakiego takiego porządku (wzięłam też szybki prysznic) i z mokrymi włosami (a po jaką cholerę miałam je suszyć?) wróciłam do kuchni. Pantery nie było. Nie czekając na niego (bo i po co? Ciota i tak mi nie pomoże), skończyłam przygotowywać lody. Dzięki kakao miały brązowy kolor, ale nie mam pojęcia, jakie mogłyby być w smaku. Ale byłoby śmiesznie, gdyby Malik przez nie wymiotował!
     Włożyłam je do zamrażalnika i akurat wtedy moją osobę zaszczycił swoją obecnością czysty Zayn.
     – Bransoletka – powiedziałam tylko i wyciągnęłam rękę w jego stronę.
     Mogłam mu ją zabrać siłą już wcześniej, ale stwierdziłam, że to robienie lodów może być niezłą zabawą. A jak te lody okażą się niedobre… oby się okazały!
     Pantera przeszukał pospiesznie kieszenie, po czym spojrzał na mnie tym swoim ciemnym wzrokiem.
     – Nie mam jej. – Zmarszczył brwi, a mnie znów zabrakło tchu.
     – Jak to jej nie masz? – warknęłam. Zabiję gnoja. Zabiję go, jeśli mi zaraz nie odda mojej bransoletki.
     – Pewnie ją zostawiłem u siebie, gdy brałem prysznic – wyjaśnił. – Zaraz ci ją oddam.
     – No ja myślę – syknęłam. – Bo inaczej zyskasz u mnie miano jeszcze większego oszusta, z którym nie wolno negocjować.
     – Jeszcze większego? – Uniósł jedną brew do góry.
     – Tak. Na razie jesteś normalnym oszustem.
     Malik pokręcił głową i ponownie wbiegł na górę, a ja oparłam się o stół. Po kilku chwilach czarnowłosy był już z powrotem na dole i oddał mi moją własność… całą w mące.
     – Co? Co to, kurwa, ma być? – warknęłam. – Wyczyść ją.
     – Chyba w twoich snach – chłopak prychnął.
     Zrobiłam krok w jego stronę.
     – Mówię poważnie.
     – Znów się wściekasz, Amber. Nie wolno być takim agresywnym.
     Zazgrzytałam zębami.
     Zanim jednak zdążyłam coś powiedzieć lub zrobić, zadzwonił dzwonek do drzwi. Żadne z nas się nie ruszyło.
     – No? Na co czekasz? – spytał Pantera.
     – A może ty otworzysz? – parsknęłam śmiechem, bo co to miało być? Z jakiej racji ja mam otwierać drzwi? Nigdy tego nie robiłam u siebie i nie podobało mi się, że zostałam zmuszona do zrobienia tego, wtedy gdy piątka gejów tu przyjechała, ale teraz nawet siłą mnie do tego nie zmuszą.
     – To ty tu jesteś służącą, sama tak mówisz zresztą.
     Ja to mówię w pogardliwym wyrazie, bo wiem, jaki to paradoks. Córka milionera służącą.
     – Ja nie otwieram – rzuciłam twardo.
     – Ja też nie.
     – To nie. – Wzruszyłam ramionami.
     Wyraźnie słyszałam jak ktoś pociągnął za klamkę. Drzwi przecież były otwarte.
     – Hej, to ja! Mogę wejść? – krzyknął tak dobrze znany mi głos.
     – Jeszcze tej suki tu brakowało – mruknęłam.
    – Ja tam ją lubię – zaoponował Malik z lekkim uśmiechem, pewnie po to, by mnie wkurzyć. A jakże.
     – Ty tam się nie liczysz, bo ty lecisz tylko na puste lalunie – oznajmiłam.
     – Hej! Pukam i wołam, a wy nie odpowiadacie! – Harriet stanęła w progu. – No nie. Ta dziwka tu jest. Ty też zostałaś?
     – Nie, poszłam sobie – odparłam bezczelnie.
     – Jesteś niemożliwa.
     – Mnie też jest miło, suko.
     – Lepiej idź już się wyżalić na ramię swojego cioty, jak to niegrzecznie cię potraktowałam – zaczęła Tower przesłodzonym tonem. – O nie. Zapomniałam. Przecież go tu nie ma.
     Ta suka… ta zdzira… ona dobrze wie, że tęsknię za Andy’m i tak perfidnie to wykorzystuje, że normalnie mam ochotę coś rozwalić.
     – Ojej, przyszłaś tu bez przyjaciół? Czy coś się… Ach, no tak! Ty nie masz przyjaciół!
     Moje oczy zamieniły się w żywe błyskawice.
     – Kurwa, weźcie–
     – Pierdolcie się obydwoje. – Bezczelnie przerwałam Malikowi i sprawiło mi to niemałą przyjemność.
     Wyszłam z tej pieprzonej kuchni i zamierzałam iść do na górę, ale wtedy usłyszałam jakieś dźwięki z głębi domu. Powędrowałam więc dalej korytarzem i stanęłam pod drzwiami od pokoju gier. Przyłożyłam do nich ucho. Faktycznie, w środku coś się działo. Gwałtownie popchnęłam wrota i oniemiałam na widok Stylesa z Becky. Nie żeby sobie grali w bilard. Oni leżeli na stole od bilardu. Nadzy. Jezu, oni najzwyczajniej w świecie się pieprzyli.
     What the fuck?
     Co tu się dzieje w tym domu?
   – Wypierdalaj! – warknął Harry, a ja parsknęłam śmiechem. Tak komiczna była ta sytuacja, że nie mogłam się powstrzymać.
     – Nie przeszkadzajcie sobie – wykrztusiłam i zamknęłam drzwi.
     O ja pierdole. Nie no, co tu się dzieje?
     Poszłam z powrotem do kuchni, gdzie nadal przebywali Pantera z Harriet.
   – Idźcie do pokoju gier – poleciłam im, uśmiechając się ukradkiem. – Tam możecie przyłączyć się do pewnej zabawy, którą tak bardzo lubicie.
     Nie ruszyli się z miejsc.
     – Mówię poważnie. Idźcie. Chyba że jesteście tchórzami?
     Taka gadka zawsze działa na Tower. Suka wzięła za rękę Malika i razem skierowali się do wymienionego przeze mnie miejsca.
     Skradałam się za nimi, lecz pozostawałam w odpowiedniej odległości.
     – Kurwa, co to ma być?! – wydarł się Styles.
     Znów wybuchnęłam śmiechem. Harry chyba będzie musiał skończyć, nie zaspokajając swoich potrzeb. Jakie to smutne.
     Zajebiście smutne.
   Na dworze znów była taka piękna pogoda. Słoneczko, lekki wiaterek, skwar nie do wytrzymania.
     W Nowym Yorku przynajmniej częściej pada.
     W moim pseudo pokoju zadzwoniłam do Andy’ego. Tak, znowu. Co ja poradzę, że tak za nim tęsknię? Miło było słyszeć jego głos, ale chciałam go zobaczyć, przytulić, porobić coś szalonego, głupiego i być może nielegalnego. Chciałam znów wykąpać się z nim nago w stawie. Chciałam znów założyć się o to, kto zje więcej wiśniowego kisielu z majonezem i razem z nim po tym czuć się jak trup. Chciałam znów poszaleć w wesołym miasteczku. Chciałam znów wkraść się nocą do jakiegoś biurowca i malować na ścianach wszystko, co nam przyjdzie na myśl. A może wymyślilibyśmy jakieś nowe, świetne zajęcie? Na pewno. Andy jest tak pełen pomysłów, że czasem mnie przeraża (oczywiście pomijając to, kiedy mówi o tej swojej matematyce i tych całych naukowych pierdołach).
     Naszą rozmowę przerwało nam gwałtowne wtargnięcie Stylesa. Ojej. Chyba się zezłościł.
     – Andy, muszę kończyć.
     Odłożyłam telefon bezpiecznie na szafkę.
     – Więc czego sobie życzysz, przychodząc tu do mnie? – zapytałam niewinnie.
     – Co ty sobie wyobrażasz, co? – Chłopak podszedł do mnie i popchnął mnie lekko.
     – Ej, nie pozwalaj sobie, Styles – warknęłam.
     – Myślisz, że to było zabawne?!
     Udałam zamyśloną, choć przecież już znałam odpowiedź.
     – Tak. To było zabawne. A co? Nie udało ci się dojść? Biedaczek.
     Kędzierzawy znów mnie popchnął.
     – Styles. – W moim głosie kryła się groźba.
     – To była zemsta? Za to, że przerwałem wtedy tobie i Malikowi? Miałaś na niego ochotę?
     – To nie była żadna zemsta, człowieku. Nie wymyślaj problemu tam, gdzie go nie ma. – Przewróciłam oczami.
     – Malik ma rację, jesteś zajebiście wkurwiająca.
     Nagle Styles przyparł mnie do szafki z taką siłą, że aż mnie zamroczyło i naprał swoimi ustami na moje. Jego ręka natychmiastowo skierowała się w dolne rejony i nieproszona wdarła się do moich spodni.
     Kurwa, nie wiem nawet, jak nazwać tę sytuację. To gorzej niż zwykłe „chore”.
     Odepchnęłam go mocno.
     – Trzymaj swojego chuja przy sobie, skurwysynu – niemal wyplułam z siebie te słowa. – Pierdolisz się z inną, a godzinę później przychodzisz do mnie? Skurwysyn i tyle. Wypierdalaj stąd.
     Styles wydawał się oszołomiony, ale posłusznie wyszedł. Z hukiem zamknęłam za nim drzwi.
     Nie potrafię zrozumieć, co tu się dzieje. To wszystko jest jakieś popieprzone. Normalnie chyba pobiłam jakiś swój rekord. Piątka chłopaków, a już z trzema się całowałam. Nieźle, Phoebe, naprawdę.
     Nie no, ja pierdole, nie mogę tego ogarnąć.
     Do wieczora nie wychodziłam z pokoju.
    Nawiedziło mnie też trochę inne uczucie, jakie już kiedyś też mnie nękało. Co jeśli naprawdę jestem zwykłą dziwką? Czy daję dupy na prawo i lewo? Mam wrażenie, że większość facetów myśli o mnie właśnie pod tym kątem. Jasne, to super, bo pociągam facetów i tak dalej, ale… Ja nie jestem po prostu dziwką. Pod tą moją powłoką jednak kryje się jakaś osoba. Nie wiem, czy jest bardzo wartościowa, ale jednak… osoba. Człowiek. Jak na razie to tylko Andy zechciał poznać mnie, taką prawdziwą mnie. Kiedy już nie jestem bezczelną egoistką.
    Co nie znaczy, że bycie bezczelną egoistką mi przeszkadza. Taka już jestem i przyzwyczaiłam się do tego…

8 komentarzy:

  1. Cuudoo! Czekam na szybkiego nexta!

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeje C U D O
    Ja chcę więcej i więcej
    Genialny rozdział
    Masz mega mega wielki talencik
    Czekam na nexcik
    Ściskam Mela:*

    OdpowiedzUsuń
  3. Suuuuuuuuuuuper!!!!!
    Kochana, ten rozdział, to było po prostu... WoW!!
    Ok, nie rospisuje sie już.



    MECHI♥♡♥♡

    OdpowiedzUsuń
  4. Odpowiedzi
    1. Niby jedno słowo, ale tyle w sobie zawiera... xD W każdym razie dziękuję :)

      Usuń
  5. Uderzyłaś mnie wczoraj.. Jak każdemu jest przykro z tego powodu :P
    Dla ciebie Malik to służąca, ale ciekawe jak będziesz śpiewał jak będzie ci dane poznać prawdę o Phoebe..
    Jak przeczytałam co ma zrobić Phoebe, żeby odzyskać bransoletkę to ekhm.. a on, że czekoladowe xD
    No i można powiedzieć, że przez chwilę było pomiędzy Malikiem i Phoebe nawet miło ale oczywiście to nie mogło trwać.
    Styles ty oblechu.. Nieładnie tak z Segovią a później do Phoebe. O.o W ogóle to dziwne..
    Czekam na kolejny ;)
    Tina

    OdpowiedzUsuń
  6. Super! Tylko nie ogarniam tego że każdy ma ... ochotę? Na phoebe.... Ciekawe co będzie dalej... Czekam niecierpliwie!
    szpiegostwo-poplaca.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń