poniedziałek, 3 listopada 2014

ROZDZIAŁ TRZECI

     Trudno mi było w to uwierzyć, ale obudziłam się sama! Nie było irytującego telefonu, nikt też nie nawiedził mnie w pokoju.
     Spojrzałam na słodziaśny kalendarz wiszący na jednej ze ścian i skrzywiłam się. Jestem tu dopiero trzeci dzień. T r z e c i! A ja już mam dość tego wszystkiego…
     Przewróciłam się na drugi bok. Z moich ust wydobyło się głośne westchnięcie. Mój spokój nie potrwał jednak długo. Do mojego pokoju… przepraszam, do tego czegoś o różowych ścianach, wtargnęło dziecko irytujące z… trąbką w ręce? WTF? Blondyna brutalnie zabrała mi poduszkę spod głowy i uruchomiła swój sprzęt, który zaczął przeraźliwie piszczeć, a na koniec wskoczyła na mnie i zaczęła po mnie skakać. Byłam lekko zdezorientowana.
     – Śliczny masz pokój – powiedziała, stając na podłodze i uśmiechając się do mnie sztucznie.
     Wtedy krzyknęłam. Sięgnęłam ręką pod łóżko i wyjęłam patelnię, czyli najlepszą broń wszech czasów (nie pytajcie, skąd się tam wzięła, bo to moja tajemnica). Zerwałam się na równe nogi i ruszyłam w stronę paskudy, która zaczęła uciekać i drzeć się wniebogłosy, coś typu „morderca”, „one chce mnie zabić”. Ja natomiast wydałam z siebie okrzyk bojowy, niczym tubylcy z Afryki. Zjechałam po poręczy schodów i wpadłam do kuchni, gdzie chwilę wcześniej wbiegła Nicole. Była tam już piątka nieproszonych współlokatorów, ale nie zwróciłam na nich szczególnej uwagi. Miałam inny cel. Przedostałam się do jadalni, a stamtąd na korytarz. Kiedy dziecko irytujące znów wbiegło do kuchni, ja schowałam się za drzwiami łączącymi jadalnię z korytarzem. Gdy usłyszałam przyspieszone kroki, wyciągnęłam rękę, ale specjalnie ułożyłam ją nieco za wysoko, by tylko nastraszyć małą paskudę. Wtedy jednak usłyszałam charakterystyczny trzask patelni o czyjś łeb. Trochę zdziwiona wyszłam ze swojej kryjówki. Jakie było moje zdziwienie, kiedy ujrzałam na podłodze skręcającego się chłopaka. Louisa chyba. Parę metrów dalej stała wredna małpa. Tak blisko!
     Trąciłam chłopaka nogą i mruknęłam:
     – Będzie żył… chyba.
     Z jego nosa leciała krew. Nie walnęłam aż tak mocno. Ten chłop jest po prostu słaby. I tyle.
     – Ty… ty naprawdę byś mnie uderzyła – wyjąkała Nicole przestraszonym głosem.
     Tak! Phoebe lubi, jak jej się dzieci boją!
     Na nowo uniosłam patelnię, a dziewucha z krzykiem zaczęła uciekać przez kuchnię. Ruszyłam za nią. Kiedy znalazłam się w towarzystwie tym razem czwórki gejów, rzekłam, wymachując patelnią:
     – Radziłabym wam zająć się waszym poszkodowanym kolegą.
     Chyba Liam zmarszczył brwi i poszedł do jadalni, po czym wykrzyknął:
     – O kurwa! Chodźcie tu!
     Z lekkim uśmieszkiem na twarzy zaczęłam szukać Nicole.
     Kiedy mijał mnie chłopak z kawowymi oczami, Zayn chyba, zlustrował mnie wzrokiem od stóp do głowy.
     – Niezłe wdzianko – mruknął i minął mnie.
     Spojrzałam w dół i przygryzłam dolną wargę. Cały czas miałam na sobie moją dość skąpą piżamkę! Zawstydziłam się lekko, ale starałam się nie zawracać sobie tym głowy.
     – Idę po ciebie, Nicole! – wykrzyknęłam.
     Skierowałam się do salonu, a mała paskuda wrzeszczała. Przy drzwiach wyjściowych zatrzymał mnie jednak kobiecy głos.
     – Co tu się wyrabia? – spytał (w sensie, ten głos).
     Zobaczyłam kobietę po dwudziestce z czarnymi krótkimi włosami i kolczykiem w nosie.
     – Nic szczególnego – wzruszyłam ramionami. – Poluję tylko na blondynę, by zdzielić ją patelnią.
     Nicole umilkła i ostrożnie podeszła do nas.
     – Rodziców nie ma? – zapytała nowo przybyła, idąc do salonu i rozglądając się.
     – Nie ma, wyjechali przedwczoraj. Pani już wtedy powinna tu być – wygarnęła mała paskuda.
     Coś mi zaświtało, ale musiałam się upewnić.
     – Kim jesteś? – spytałam wrogo.
     – Becky Segovia, wasza opiekunka – zaśmiała się. – Ale skoro pana i pani domu już nie ma… po prostu zajmiecie się sobą. W domu macie być najpóźniej o północy, a jeśli przyjdziecie choć minutę później, przetrzepię wam skórę. To moja jedyna zasada, reszta mnie nie interesuje.
     ­­­­­­­– Nie możesz – pisnęło dziecko irytujące. – Nie za to rodzice ci płacą! Wszystko im powiem!
     – Jak myślisz, komu uwierzą? Jakiemuś smarkatemu dzieciakowi, które nazywają córką, czy odpowiedzialnej i rozważnej opiekunce? – Uśmiechnęła się złowieszczo.
     Właściwie… jak tak porządnie to przemyśleć… lubię ją.
     – Mnie tam to pasuje. – Wzruszyłam ramionami i rzuciłam patelnię na kanapę. Ode chciało mi się bicia nią kogokolwiek.
     Udałam się do tym razem do pustej kuchni, gdzie zjadłam śniadanie. Cała czwórka opatruje pewnie teraz swojego biednego, zmaltretowanego przyjaciela. Och, jak mi przykro. Ten cały Louis jest drugą osobą, której przypieprzyłam z patelni! I to zupełnie przypadkowa ofiara!
     – Panienko Phoebe, chce mi się pić! – wydarła się mała paskuda. Oho, już przestała się mnie bać?
     Już miałam odpowiedzieć coś w stylu „to sobie, kurwa, przynieś” albo „nie pracuję dla biednych bezdomnych”, ale stwierdziłam, że i tak przegram. Niestety. Dopóki tata żyje na tym świecie, Nicole ma nade mną przewagę. Hej… przyszedł mi do głowy pewien pomysł… Dobra, nie wszystkie moje pomysły są genialne. A za ten poszłabym siedzieć. Jakoś mi się nie uśmiecha spędzić życie w pierdlu. Zresztą, nie chcę nikomu wyrządzać trwałej krzywdy.
     – Phoebe! – Anderson krzyknęła.
     Mruknęłam coś pod nosem i nalałam jej pomarańczowego soku do szklanki. Poszłam do salonu, gdzie na kanapie wypoczywała paskuda. Potknęłam jej napój pod nos, a ona spojrzała na niego z ukosa i… wylała całą jego zawartość na moją górę od piżamy!
     – Co kurwa? – spytałam machinalnie i utkwiłam zdezorientowany wzrok na swojej bluzce.
     – Nie lubię tego soku. Przynieś mi jabłkowy – rzekła głosem pełnym wyższości. Ach, czyli już zapomniała o mojej koleżance patelni?
     – I to był powód do wylewania tego soku na mnie? – powiedziałam to spokojnym głosem, choć w środku mnie wrzało. Mówiłam już, że strasznie łatwo jest wyprowadzić mnie z równowagi?
     – Czysty przypadek. – Wzruszyła ramionami.
     – Słuchaj, wredna małpo, nie jestem tu z własnej woli, choć zgodziłam się na wypełnianie jakichś durnych rozkazów. Takiego czegoś tolerować jednak nie będę i mam nadzieję, że dotarło to do twojego pustego mózgu. A jeśli nie, to cóż, sprawię, że zrozumiesz. – Uśmiechnęłam się w taki sposób, że musiała domyślić się, o jaki sposób mi chodziło.
     – Zadzwonię do twojego ojca i powiem mu, że mi grozisz! – oznajmiła podniesionym głosem.
     – To sobie dzwoń, tata na pewno mnie zrozumie. – No cóż, trochę skłamać trzeba. – Po za tym, jak myślisz, komu uwierzy? Jakiejś smarkuli z pustą głową, czy własnej rodzonej córce?
     Tak, to ostatnie też było kłamstwem. Ojciec na pewno nie mnie by uwierzył, zważając na moje wcześniejsze występki. Uwierzyłby każdemu, oprócz mnie. Może Andy’emu nie, chociaż nie potrafię zrozumieć, dlaczego tata aż tak bardzo go nie lubi.
     Na koniec, kopnęłam kanapę, gdyż nie mogłam się już powstrzymać. Odwróciłam się, zarzucając swoimi brązowymi włosami i wbiegłam schodami na górę. Wypadałoby się przebrać.
     Z jednego z pokoi wybiegł jeden z nieproszonych współlokatorów i zaraz zniknął w innym pomieszczeniu. Nagle usłyszałam:
     – Co zrobiła?! Przypierdoliła mi patelnią?!
  Czyli Pan Poszkodowany już się obudził. To dobrze. Jeszcze bym miała jakieś nieprzyjemności… W końcu tak naprawdę nie wiem, kim oni są.
     Kiedy dotarłam do siebie, przebrałam się. Tradycyjnie: krótkie spodenki i bluzka na ramiączkach. W najbliższych dniach będę musiała zrobić pranie… Do jakiego poziomu muszę się zniżyć? Niedługo naprawdę poczuję się jak służąca. Zadzwoniłam do Andy’ego i pożaliłam mu się, jak mi tu jest źle. Chłopak jakoś podniósł mnie na duchu, ale strasznie za nim tęskniłam. Rozmowę przerwała nam śmiertelnie obrażona Nicole, która oznajmiła mi, że idziemy na plażę i mam się szykować. Taa, nienawidzę plaż, a wody już tym bardziej.
     Założyłam granatowe bikini i spakowałam kilka najpotrzebniejszych rzeczy do torby. Na nos nałożyłam okulary przeciwsłoneczne. Może chociaż się opalę. To byłaby miła odmiana tego wyjazdu.
     Kiedy zeszłam na dół, wszyscy już na mnie czekali, łącznie z naszą pseudo opiekunką.
     – Poniesiesz mi torbę – powiedziała mała paskuda i wręczyła mi swój bagaż. Zacisnęłam zęby i bez słowa wykonałam jej prośbę.
     Wyszliśmy. Czułam się jak na jakiejś pieprzonej kolonii, słowo. Zostałam na końcu i dreptałam za innymi chodnikiem, mijając piękne, ogromne wille. Niemal wszystkie były koloru białego. To jakaś nowa moda, czy co? Mój dom jest koloru kremowego.
     Dotarliśmy na krawędź klifu oraz metalowych schodów, a ja myślałam, że zwariuję. Mam iść po schodach z dodatkowym obciążeniem? W dół to jeszcze sobie poradzę, ale pod górę? Nie mam aż takiej dobrej kondycji.
     Nie odezwałam się jednak. Wszyscy sobie wesoło gawędzili i cieszyli się, że idą na plażę. Co w tym fajnego? To tylko piach, który wszędzie wlatuje i trudno się po nim idzie. Nienawidzę plaż.
     – Och, proszę, Phoebe chyba nie jest za bardzo zadowolona – zaśmiał się Zayn. Taa, Phoebe. Równie dobrze w miejsce „Phoebe” mógłby wstawić „gówno”.
     Reszta mu zawtórowała.
     – Och, proszę, Zayn ma dziś zbyt dobry humor – powiedziałam, naśladując jego kpiący ton. Tak, odwdzięczyłam mu się.
     – Nie jesteś zbyt pyskata jak na biedną służącą? – spytał Malik, nie ukrywając pogardy.
     Wzięłam głęboki oddech. Zapomniałam. Oni mnie mają za biedną, małą, nic nieznaczącą służącą. Matko, jak bardzo chciałabym mu powiedzieć, że jestem córką milionera. Ale nie mogę! Przeklęty zakaz!
     – A ty kim jesteś, żeby mnie osądzać? – Swoją godność jednak miałam. Służąca czy nie, nie dam sobą pomiatać.
     – Nie osądzam cię, tylko wyrażam swoje przypuszczenia.
     Nie zdążyłam odpowiedzieć, gdyż doszliśmy na dół, a moje stopy zanurzyły się w piasku. Zdjęłam japonki i trzymałam je w ręku.
     Plaża była całkiem spora i miała ratownika. Umięśnionego ratownika. Aż się chciało wejść do wody i topić się. Przebywało tu trochę ludzi, jednak to nic w porównaniu z publicznymi plażami, gdzie każdy wchodzi na każdego z rozkładaniem koca. W oddali stał bar, rosły tu też palemki. Całkiem przyjemnie, muszę przyznać.
     Rozłożyliśmy się na piasku. Wyjęłam swój koc i zdjęłam niepotrzebne ubrania. Słońce prażyło. Spoglądałam na pozostałych i ze zgrozą musiałam przyznać, że ich święta piątka miała całkiem niezłe klaty. Wyjęłam krem do opalania i zrobiło mi się trochę smutno. Andy zawsze smarował mi plecy, a teraz… nie ma tu nikogo, kto by mi pomógł. Poczułam się samotna, naprawdę samotna i aż mnie zmroziło od tego uczucia. Musiałam przestać o tym myśleć.
     – Hej, Niall, wysmarujesz mi plecy? – spytałam i uśmiechnęłam się promiennie.
     Blondynowi zaświeciły się oczy.
     – Pewnie.
     Zrobiłam sobie koka i chłopak zabrał się do pracy. Kiedy skończył, podziękowałam mu i znów się uśmiechnęłam, ale tym uśmiechem, na który łapałam większość facetów.
     Nicole, z kolei, kazała mi się wysmarować, po czym wpadła do wody.
     – Przyjemnie chłodna! – wykrzyknęła.
     Położyłam się na kocu, na brzuchu i zamknęłam oczy. Okulary przeciwsłoneczne przesunęłam na włosy. Będę tak leżeć cały dzień. Z niemałą przyjemnością wsłuchiwałam się w wszelkie odgłosy. Szum fal, głosy ludzi… Mój spokój potrwał może… czy ja wiem? Piętnaście minut? Dwadzieścia? W każdym razie nagle, ni stąd, ni zowąd, na moje plecy spadły zimne krople wody. Podniosłam się z lekkim krzykiem. Zagotowało się we mnie na widok wielce rozśmieszonego Harry’ego. Zauważyłam jednak, że był mokry. Chłopak nie dostrzegł mojego małego uśmieszku, gdyż był zbyt zajęty szydzeniem ze mnie. W mgnieniu oka ukucnęłam, nabrałam w dłonie tyle piasku, ile zdołałam i wszystko posłałam w kierunku Styles’a. Brunet odsunął się jak oparzony, ale cóż, było już za późno. Całe ciało w niewygodnym piasku…
     – Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni – powiedziałam, a moją twarz rozświetlał zwycięski uśmiech.
     – Suka – syknął pod nosem i chyba myślał, że tego nie usłyszałam.
     – Pedał – mruknęłam i odwróciłam się do niego plecami, napawając się jego wściekłą miną.
     – Patrzcie, ktoś tu zdenerwował Styles’a! – wykrzyknął Niall i również zaczął się śmiać, a do niego dołączył Louis.
     Chyba mogę polubić Nialla. Nie jest może podobny do mnie, ale… kurczę, przypomina mi Andy’ego.
     Nałożyłam na nos okulary przeciwsłoneczne i podeszłam do brzegu, pozwalając, by woda obmywała moje stopy. Nie weszłam głębiej. Nie było w ogóle o tym mowy. Ja nienawidzę mórz, oceanów, jezior, rzek i wszelkich innych akwenów… do basenów też raczej się nie zbliżam. Dlaczego? Tu raczej nie chodzi o mój strach przed wodą… a przynajmniej nie taki, jaki odczuwają inni ludzie.
     Zapatrzyłam się w horyzont i odszukiwałam statków, które wypłynęły w głąb oceanu.
     Wtedy znów zostałam bezczelnie ochlapana, gdyż koło mnie przebiegła Nicole, która uciekała przed Louisem. Już zdążyli się polubić. Oczywiście.
     – A ty na co tak patrzysz, co? – odezwał się sarkastyczny głos za moim plecami, wywołując we mnie niezrozumiały dreszcz. WTF? Co to za reakcje?
     – Nie twój interes, Malik – warknęłam. Podobało mi się brzmienie jego nazwiska w moich ustach i to, że nie musiałam się wysilać, by je zapamiętać. Nigdy nie miałam zbytnich problemów w zapamiętywaniu czyichkolwiek imion i nazwisk, w przeciwieństwie do Andy’ego. Ze sto razy musiałam mu powtarzać, jak się nazywam, bo idiota nie mógł tego spamiętać.
     Zayn zrównał się ze mną i popatrzył na mnie wrogo.
     – Czy ty właśnie użyłaś mojego nazwiska? – zapytał z pogardliwym uśmieszkiem. Jego brak szacunku dla mojej osoby działał mi na nerwy. On na pewno nie był lepszy ode mnie.
     – To jakiś problem? – Gdybym paliła w tamtym momencie papierosy, byłby to doskonały moment do wydmuchania mu dymu papierosowego prosto w twarz.
     – To niekulturalne.
     Prawie parsknęłam śmiechem. Bo za to on naprawdę był tak bardzo kulturalny. Dobrze, że zwrócił mi uwagę, teraz przynajmniej wiem już, gdzie popełniłam błąd i będę mogła brać z niego przykład.
     – Czyli mam rozumieć, że ty jesteś kulturalny?
     – A nie jestem?
     Teraz już nie mogłam się powstrzymać; parsknęłam śmiechem.
     Jego uśmieszek z pogardliwego stał się bardziej… hmm… wrogi? Jego spojrzenie wypalało we mnie dziury.
     – Pierdol się, Malik – powiedziałam to najbardziej uprzejmym tonem, na jaki było mnie stać.
     Odwróciłam się i wróciłam na koc. No proszę, nie ma jeszcze południa, a już udało mi się zdenerwować dwóch chłopaków. Ale czego innego można się po mnie spodziewać? Inni ludzie to mnie wiecznie grają na nerwach, czemu więc nie mam być taka sama w stosunku do nich?
     Mała paskuda na razie dała mi spokój, więc opalałam się i słuchałam ich rozmów. Całkiem sporo się dowiedziałam. Cała ich piątka mieszkała w Londynie. Są taką „paczką” kumpli. Nie do końca rozumiem ich relacje, bo, na przykład, Zayn i Harry jakoś niespecjalnie za sobą przepadają, tak jak Liam i Louis. I miałam niejasne wrażenie, że Niall lekko boi się Malika i Styles’a. Strasznie to dziwne. Kim oni tak naprawdę są?
     – Ej, Phoebe! – krzyknął Niall, a ja uniosłam głowę. – Grasz z nami?!
     Wszyscy stali nieopodal na dotychczas niezauważonym przeze mnie boisku do siatkówki. Blondyn trzymał piłkę i wszystko wskazywało na to, że reszta także jest gotowa do gry. Dziecko irytujące przebywało z boku, a pseudo opiekunka czytała gazetę, opalając plecy.
     – Ona się boi, że ją pokonam – zakpił Styles.
     Wstałam powoli i przeklęłam pod nosem. Wiedziałam, że Harry tylko mnie podpuszcza, ale nie mogłam pozwolić na szydzenie ze mnie. W taki czy jakikolwiek inny sposób.
     Dołączyłam do drużyny Nialla i Liama. Grałam przeciwko Louisowi, Malikowi i Styles’owi.
     – O co gramy? – zapytał Louis z cwaniackim uśmiechem.
   – Przegrana drużyna przyjdzie tu w nocy i nago wykąpie się w oceanie – powiedział Pantera (świetne przezwisko) i popatrzył mi prosto w oczy. Dreszcz przeszedł mi po plecach, ale nie za bardzo wiedziałam, czym był spowodowany. Spojrzeniem czy pomysłem?
     – Nie – zaprotestowałam twardym głosem.
     – A co? Boisz się, Amber? – spytał kpiącym tonem.
     – Amber? Nie tak mam na imię – zauważyłam z politowaniem.
   – Pasujesz mi na Amber – stwierdził Malik. – Wszystkie Amber, jakie dotychczas poznałem, były sukami.
     Och, miło. Mnie, z kolei, imię Amber też nie kojarzyło się zbyt dobrze.
     – To co? Układ stoi? Nocne kąpanie bez ubrań? – upewniał się Niall.
     – Nie!
     – To co proponujesz w takim razie, Phoebe? – Styles, czyli kolejny, który wypowiada moje imię z pogardą.
     Po co w ogóle graliśmy o coś? Oni wszystko komplikują.
     – Przegrana drużyna… – potarłam oczy wierzchem dłoni. – Przegrana drużyna... przyjdzie na plażę w nocy… i… będzie tam spać?
     – Beznadziejny pomysł – skwitował Louis. Ja pierdole, to na pewno było lepsze od kąpania.
     – Więc głosujmy. Kto jest za nocnym kąpaniem bez ubrań? – zapytał Harry i wszyscy zagłosowali oprócz mnie.
     – Ustalone.
     Nic nie było, kurwa, ustalone.
     – Ile gramy setów? – Chciał wiedzieć Liam.
     – Jeden. Nie będziemy się patyczkować – odpowiedział Malik i znów zlustrował mnie swoim ciemnym wzrokiem.
     Gra rozpoczęła się, a ja musiałam to wygrać.
     Szliśmy łeb w łeb, aż nagle ich drużyna zdobyła lekką przewagę. Zaczynałam panikować.
     – Szykuj się, Phoebe! Nocne kąpanie! – krzyknął Styles i zaserwował.
     Wściekłam się. Liam odebrał piłkę, podał do mnie, a ja przebiłam ją na ich połowę z taką siłą i precyzją, że trafiłam Harry’ego w łeb.
     Wybuchnęłam śmiechem, tak samo jak reszta. Brunet zgiął się w pół i masował głowę. O Boże, nie mogłam wytrzymać. Śmiałam się i śmiałam, nie mogłam przestać. Aż brzuch zaczął mnie pobolewać.
     Chichotałam jeszcze wtedy, gdy wznowiliśmy grę. Styles cały czas próbował trafić we mnie, ale mu się nie udawało, za to ja byłam zbyt rozbawiona i nie mogłam się skupić.
     Przegraliśmy.
     Kurwa.
     Nie jest dobrze.
     Dobrze wiedziałam, że nie wejdę do wody. Nie ma w ogóle o tym mowy.
     Wyjdę na tchórza.
     – Widzimy się później – rzekł do mnie Malik, gdy stałam już przed drzwiami swojego pokoju. Spojrzał prosto na moje cycki i wszedł przez jakieś drzwi.
     Jezu. 

____________________________

Także no, opóźnienie spowodowane świętem zwanym Wszystkich Świętych. To cud, że dziś dodałam rozdział. W sumie to zrezygnowałam dla Was z uczenia się na sprawdzian z francuskiego, doceńcie to :D
Do napisania,
pozdrawiam,
Meredith :)

13 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. A więc tak.
      Rozdział boski. Ta Phoebe jest taka nieobliczalna. Z tą patelnią to świetny pomysł. Opiekunka "troszkę się spóźniła". Rozdział całe jest mega. Końcówka najlepsza.
      Życzę weny!
      Masz nie zawalić sprawdzianu z francuskiego.
      (Ja mam jutro z Niemieckiego).
      Powodzenia na sprawdzianie! Połamania nóg.!
      Komentarz wyszedł taki długi.
      Mam nadzieje, że Ci nie przeszkadza.
      Pozdrawiam
      Elizabeth

      Ps, Za błędy sorki.
      Pss. Kiedy następny?
      Psss.Oczywiście nie poganiam.
      Pssss. Wejdziesz : http://coffee-to-nie-kawa-coffe-to-imie.blogspot.com/ Proszę.
      Psssss. Ale nie zmuszam.
      Pssssss. Ake bardzo chcę, żebyś weszła.

      Usuń
    2. Haha, ale mi poprawiłaś humor! :D
      Phoebe zrobi jeszcze niejedną zaskakującą rzecz xD
      Niedzięki i ja również życzę powodzenia na sprawdzianie! :)
      Ja lubię długie komentarze, także spoko, nie przeszkadza to mi ;p A następny rozdział pewnie sobota/niedziela (mam nadzieję). Zobaczymy, jak to wyjdzie, ale postaram się dodać wszystko na czas :)
      Pozdrawiam xoxo

      Usuń
  2. o jezu jaka kochana ;** " Spojrzał
    prosto na moje cycki[...] ".

    OdpowiedzUsuń
  3. Haha ;D Atak patelnią. Świetne!
    Louis ofiarą patelni. Czy powinnam mu współczuć? ;p
    A więc Segovia się pojawiła.. Ciekawa osoba z niej. Chyba Phoebe się z nią dogada.
    Phoebe? Zayn? O.o Co wy dajecie?
    Uuu, to się stało z tym zakładem. I co Pheobe wymyśli, żeby nie wchodzić do wody…
    Fajny rozdział. Dużo fajnych akcji i opisów. ;)
    Czekam na kolejny. ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie powinnaś współczuć Louisowi ;p W sumie nikt nikomu nie powinien współczuć w tej historii, bo wszyscy zasłużyli sobie na to, co ich spotkało/spotka :D
      Phoebe i Zayn... Achhh...
      Dzięki, pozdrawiam xoxo

      Usuń
  4. Genialny rozdział XD
    Zakład genialny i ta akcja z patelnią po prostu boska XD
    Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział :>
    Buziaczki ;***

    VeroVero<3

    OdpowiedzUsuń
  5. O h*j!!!
    Stara, to było niezłe.
    Jak ona z tą patelnią Latała za Nicole po domu!!!! HaHa!!!!
    Też nie lubię Mlika, Spoko.
    Końcem i cekam na Next.



    Czekająca na NEXT:
    MECHI♥♡♥♡

    OdpowiedzUsuń
  6. Hej! Dopiero teraz komentuje, więc przeprasza... Hahahahaahaha genialne! No zobaczymy co będzie dalej bo znowu będę zlewać z 1d hahahahha <3 uwielbiam:*
    Pozdrawiam
    szpiegostwo-poplaca.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Będzie krótko, jestem padnięta.
    Słoneczko, urzekłaś mnie, po raz kolejny. Uwielbiam główną bohaterkę, jej podejście do świata i zachowanie. Akcja z patelnią - mistrzostwo.
    Uwielbiam Cię ! <3

    OdpowiedzUsuń