wtorek, 25 listopada 2014

ROZDZIAŁ SZÓSTY

     Uniosłam powieki i spojrzałam w dół. A jakże. Stali tam Malik i Styles. Ten pierwszy miał złośliwy uśmieszek na twarzy, a drugi zmarszczone brwi. Zabawne, że nabrałam ochoty uderzenia w twarz tego pierwszego.
     – Znowu podsłuchujesz – zarzucił mi Pantera.
     Ani trochę nie wydawali się skrępowani czy zażenowani tym, że słyszałam ich rozmowę. Albo tak dobrze udawali.
     – To wy przyszliście rozmawiać w miejsce, gdzie aktualnie przebywałam. – Wzruszyłam ramionami i wygodniej rozsiadłam się na gałęzi. Taa… Tak zajebiście wygodnie…
     – Wiesz, Chambers, z dnia na dzień wkurwiasz mnie coraz bardziej – wyznał Pantera.
     Ojej, jak mi smutno… Chyba pójdę do piwnicy i się potnę…
     – Miło mi. – Kiwnęłam lekko głową na znak, że zrozumiałam.
     – Upodabniasz się do małpy? – spytał wielce rozbawiony Styles. Powinnam wymyślić mu jakieś durne przezwisko. Tak. Stanowczo. Malik przecież już takie ma.
     – Nie chce mi się z wami gadać – mruknęłam.
     – Oczywiście, jesteś na przegranej pozycji. Zachowujesz się zupełnie jak Malik – oznajmił Harry i ewidentnie chciał mnie wkurwić. Słyszałam to po tonie jego głosu.
     Moje oczy szerzej otworzyły się na tę uwagę.
     – Nie zachowuję się jak Malik – zaoponowałam.
     – Tak samo uparta, chociażby.
     – Styles… – zaczął ostrzegawczo Pantera.
     Postanowiłam zejść. W kilku zwinnych ruchach w ciągu kilku sekund stałam przed kędzierzawym.
     – Czy ty czasem nie pozwalasz sobie na zbyt dużo? – warknęłam.
     – Tak samo–
     Nie dokończył, bo potraktowałam go tak samo jak cholernego Ryana. Pięścią w twarz. Na mojego brata przyrodniego to zawsze działa. Styles stęknął, a Malik parsknął śmiechem, ale widziałam, że powstrzymuje się przed głośniejszym wybuchnięciem.
     – A ty co? Chcesz być następny? – zwróciłam się do Zayna.
     – Spokojnie, Amber, spokojnie.
     Tylko że się nie uspokoiłam. Byłam w tym stanie, że moje myśli i groźby przeradzałam w czyny. Zamachnęłam się więc znów, by uderzyć tym razem Panterę (ależ jestem agresywna), ale on nie dał się zaskoczyć. Złapał mnie za nadgarstek i odwrócił tak, że przyległam plecami do jego klatki piersiowej. Malik nieznacznie zbliżył swoje usta do mojego ucha i wyszeptał do niego przez włosy:
     – Nie bądź taka agresywna, Amber. I nie próbuj mnie więcej uderzyć, bo i tak to ci nie wyjdzie.
     Po czym mnie puścił. Zerknęłam na Stylesa. Przyglądał się tej sytuacji z uniesionymi brwiami. Z jego nosa trochę sączyła się krew. Uśmiechnęłam się diabelnie na ten widok.
     – Jak nikt potraficie zepsuć człowiekowi humor – wygłosiłam na końcu i skierowałam się w stronę wejścia do domu. Na moich ramionach pojawiła się gęsia skórka – pomimo mocno grzejącego słońca, było chłodno, gdyż wiał zimny wiatr. Jeden z takich nielicznych dni; zazwyczaj tu nie ma wiatru.
     – Ja mam popsuty humor na sam widok twojej osoby – dodał Styles, jakby kogokolwiek to obchodziło. Przewróciłam też oczami na tę uwagę, aby pokazać, jak kompletnie mnie to nie obchodzi, chociaż on nawet tego nie zauważył, w końcu szłam plecami do niego.
     Następnego dnia kolejny raz wybraliśmy się na plażę. Niee. Znów nikt nie liczył się z moim zdaniem. Jakbym naprawdę była służącą.
     Kiedy z grymasem na twarzy pakowałam ręcznik do torby, do mojego pseudo pokoju wparowała wredna małpa, bez pukania oczywiście.
     – No czego znowu? – warknęłam.
     – Telefon do ciebie – powiedziała tylko i wręczyła mi słuchawkę.
     Spojrzałam na nią przenikliwie i ruchem dłoni kazałam jej odejść. Dziecko irytujące przewróciło oczami, ale posłusznie wyszło. Jakie to przyjemne uczucie.
     Przyłożyłam słuchawkę do ucha.
     – Tak, słucham? – rzekłam monotonnym głosem.
     – Witaj, Phoebe, drogie dziecko! – przywitał mnie ojciec.
     Oł. Nie rozmawiałam z nim od tamtego czasu nazwania go najgorszym ojcem na świecie. On też jakoś nie przejawiał szczególnych chęci do porozmawiania ze mną. Aż do teraz.
     – Po co dzwonisz? – spytałam chamsko.
     – Możesz zmienisz ton?
     Przewróciłam oczami. Jezu.
     Więc po co dzwonisz? – Mój miły głos był udawany.
     – Jesteś moją córką, chcę wiedzieć, co tam u ciebie.
     – Gdybym była w Nowym Yorku, nie miałbyś takich problemów.
     – Nadal masz mi to za złe?
     – Czy ty sobie żartujesz? Ile razy można ci to powtarzać? Zniszczyłeś mi wakacje!
   – Zrobiłem to dla twojego dobra. Musisz nabrać pokory, a to jeden z lepszych pomysłów, na jakie wpadłem.
     – Jeden z lepszych pomysłów – przedrzeźniałam ojca. Nie mogłam się powstrzymać.
     – Phoebe… – zaczął ostrzegawczym tonem. – Ja już nie wiem, co mam z tobą zrobić…
     – Gdybyś był ze mną szczery od początku, podejrzewam, że nigdy do takich sytuacji by nie doszło – wygarnęłam mu po raz setny. Pociągnęłam nosem.
     – Przeprosiłem cię już za to milion razy.
     – I myślisz, że to mi pomoże? Słowo „przepraszam”? Musiałeś do mnie zadzwonić akurat rano i już tak wcześnie popsuć mi humor? Dlaczego tak bardzo mnie nienawidzisz?
     – Dziecko drogie, co ty opo–
     – Nienawidzę tego miasta, nienawidzę tego domu i tych ludzi, którzy tu mieszkają! I dodatkowo muszę chronić twój pierdolony honor! Ale oczywiście, kiedy wrócę, usłyszę kolejne pieprzone „przepraszam”, czyż nie?
     – Phoebe, natychmiast się uspokój! To jest nie do pojęcia, co się z tobą–
     – I jeszcze ta Martina! Kiedyś taki nie byłeś aż taki, wiesz? To smutne. Naprawdę smutne.
     I rozłączyłam się, po czym rzuciłam słuchawką o ścianę. Padłam na łóżko i zaczęłam krzyczeć w poduszkę.
     I jeszcze muszę iść na plażę. Zajebiście.
     W ostatniej chwili zapakowałam do torby również zeszyt i ołówek. Czuję, że mam wenę. Naprawdę dużą wenę. Od bardzo dawna nie zaznałam tego uczucia i gdybym teraz go nie wykorzystała, byłabym głupia.
     Na bezlitosnym piasku, który już wleciał mi do oczu, przytachałam leżak z pobliskiego baru i rozłożyłam go w cieniu palemki. To mój sposób odpoczywania już od paru dni. Związałam włosy w koka i wysmarowałam kremem ramiona. Nie rozebrałam się na strój kąpielowy, stwierdziłam, że to bez sensu, gdy i tak nie miałam zamiaru się opalać, tylko leżeć w cieniu. Upał jednak dawał się we znaki i jestem pewna, czy pozostanę przy swoim zdaniu.
     Mój humor nieco się poprawił, w momencie gdy wyjechałam zeszyt i ołówek. Nowa strona, nowa historia. Wciągnęłam powietrze głęboko do płuc, nawet zdobyłam się na przyjazny uśmiech i rozejrzałam się wokół. Reszta ludu rozłożyła się trochę dalej na kocach. Pseudo opiekunka się opalała, a piątka gejów i mała paskuda pluskali się w wodzie.
     Straciłam nimi zainteresowanie i wróciłam do notesu. Narysowałam pierwszą kreskę, później następną i tak wszystko się zaczęło.
     Gdy byłam w połowie, ktoś zawołał mnie po imieniu.
     – Czego?! – odkrzyknęłam, nie podnosząc głowy.
     – Chodź tu!
     Tym razem uniosłam głowę i dostrzegłam Nialla machającego do mnie.
     – Nie mogę! – odpowiedziałam i jego kolejne wypowiedzi już ignorowałam. Powiedziałam przecież, że nie mogę. I tyle. Powinni dać mi spokój.
     Wyczułam koło siebie czyjąś obecność, więc zamknęłam zeszyt. Faktycznie, nade mną pochylali się Styles, Niall i Louis.
     – Co robisz? – spytał bezczelnie Tomlinson, ukazując uśmiech, którego u niego naprawdę nie lubię.
     – A co cię to obchodzi? – warknęłam.
     – Miła jak zawsze – prychnął Harry.
     A jakże.
     – Hej, Malik. – Louis odwrócił się i zawołał. – Pozwól tu na moment!
     Pantera wyszedł więc z wody i do nas dołączył. Spojrzał na mnie z ukosa.
     Też miło mi cię widzieć.
     – Ktoś tu wykręca się od kąpania – poinformował nowo przybyłego, a mnie zmroziło.
     Takie słowa nie zwiastują niczego dobrego.
     – Co za spotkanie! – dobiegł mnie czyjś głos zza moich pleców. Nie musiałam się jednak odwracać, by wiedzieć, któż to przylazł. Harriet. Tylko jej tu brakowało.
     Ukradkiem schowałam notes do torby i próbowałam jakoś wydostać się z tego kółka różańcowego.
     – Jak dobrze, że was tu spotkałam! – Tower dalej szczebiotała. – Już myślałam, że nie będę miała z kim rozmawiać!
     Bo to by było tragiczne.
     Już prawie zsunęłam się z leżaka…
     – Hej, ona próbuje uciec – rzekł nagle Niall, a mnie było już wszystko jedno. Gwałtownie poderwałam się na nogi, jednak zaraz potem zostałam pchnięta z powrotem na leżak. Nie no, serio? Cztery na jedną? I gdzie tu sprawiedliwość?
     – Brać ją! – zarządził Tomlinson, a mnie serce gwałtownie przyspieszyło. Domyślałam się, co chcą zrobić i to nie był dobry pomysł.
     Jakoś mnie tam chwycili i podnieśli.
     – Puszczajcie! – Wierciłam się i próbowałam któregoś kopnąć, ale mi nie wychodziło.
     Skierowaliśmy się w stronę oceanu. Panika wezbrała w mojej klatce piersiowej. Cała czwórka zaczęła chichotać.
     – To nie jest śmieszne! – krzyknęłam. – Zostawcie mnie!
     Miałam jednak nadzieję, że ton mojego głosu nie był przesiąknięty paniką.
     – Już za chwilę – zaśmiał się Louis.
     Ich stopu zanurzyły się w wodzie, a potem stopniowo wchodziliśmy coraz głębiej i głębiej…
     – Nie! Wynieście mnie stąd! Wynieście, do cholery!
     Jezu, prawie tam ryczałam. To takie żałosne. Oni jednak chyba tego nie zauważyli.
     Woda zaczęła sięgać i mnie. Coraz wyżej i wyżej… Matko, czy oni mają jeszcze grunt?
     – Trzy-czte–ry! – wrzasnął Tomlinson i cała czwórka rzuciła mnie na głęboką wodę.
     Zanurzałam się cała, a pod wodą niekontrolowanie chciałam zacząć krzyczeć, co oczywiście nie było mądre, gdyż moje płuca zostały lekko zalane. Najgorsze było chyba jednak to, że moje nogi nie mogły znaleźć dna. Nie miałam tu gruntu i nie mogłam wypłynąć!
     I znowu te wspomnienia! Błyskawica, grzmot… Błyskawica, grzmot… Krzyki, brak tlenu, potem znów rozświetlone niebo… Gdzieś jechała karetka, słyszałam jej sygnał… Moja łódka została zatopiona przez te pieprzone wielkie fale, a ciemność wszystko dodatkowo mi utrudniała… Nie widzę go, nie widzę! Nie ma go!
     – Phoebe, Phoebe! – słyszę ten krzyk, nie mam pojęcia do kogo należy, ale go słyszę…
     Nie mogę już, nie mogę…
     Gdybym obecnie nie przebywała pod wodą zapewne bym się rozpłakała. Przestałam wierzgać rękami i nogami, teraz naprawdę brakowało mi tlenu… Tam wtedy przynajmniej nie byłam zesztywniała przez panikę.
     Nagle czyjaś ręka mnie chwyciła i wyciągnęła na powierzchnię. Zaczerpnęłam długi wdech i zaczęłam kaszleć. Odgoniłam mroczki sprzed oczu i z całych sił walczyłam o zachowanie przytomności. Nie miałam pojęcia, kto mnie uratował, ale szczerze mówiąc, mam nadzieję, że to żaden z piątki gejów. Głupio by było ukręcić łeb swojemu wybawicielowi.
     Leżałam w czyichś ramionach, więc podejrzewam, że uratował mnie mężczyzna. O mój Boże, a jeśli to ten przystojny, seksowny ratownik, którego troszkę tu obserwowałam?
     Zostałam położona na piasku.
     – Hej, słyszysz mnie? – usłyszałam nad sobą czyjś łagodny głos.
     Zaczęłam ruszać głową i mrugać oczami na znak, że tak. Niewyraźnie jeszcze widziałam, więc tym bardziej nie mogłam jeszcze mówić.
     – Przytomna! – krzyknął mój ratownik i znów mnie gdzieś przeniósł. Tym razem poczułam pod sobą jakieś miękkie coś. Było lepsze od tego cholernego piasku, to na pewno.
     Po jakimś czasie wszystko już widziałam i mogłam mówić. Sama nawet usiadłam. Okazało się, że jestem w zakątku ratowniczym na plaży. Nie wzywali dla mnie karetki. Stwierdzili, że skoro jestem przytomna, dadzą sobie radę. Zresztą, chyba Nicole subtelnie im zasugerowała, że nie mają tego robić.
     Opiekowały się mną pani pielęgniarka i jedna z ratowniczek. Uratował mnie właśnie ten przystojny ratownik, o którym myślałam. Ohoho. Już usłyszałam całą historię. Max, bo tak miał na imię mój wybawiciel, obserwował brzeg przez lornetkę i właśnie wtedy dostrzegł, że się topię. Nie zawahał się ani chwili, natychmiast do mnie dotarł i wyciągnął mnie na brzeg.
      Jakież to, kurwa, romantyczne.
     Piątka gejów jak na razie nie pokazała mi się na oczy. Niech unikają mnie jak najdłużej się da, bo ich koniec będzie długi i bolesny. Może ewentualnie oszczędzę Liama, w końcu on nie brał w tym udziału.
     Po godzinie moje opiekunki pozwoliły mi opuścić ich zakątek. Znakomicie się czułam, szczególnie gdy wyobraziłam sobie, co zrobię piątce gejów. Na razie jednak udałam się do mojego ratownika. Obok niego pracował jeszcze inny, ale ten drugi był mniej przystojny od tego mojego.
     – Widzę, że już się lepiej czujesz – stwierdził na mój widok.
     Uśmiechnęłam się do niego tym uśmiechem, na który łapałam większość facetów.
     – Tak. Chciałam ci podziękować. – No proszę. W jego przypadku to słowo normalnie przeszło mi przez gardło.
     – Taka moja praca. – Odwzajemnił mój uśmiech. O. Albo mi się zdawało, albo on również ze mną flirtował.
     – Gdyby nie ty… ja… mam pewien lęk przed wodą i sparaliżował mnie strach – wytłumaczyłam mu, choć nie wiem nawet czemu.
     – Nie ma sprawy, naprawdę.
     – A może… mogłabym ci się jakoś odwdzięczyć? – zaproponowałam.
     Max zamyślił się.
     – Jeśli chcesz, możesz mi dziś towarzyszyć na imprezie na plaży.
     – Bardzo chętnie.
     – Więc… jesteśmy umówieni, tak?
     – Tak – potwierdziłam. – Kiedy?
     – Wieczorem, coś koło ósmej będzie start.
     – Gdzie ta impreza będzie miała dokładnie miejsce?
     – Jak zejdziesz z klifu, na pewno ją zauważysz. Spotkamy się już na miejscu, może być?
     – Już nie mogę się doczekać.
     Pożegnałam się i odeszłam. Uśmiechnęłam się figlarnie pod nosem. Zapowiada się ciekawa noc.
     Ciekawe, ile Max ma lat… Wygląda na dwadzieścia parę, ale co ja tam wiem?
     Jej, a jakie ma mięśnie!
     Kobieto, weź się uspokój. Od kiedy aż tak się podniecasz na myśl o jakimś facecie? Przecież to faceci podniecają się na myśl o tobie.
     I tego się trzymajmy.
     Poszłam po moją torbę i nadal nigdzie nie widziałam świętej piątki. To raczej mało prawdopodobne, że się przede mną ukrywają, ale wolę tak myśleć. To zabawniejsze i sprawia, że czuję się niezwyciężona.
     – Lecę do domu – powiadomiłam tylko małą paskudę.
     – Ale ja jeszcze zostaję na plaży – zapiszczała, popijając jakiś koktajl. Pseudo opiekunka wylegiwała się obok niej.
     Kiedy jeszcze leżałam u opiekunek, one przyszły zobaczyć, co ze mną się dzieje, więc przyjęłam, że w niektórych momentach też zachowują się, jak należy. To dobrze, bo to jeden z punktów, jakie musi spełnić osoba, bym ją szanowała. Na mój szacunek naprawdę trudno zapracować.
     – Gówno mnie to obchodzi – warknęłam. – Ja teraz wracam. Ach, i gdzie nasi kochani chłopcy?
     – Też poszli do domu – mruknęła Nicole.
     – O. Jak miło. – Uśmiechnęłam się złośliwie.
     Czego mam na nich użyć…? Jaką zemstę zastosować…?
     Już nie mogę się doczekać!
     Nie powiem, że się skradałam, bo tak nie było. Na pewno jednak zachowywałam się ciszej niż zazwyczaj – chciałam zdobyć trochę przewagi i ich zaskoczyć.
     Wymyśliłam sobie, że chyba potraktuję ich z najlepszej broni na świecie. Mowa tu oczywiście o niezawodnej patelni.
     Po przekroczeniu wejścia budynku, do razu przeszłam do kuchni. Nie spodziewałam się tam nikogo zastać, więc może dlatego tak zdziwiłam się na widok kogokolwiek. Wpadłam na Panterę. Na mój widok otworzył usta, jak ryba, która została wyjęta z wody i je zamknął. Przeczesał ręką włosy i koniec. Wrócił do robienia sobie kawy/herbaty. Czego się zresztą spodziewałam? Ja na jego miejscu też bym nie przeprosiła.                                         
     Sięgnęłam po patelnię.
     – Hej – warknęłam w jego stronę, a on zerknął na mnie.
     Przypierdoliłam mu w brzuch, pozbawiając go na moment oddechu. Malik zgiął się w pół, a ja nachyliłam się nad nim i wyszeptałam do jego ucha:
     – Zapamiętaj sobie ten moment bardzo dokładnie. Następnym razem przynajmniej pomyślisz przed jakimkolwiek napastowaniem mojej osoby.
     Wyprostowałam się i zaczęłam odchodzić.
     – Suka – mruknął pod nosem. Nie chciało mi się już go powiadamiać, że to słyszałam. Mam go w dupie.
     Przechadzałam się po tym wielkim domu niemal wesołym krokiem, obracając w dłoni patelnię. Na parterze nie znalazłam żadnej mojej następnej ofiary.
     Na piętrze za to już tak.
     Z Louisem i Harry’m postąpiłam tak samo jak z Zaynem. Z Niallem też, ale trudniej mi to przychodziło. Polubiłam go, o czym nawet zechciałam go powiadomić, żeby wzbudzić w nim większe poczucie winy. Bo że miał poczucie winy, to wiedziałam. Przejrzałam na wylot jego charakter.
     Tak, tak, wielu ludzi ma mnie za totalną wariatkę czy nawet osobę chorą psychicznie. Ale co tam. Ja swoje wiem. Nie mogłam zostawić tego „ataku” bez odpowiedzi z mojej strony, gdyż by się bezkarnie powtarzał. Teraz na pewno będą zastanawiać się dwa razy. Powinni się cieszyć, że nie dostali w łeb.
     Po południu wróciły Nicole i Becky. Ja przebywałam wtedy w kuchni, gdyż zabrałam się za robienie obiadu. I to takiego porządnego, a nie jakieś zapiekanki, pizze czy inne gówna. Rzygałam już takim żarciem, musiałam zmienić jadłospis.
     Wieczorkiem zaczęłam szykować się na plażową imprezę. Ale będzie zabawa! Na pewno lepsza niż ostatnim razem. Nie będę musiała oglądać ryjów moich współlokatorów, a to już ewidentny plus.
     Założyłam jeansowe ogrodniczki i jasną koszulę. Sandały, lekki makijaż i byłam gotowa. Zapakowałam kilka rzeczy do torby, zadzwoniłam do Andy’ego i spojrzałam na zegarek. Akurat była za pięć ósma. Normalnie przeznaczenie.
     Na schodach minęłam się z dzieckiem irytującym, które zmierzyło mnie spojrzeniem od stóp do głowy.
     – Gdzie leziesz? – spytało bezczelnie i dodatkowo żuło gumę, co tylko wzmacniało efekt jej braku szacunku dla mnie.
     – Tam, gdzie mnie nogi poniosą – zaszydziłam.
     – Wybierasz się razem z chłopakami? Myślałam, że się nie lubicie.
     – Co? Oni gdzieś idą? – Zazgrzytałam zębami. Czemu miałam wrażenie, że wybierają się tam gdzie ja? Dlaczego, kurwa?
     Mała paskuda wzruszyła ramionami.
     – Tylko wróć przed północą – nakazała mi.
     Parsknęłam śmiechem i poklepałam ją po ramieniu.
     – To zasada Becky – dodała.
     – Jaaaasne, wrócę, nie masz się o co martwić – skłamałam.
     What the fuck? Miałam wrócić przed północą? Hah, to takie komiczne. Północ to dopiero początek każdej imprezy.
     – Ja się nie martwię – sprostowała. – Ale jeśli cię zgwałcą, czy coś, kto będzie moją służącą?
     Przewróciłam oczami i zostawiłam ją samą. Nie chciało mi się odpowiadać, bo co też mogłam powiedzieć? Nie będę wykłócać się o jakieś gówno z dwunastolatką. Czuję się wtedy jak tępak. A ja nie jestem tępa. Może lekko dziecinna, lekko nieodpowiedzialna i lekko niedojrzała, ale na pewno nie tępa.
     Kiedy stanęłam na plaży, faktycznie nie sposób przegapić tę imprezę. Ogniska, tańce, muzyka. Tylko człowiek pozbawiony wszystkich zmysłów miałby problem z odnalezieniem jej.
     I znów było tu mnóstwo ludzi. Na pewno więcej niż w domu Andersonów, ale nie wiem, czy to lepiej. Bardzo tłoczno i duszno. Dobrze, że przynajmniej przebywaliśmy na świeżym powietrzu.
     Ciekawe, jak odnajdę tu Maxa. Ciemne włosy, jasne oczy i mięśnie. W zasięgu mojego wzroku odnalazłam już kilku takich.
     Wypuściłam powietrze ze świstem. Wplątałam sobie dłonie we włosy i mocno pociągnęłam przy końcówkach. Raptem ktoś popukał mnie w ramię, przez co obróciłam głowę w odpowiednią stronę. I oto on. Ach, ten jego uśmiech…
     Na upartego, mogłabym polubić ten cały wyjazd…
     Opuściłam ręce wzdłuż tułowia.
     – Myślałam, że cię tu nie znajdę – oznajmiłam.
     – Przyszło więcej ludzi, niż się spodziewaliśmy – stwierdził. – Chcesz się napić?
     – Jeszcze się pytasz. – Spojrzałam na niego jak na idiotę, a on się wyszczerzył.
     Podeszliśmy do lady nadbrzeżnego baru i Max coś dla mnie i dla siebie zamówił. Po kilku chwilach podał mi kubek, a sam wziął łyka ze swojego.
     – I jak tam samopoczucie? – spytał.
     Och, pewnie miał na myśli mój niemiły wypadek z wodą. Już prawie o nim zapomniałam.
     Machnęłam ręką.
     – Zajebiste.
     – A więc twoje zdrowie.
     – Hej, Max! – zawołał jakiś kobiecy głos.
     – Cześć! – odkrzyknął chłopak, po czym zwrócił się do mnie. – Chodź, przedstawię cię.
     Podeszliśmy do czteroosobowej grupki, która zajmowała jeden stolik. Dwie dziewczyny, jedna miała ciemny blond na głowie, a druga brąz o chyba jeden odcień jaśniejszy od mojego. Obok nich siedziało dwóch chłopaków (mężczyzn?). Rozpoznałam w jednym ratownika, który wtedy towarzyszył Maxowi (miał czarne włosy), tego drugiego zaś, szatyna, pierwszy raz na oczy widzę. Tak mi się zdawało.
     – Ludzie, to Phoebe – odparł nonszalancko Max, wskazując mnie dłonią. – Phoebe, to Ruby, Alice, Steven oraz Jack.
     Ruby to szatynka, Alice brunetka, Steven to znajomy czarnowłosy ratownik, a Jack to ten, który pozostał.  
     Dosiedliśmy się do nich. Chciałabym powiedzieć, że naprawdę przyjemnie spędzałam czas, ale niestety, skłamałabym. W takich sprawach to mogę być szczera. Nudziłam się. Oni opowiadali jakieś wielce „zabawne” historyjki i co chwila wybuchali śmiechem. Po pół godzinie nie wytrzymałam takiego siedzenia, oznajmiłam im, że idę do łazienki (cztery kubki jakichś drinków mogły być wymówką) i niby ruszyłam w stronę kolejki do toalety. W międzyczasie zboczyłam z trasy i wmieszałam się w tłum tańczących.
     Niebo zaczęło już porządnie ciemnieć, więc te ogniska dopiero teraz wydawały się sensowne. Zaczynał się też tworzyć swoisty klimat i naprawdę mi to odpowiadało.
     Tak trochę sobie tańczyłam. Raz jakiś koleś macał mnie po dupie, drugi całował mnie po szyi. Takie rzeczy tu się działy, głównie z udziałem nieźle wstawionych facetów. Kiedy ocierałam się tyłkiem o przyrodzenie jakiegoś kolejnego faceta, mignęła mi gdzieś tak charakterystyczna czupryna, że aż się zatrzymałam na moment. Mężczyzna za mną złapał mnie za biodra i sam kierował moim ruchami, ale na razie nie zwracałam na to uwagi.
     To musiał być Harry. Czyli moje przypuszczenia się potwierdziły. Skoro on tu jest, jego czwórka braci pewnie też.
     – Phoebe! – ktoś krzyknął.
     Może na tej imprezie są jeszcze inne Phoebe? Przecież to nie jest takie rzadkie imię.
     – Phoebe, tu jesteś.
     Ach, czyli jednak chodziło o mnie. Wyplątałam się z objęć faceta, z którym „tańczyłam” i odwróciłam się w stronę Maxa. Odeszliśmy trochę na bok.
     – Myślałam, że zemdlałaś w tym kiblu, czy coś, a potem doszedłem do wniosku, że po prostu zwiałaś – powiedział trochę oskarżycielskim tonem. Ojej, bardzo mi przykro, że chciałam oderwać się od tego nudnego towarzystwa.
     – Tak wyszło – wzruszyłam ramionami. Nie będę mu się tłumaczyć.
     Zresztą, ile mnie nie było przy ich stoliku? Godzinę? Nogi mnie jeszcze nie bolą i nie jestem też jakoś bardzo nawalona, więc nie może być późno.
     – To co? Idziemy? – Max ruchem głowy wskazał bar.
     – Wolę potańczyć albo coś. Nie chce mi się siedzieć przy stoliku. To w końcu impreza, a nie spotkanie kółka szachowego.
     Chłopak zrobił zamyślona minę.
     – Ale jeśli chcesz, to idź. Ja tu zostanę.
     – Max, grasz z nami?! – zawołał znów kobiecy głos.
     Pięć metrów od nas stała Ruby, której oczy się świeciły, a uśmiech to miała naprawdę szeroki. Wyczuwam tu za dużo alkoholu.
     – W co?
     – Ta, no wiesz. Nigdy, przenigdy. Spotkaliśmy jakichś kolesi, jest nas więcej i będzie fajnie. Możesz zabrać tę swoją towarzyszkę.
     „Tę swoją towarzyszkę”? Czy oni mi zrobiła łaskę? Nie, dziękuję, nie skorzystam.
     – Chcesz? – Max spojrzał na mnie, a jego wzrok był naprawdę błagalny. Jeej, chyba mu zależało.
     – A dobra – zgodziłam się. Gra to gra. Ważne, że będę mogła bezkarnie pić.
     Ruby zaprowadziła nas kawałek dalej na plażę. Na piasku, tuż przy jednym z ognisk, zebrała się grupka sześcio– może siedmioosobowa (nie chciało mi się liczyć). Ja, Max i ta dziewucha dosiedliśmy się do nich. Rozejrzałam się po zebranych i nie mogłam się powstrzymać, zaśmiałam się.
     – Witaj, sieroto – skrzywiła się Harriet.
     – Amber. – Malik skinął głową. Powitanie jak z XIX wieku.
     Oprócz nich przebywali tu jeszcze Styles oraz Louis. Liama i Nialla nie było. Dalej siedzieli bodajże Alice i Steven (?). W każdym razie nie było tego gościa, którego pierwszy raz tu ujrzałam.
     – To co? Zaczynamy? – spytała Ruby i wręczyła każdemu z nas kubek. W środku był już jakiś alkohol, nie wiem nawet jaki, ale ważne, że mogłam się napić.
     – Wiecie w ogóle, o co chodzi w tej grze? – dodała Alice.
     Przewróciłam oczami.
     – Gramy czy gadamy? – rzekłam, chamsko się wpychając z wypowiedzią.
     – Dobra – warknęła Alice. – Kto pierwszy?
     – Nigdy, przenigdy – zaczął Steven – nie uciekłem w szkole z lekcji.
     – WTF? Serio? – wymsknęło mi się.
     Steven wzruszył ramionami.
     Napiłam się ze swojego kubka. W moje ślady poszli niemal wszyscy oprócz oczywiście Stevena i Ruby.
     Aha.
     – Nigdy, przenigdy nikomu nic nie ukradłam – wyznała Alice z dumą.
     Upiłam łyk razem z Panterą, Stylesem, Harriet i Louisem.
     Hmm…
     – Nigdy, przenigdy nie brałam narkotyków. – Teraz ja zabrałam głos i pochwaliłam się jedną z niewielu rzeczy naprawdę godnych pochwalenia.
     – Jasne – zakpił Styles pod nosem i wziął łyk ze swojego kubka.
     Pantera, Harriet, Steven i Max zrobili to sam. Wow. Nieźle.
     – Wątpisz w to, czy mówię prawdę? – Uniosłam wysoko brwi, zwracając się do Harry’ego.
     – Kradniesz, pijesz i tak dalej, ale nigdy nie ćpałaś? Jakoś nie chce mi się w to wierzyć. – Kędzierzawy spojrzał na mnie pobłażliwie.
     – Ja swoje wiem – zakończyłam tę dyskusję.
     – Nigdy, przenigdy nie wdałam się w bójkę – powiedziała Alice.
     Jak możecie się domyślić, uniosłam kubek. Harriet oczywiście też (kilka bójek stoczyłyśmy nawet razem), Malik, Styles, Tomlinson, Steven i Max. Ruby nie ruszyła się z miejsca.
     – Nigdy, przenigdy nie uprawiałem seksu – rzekł Max i natychmiast napił się z kubka.
     Ok, chyba chciał nas po prostu sprawdzić. Chyba.
     Wszyscy napiliśmy się.
     – Nigdy, przenigdy nie miałem złamanego serca – odparł Pantera, patrząc prosto na mnie.
     Nie napiłam się. Za to Louis, Harriet (?!?!?!), Ruby, Max i Steven zrobili to.
     – Nigdy, przenigdy – wtrącił Tomlinson – nie byłem zatrzymany przez policję.
     Ja, Harry, Zayn i Alice napiliśmy się. A Harriet? Wow. Myślałam, że kiedyś ją przymknęli.
     – Za co, Alice? – spytała Ruby z niedowierzaniem.
     – Takie tam. – Dziewczyna wzruszyła ramionami. – Wracałam z jakiegoś koncertu, pijana i obraziłam policjanta.
     Parsknęłam śmiechem. Za takie gówno?
     – Tak cię to rozśmieszyło? – zapytał mnie Malik. – A ty za co byłaś zatrzymana?
     – To moje sprawy – warknęłam i założyłam ręce na piersi.
     To dość ciężkie tematy i nie będę o nich mówić. Jedne z błahszych zatrzymań to bójka czy udział w nielegalnym przedsięwzięciu, a to takie najpoważniejsze… mogę dodać, że ma coś wspólnego z moją niechęcią do wody.
     – Ależ jestem ciekaw, co takiego mogłaś zrobić. – Pantera rozsiadł się wygodnie.
     – A ty? Może ty się pochwalisz? – Odbiłam piłeczkę w jego stronę.
     – Przestańcie – uciął Louis ostrym głosem.
     Uniosłam ręce w geście niewinności i dolałam sobie trochę alkoholu do kubka.
     – Nigdy, przenigdy nie złamałam prawa – rzuciła Ruby.
     Wszyscy się napili oprócz niej.
     – Nigdy, przenigdy nie całowałem się z nikim w tym towarzystwie – oznajmił Styles, a ja zmroziłam go wzrokiem. Czemu to miało służyć?
     Ja, Malik, Max i Ruby pociągnęliśmy łyk.
     – Co kurwa? Malik, całowałeś się z Phoebe?! – wykrzyknął zaskoczony Tomlinson. – Kiedy?
     – Czemu tak bardzo cię to interesuje? – warknęłam.
     – Ten błąd popełniłem tylko raz – stwierdził Pantera.
     – Ojej, biedny Zayn, po pijanemu przystawiał się do służącej. Co za upokorzenie. – Tak, musiałam to powiedzieć. Gdybym siedziała cicho, nie byłabym sobą.
     – Chciałbym ci tylko przypomnieć, że to ty błagałaś mnie, bym został. – Uśmiechnął się przebiegle.
     – Że co? – Spojrzałam na niego jak na idiotę. – Chyba pomyliły ci się wieczory.
     – To ty jęczałaś mi do ucha – ciągnął dalej. – To ty mówiłaś „Pieprz mnie, Zayn, pieprz mnie najmocniej, jak tylko potrafisz”.
     Powiedział to przedrzeźniającym tonem, który jeszcze bardziej mnie wkurwił.
     – Co ty, kurwa, pierdolisz, Malik? – warknęłam.
     Nie powiem, trochę zrobiło mi się głupio, pomimo że to nie była prawda. Chyba oblałam się lekkim rumieńcem, ja pierdole.
     – A może tak nie było? – Uniósł jedną brew do góry i ten jego uśmiech, ugh, nienawidzę go.
     – Kłamca! – krzyknęłam i rzuciłam się na niego.
     Alkohol wylał się z naszych kubków, ale co mnie to obchodziło? Dlaczego on tak perfidnie skłamał?
     Pantera przewrócił się do tyłu, a ja usiadłam na nim okrakiem. Próbowałam trafić go pięścią w twarz, byle żeby zdjąć mu ten uśmiech, jednak on blokował każdy mój cios. Wokoło nas ktoś coś krzyczał, ale nie skupiałam się na słowach. Ktoś próbował mnie odciągnąć, ale go odepchnęłam. Wtedy udało mi się trafić Malika! Wycelowałam prosto w nos i ani trochę się nie powstrzymywałam. Zayn zaczął krwawić, a jego oczy diabelsko zabłyszczały. Złapał mnie za nadgarstki i obrócił. Ja leżałam pod nim, a on na mnie siedział. W końcu był facetem, a ja jednak dziewczyną. Chcę czy nie, on tu miał więcej siły.
     Nie wiedziałam, czego się spodziewać. Czy Malik jest typem faceta, który bije kobiety?
     Trzymał moje nadgarstki tuż nad moją głową. Oddychał płytko i szybko, wpatrywał się w moje tęczówki.
     Gdybym się postarała, mogłabym go zrzucić, ale coś w jego oczach mnie zaintrygowało.
     Po kilku sekundach zostaliśmy rozdzieleni. Wstałam, otrzepując swoje ogrodniczki.
     – Kurwa, Phoebe, zwariowałaś?! – krzyknął Louis.
     – Zasłużył sobie, pojebaniec jeden – syknęłam i zerknęłam w stronę Pantery. Odepchnął Stylesa, wbił ręce w kieszenie i odszedł.
     – Niezłe przedstawienie. – Suka Tower głośno wyraziła swą opinię.
     – Pierdol się – rzuciłam i zacisnęłam zęby. Wściekłość jeszcze nie do końca mnie opuściła. – Idę do domu.
     Miało być tak pięknie. Miałam balować do samego rana. A tu co? Gówno.
     – Odprowadzę cię – zaoferował Tomlinson.
     – Nie, dziękuję – rzekłam dobitnie.
     Chwyciłam swoją torbę i ruszyłam do domu. Louis nie posłuchał i mi towarzyszył. Żadne z nas jednak się nie odezwało.
     Kiedy byliśmy w połowie drogi, coś mnie nagle tchnęło i przystanęłam. Tomlinson także się zatrzymał i spojrzał na mnie.
     – Co jest?
     W nagłym przypływie nie wiem czego podeszłam do niego, położyłam mu jedną ręką na karku i przyciągnęłam jego głowę do siebie. Pocałowałam go. On odwzajemnił i mocniej mnie objął, a ja zastanawiałam się, dlaczego to zrobiłam.
     Taa… Alkohol + wściekłość = nieobliczalność. Oj tak. Jestem nawet bardzo nieobliczalna.
     Przerwałam ten pocałunek i na sekundę spojrzałam chłopakowi w oczy. Był zaskoczony, ale co mu się dziwić?
     Odsunęłam się i jak gdyby nigdy nic podjęłam dalszą wędrówkę do domu. Bez słowa zaszyłam się w swoim pseudo pokoju i położyłam się na łóżku, całkowicie zdumiona.
     To był totalnie pojebany wieczór. 

_____________________________________

Hej, chcecie zrobić coś miłego? Skomentujcie ten rozdział, to będzie bardzo miłe :)
Btw, robi ktoś z Was szablony? :)
Pozdrawiam,
Meredith :)

P.S. Polecam Wam cztery prześwietne blogi dwóch prześwietnych dziewczyn!
Blogi Charlie:
You're Toxic - zakończony, blog o Zaynie
Figure You Out - jest zajebisty *o* nie zawiedziecie się *___*

Blogi Dimitri (żałuję, że więcej osób nie odwiedza mojego bloga, przynajmniej wtedy więcej osób weszłoby na jej blogi)
Loud silence - zakończony, o Zaynie, zajebisty, mówię Wam, coś niesamowitego, koniecznie przeczytajcie
Eternal - pierwszy rozdział jak na razie, ale już wiadomo, że szykuje się świetne opowiadanie *o*

12 komentarzy:

  1. ho, ho to się porobiło ^^ Olls:***

    OdpowiedzUsuń
  2. O kurwa!!!!
    Ale zajebisty rozdział!!!
    Trochę sie spóźniłam, ale to przez naukę.
    WTP?!?! PHOBE POCAŁOWAŁA LOUISA?!?!?
    WWWWWWWTTTTTTTTTTFFFFFFFFFFF?!?!?!
    Kiedy next?!?!



    Dosypali mi czegoś do frugo:
    MECHI♥♡♥♡

    OdpowiedzUsuń
  3. superr kiedy nn? ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kiedy NN otóż jest pytanie ok.teraz na serio o co kazań no nie wierzę

    OdpowiedzUsuń
  5. Od razu polubiłam to opowiadanie. Ja niestety stawiam na nudne opisy, bo po prostu kocham je pisać, ale z czytaniem... Cenię sobie takie bezczelne odzywki u bohaterów opowiadań. Dlatego Phoebe stała się moją mentorką, ot co! Serio ją uwielbiam, tylko niech więcej nie całuje Louisa! Ona ma być z Zaynem, o!
    Na koniec śmiem zaprosić Ciebie na mojego bloga. Jest dopiero prolog, więc może akurat? ;]
    Pozdrawiam i życzę weny oraz ciepła, bo ziiiimno!
    xx
    Sinner z jesienia-pisane.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Hahha boże Phoebe jest boska! xD
    Jej charakter jest super i starsznie
    mi się podoba że taką ją stworzyłaś,
    a nie grzeczna nieśmiała dziewczyna.
    Serio? Louis? Hhahaha.
    Czekam na jakąs super scena z nią i Harry'm
    ewentualnie Panterą, haha :)

    Czekam na następny ^^

    OdpowiedzUsuń
  7. Kochana ty moja...
    Kiedy next???



    MECHI♥♡♥♡

    OdpowiedzUsuń
  8. Jasne, tak to łatwo wrzucić kogoś do wody i go olać. A jak się przypadkiem utopi to ups… wypadek. A w ogóle to od czego są ratownicy -.-
    A Phoebe to jest niezła. Latać po domu z patelnią i napieprzać. X.x No nie dziwie się, za to że ją wrzucili i zostawili kara się należała.
    Sama z siebie Louisa całujesz? :P
    A Malikowi dobrze z tym nosem ^.^
    Tina

    OdpowiedzUsuń
  9. Super! Nareszcie komentuje! Wow! Piszesz świetnie, tak mnie to wciągnęło że zamiast oglądać serio ciekawy film czytałam twoje opowiadanie. Jest mega! Phoebe... Nie wiem czy dobrze napisałam ale ok... Co ona wyprawia?! I wgl o co chodzi z tą całą panterą? Bardzo ciekawe....
    Pozdrawiam
    szpiegostwo-poplaca.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pantera to przezwisko Zayna, które wymyśliła Phoebe :) Wszystko jest wyjaśnione chyba w drugim rozdziale, kiedy nasi bohaterowie się poznają - Zayn (a właściwie jest włosy i ciemne spojrzenie ;p) skojarzył się Phoebe z czarną panterą :)

      Usuń
  10. Super blog!Bardzo wciągający!Mam tylko jedno pytanie dotyczące tej zabawy w którą grali?O co właściwie w niej chodziło?Ponieważ jak było pytanie o seks to wszyscy upili czyli,że to nie prawda,że nigdy tego nie robili,ale jak było o te pocałunki to tylko 4 osoby upiły i już chodziło o zaprzeczenie,że nigdy się nie całowali czyli potwierdzenie.
    Mam nadzieję,że zrozumiałaś o co chodzi bo trochę zagmatwałam i czekam na odpowiedź.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Nigdy, przenigdy nie uprawiałem seksu" - wszyscy upili, znaczy że nieprawda - wszyscy uprawiali seks.
      "Nigdy, przenigdy nie całowałem się z nikim w tym towarzystwie" - cztery osoby upiły, znaczy że nieprawda - cztery osoby całowały się z sobą w tym towarzystwie.
      :)
      Mam nadzieję, że teraz zrozumiałaś. :)

      Usuń