sobota, 15 listopada 2014

ROZDZIAŁ PIĄTY

     Od pół godziny gra muzyka na dole. Ja nie ruszyłam się z pokoju, nadal leżę na łóżku i próbuję zachować resztki wściekłości na cały świat – niestety, to uczucie jest bardzo ulotne. Jak szybko się pojawiło, równie nagle odeszło.
     Trochę irytuje mnie fakt, że trwa impreza (i to tak blisko!), a mnie na niej nie ma. Ja bywam na wszystkim imprezach, a sama urządzam naprawdę świetne. A teraz przesiaduję w pokoju i dąsam się.
     Zwlekłam się z łóżka niczym kula śnieżna tocząca się z górki i chwyciłam stary telefon. Wybrałam numer Andy’ego i przyłożyłam komórkę do ucha. Jak ja strasznie ubolewam, że go tu nie ma!
     – Halo? – odezwał się.
     – Witam cię, zacny obywatelu! – krzyknęłam. – Gdzie jesteś?
     – W domu – odrzekł ostrożnie. – Jesteś pijana?
     Jakie oszczerstwa ja tu słyszę?!
     – Nie! – oburzyłam się. – Jeszcze nie…
     – Och… A więc jeszcze…?
     – Musisz mi doradzić, Andy.
     Służę poradą. – Czy on użył ironii? Chyba użył. Użył, prawda?
     – Oni urządzili sobie imprezę na dole – powiadomiłam go.
     – Wow. To czemu do mnie dzwonisz, wieczna imprezowiczko?
     – Oni coś knują. Sama słyszałam.
     – Matko, ty tam całkiem ześwirujesz…
     – Mam tam zejść, czy nie? Czy służąca powinna to zrobić?
     – A od kiedy przejmujesz się takimi bzdurami? – Andy prychnął.
   – No właśnie! Dzięki, Andy! Ty zawsze wiesz, co powiedzieć. – Wyszczerzyłam się do telefonu. – I teraz pokażę Panterze, z kim ma do czynienia.
     – Wow, chwila. Panterze? Jakiej Panterze?
     – Ja mu nadałam to przezwisko. To Malik, opowiadałam ci o nim.
     – Ach, to ten, co cię tak denerwował…
     – Właśnie!
     Wtedy rozległo się pukanie do drzwi. Nie, to było walenie! Potem ktoś potrząsnął klamką, ale nie doczekał się otwarcia. Hi, hi, zakluczone…
     – Kończę, pa – pożegnałam się, po czym rozłączyłam.
     Odkluczyłam drzwi i ujrzałam Stylesa. Cóż za niemiły widok na dobry początek imprezy.
     – Kazali cię zawołać – burknął niezadowolony. Ojej, jaki biedak.
     – To zajebiście – stwierdziłam i z powrotem zamknęłam drzwi. Prosto przed jego nosem.
     Spojrzałam z odrazą na te wstrętne różowe ściany i potrząsnęłam głową. Na razie moim celem było przebranie się.
     Wybrałam krótkie jeansowe spodenki i ciemną bluzkę na ramiączkach z całkiem dużym dekoltem. W łazience przeczesałam włosy szczotką i poprawiłam makijaż, po czym byłam gotowa do zejścia na dół. Wzięłam głęboki oddech i powędrowałam nad schody.
     Na dole kręciło się naprawdę mnóstwo ludzi. Skąd oni się tu wzięli? Przecież piątka gejów dopiero co tu przyjechała. Jakim cudem zapoznali już tylu ludzi? Dziwne, bardzo dziwne…
     Wmieszałam się w tłum. Alkohol już lał się litrami, a niebo nie zdążyło nawet do końca ściemnieć! Zresztą, czego ja się czepiam… Za dziesięć minut nie będę lepsza.
     Wtedy dostrzegłam tańczącą wredną małpą? WTF? Ona też bierze w tym udział? Czy piątka gejów powariowała?! Ona ma dwanaście lat! Ja zaczęłam imprezować w wieku trzynastu. Nie mogę pozwolić, by to dziecko irytujące zaczęło wcześniej ode mnie.
     Podeszłam do blondynki i szturchnęłam ją w ramię.
     – No! W końcu się zjawiłaś! – oznajmiła z leniwym uśmiechem. Chyba była lekko podpita.
   – Co ty tu robisz? – warknęłam i rozejrzałam się wokół. Gdzie nasza kochana pseudo opiekunka? Ach, już ją widzę. Świetnie się bawi z jakimś facetem. – Wynocha! Na górę! To nie zabawa dla dzieci!
   – Oj, Phoebe, tego to się po tobie nie spodziewałam! – powiedziała, po czym czknęła i zaśmiała się.
     – Anderson! – warknęłam ponownie.
     – Daj mi spokój, świetnie się bawię! – odpyskowała.
     – A weź się pierdol – machnęłam ręką. – W końcu nie jestem twoją matką.
     – Czekałem tylko, aż powiesz coś takiego. – Podniosłam wzrok trochę wyżej i spostrzegłam Panterę. Zlustrowałam go wzrokiem. Może być. Ewentualnie. To nic, że połowa pań w tym towarzystwie pożerała go wzrokiem. – Jesteś taka przewidywalna.
     – Ty też się pierdol – skrzywiłam się i odwróciłam do niego plecami.
    – Już niedługo… – odparł, a ja uniosłam jedną brew do góry. Ciekawe, co to będzie za „szczęściara”.
     To takie interesujące.
     Podeszłam do stolika z napojami i natychmiast opróżniłam jeden kubek. Didżej zapuścił akurat jedną z piosenek, które bardzo lubię i nogi same wyrywały mi się do tańca.
     Ktoś złapał moją dłoń i wciągnął mnie głębiej na a la parkiet, którym tak naprawdę był salon (meble poprzesuwano pod ściany). Spojrzałam na mojego towarzysza, którym okazał się pan szanowny Harry.
     Zaczęliśmy tańczyć.
     Musiałam przyznać, że był niezły. Nie taki jak ja, ale niezły.
     – Myślałam, że mnie nie lubisz – stwierdziłam w pewnym momencie.
     – A kto powiedział, że cię lubię?
     Tańcowaliśmy sobie trochę, przez kilka piosenek, aż miałam go już dość. Nigdy nie tańczę na żadnej imprezie długo z jednym facetem. To marnotrawstwo innych facetów tu obecnych.
     Udałam więc, że koniecznie muszę się napić (co zresztą zrobiłam) i porwałam na parkiet jakiegoś nieznajomego mi blondyna. Był seksowny. Nie zdążyłam jednak z nim dłużej porozmawiać, gdyż w trakcie tańca jakaś inna zdzira mi go odbiła.
     Nie spodobało mi się to.
     – Hej! Teraz ja z nim tańczę! – krzyknęłam do niej i uniosłam brwi, gdy zarejestrowałam jej twarz i blond włosy.
     Harriet Tower. Niemożliwe.
     To jedna z największych suk, jakie znam.
     Co ona tu robi? Ach, Boże, już pamiętam. Chwaliła się, że jedzie na wakacje do LA do matki.
     – No proszę – odparła z chytrym uśmieszkiem. – A gdzie ten twój ciota?
     – Oj, Har, ty to chyba nie lubisz swojej twarzy. Co prawda, niezbyt ładnej, ale jednak twarzy – oznajmiłam z udawaną powagą. – Wiem, że jesteś tępa, więc może ci to przetłumaczyć?
     – Nie, dziękuję – syknęła i przyciągnęła bliżej do siebie blondyna, z którym tańczyła. – Chciałaś mi ukraść Toma, co? Od zawsze sypiałaś z tymi, co wcześniej spali już ze mną.
     – Ej, dziewczyny, wyluzujcie – wtrącił ten cały Tom.
     Nie zwróciłyśmy na niego uwagi.
     – Co ty tu w ogóle robisz? Słyszałam, że miałaś uczyć się z ciotą w Nowym Yorku.
     Kopnęłam ją w kolano, a ona lekko zasyczała.
     – Jeszcze raz powiedz na niego ciota, a zrobię coś gorszego niż to kopnięcie – warknęłam.
     No nie. Suka mnie zdenerwowała. Muszę się napić. Koniecznie.
     Panna suka Tower uniosła dumnie głowę i oddaliła się z tym całym Tomem.
     A ja znowu się napiłam. I znowu. W końcu się rozluźniłam. I rozchichotałam. Wszystko mnie śmieszyło.
     Tańczyłam między ludźmi, nic mnie nie obchodziło. Pierdolić rzeczywistość. Liczy się ta chwila, tu i teraz. Wtedy jednak mój nieustannie wędrujący wzrok zatrzymał się na jednym punkcie. Malik stał oparty o framugę i trzymał kubek w dłoni. Patrzył na Harriet, która jawnie z nim flirtowała. Oho. A gdzież się podział Tom? Czyżby wymieniła go na Panterę? Zawędrowałam spojrzeniem nieco dalej i ujrzałam blondyna… obściskiwał się z jakąś rudą. Może więc to on wymienił ją? Zachichotałam. No jasne. Kto by chciał taką zdzirę?
     Zanim mój mózg zdążył pomyśleć, nogi same wyrwały się do flirtującej parki. Po jaką cholerę tam się pchałam?!
     Pijanego nie zrozumiesz.
     – Widzę, że to był szybki numerek – przerwałam im zapewne ekscytującą konwersację, stając koło nich. – Albo po prostu znudziłaś się temu Tomowi. Taaak… Tobą wszyscy szybko się nudzą.
     Malik spojrzał na mnie przenikliwie i wziął łyk ze swojego kubka.
     – Czego ty jeszcze chcesz, dziwko?
     – Ja? Ależ ja tylko rozmawiam – odparłam słodko.
     – Chodźmy stąd, Zayn, bo ta dziwka nie jest warta naszego czasu. – Harriet wzięła go pod ramię, on jednak się nie ruszył. Dziewczyna go więc puściła.
     – Znacie się? – Łał, powiedział coś. Trzeba to zapisać w kalendarzu normalnie!
     – Tak trochę – kiwnęłam głową. – Ja i Harriet jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami!
     – Taa… Życie bym za nią oddała – zaszydziła blondyna.
     Pantera spojrzał na nią przelotnie, a wtem znów na mnie. Najpierw przeskanował wzrokiem moją twarz, a potem jego spojrzenie zjechało nieznacznie niżej… Gapił się wprost na moje cycki. Są aż takie piękne?
     – To co, spadamy, Zayn? – zaproponowała znów suka. Chyba miała na niego ochotę.
     – Jasne, idźcie się pieprzyć, ja już znikam – zasalutowałam im i ponownie znalazłam się pod stolikiem z alkoholem.
     Z jakiegoś niezrozumiałego powodu trochę irytował mnie fakt, że Malik będzie ją dotykał. Nie wiem. Ale miałam ochotę zbić okno. Biorąc pod uwagę mój stan, mogło do tego dojść.
    Ogarnęła mnie również potrzeba zadzwonienia do Andy’ego. Zamęczę go moimi telefonami. Ale tak długo już go nie widziałam! Dlaczego ojciec mi to zrobił? Takie okrucieństwo…
     Ruszyłam więc w stronę schodów, a po drodze napotkałam Tower. Haha! Założę się, że Malik ją porzucił. Jakie to smutne.
     Popchnęłam ją na ścianę. Miałam jej kilka rzeczy do wyjaśnienia.
     – No co ty wyprawiasz, dziwko? – syknęła mi prosto w twarz.
     – Tylko spróbuj powiedzieć komuś o tym , kim naprawdę jestem – warknęłam.
     – Chyba wypiłaś za dużo–
  – Nie. I słuchaj mnie uważnie! – Ułożyłam ręce po obu stronach jej głowy. – Nie przyjechałam tu na wakacje. Tu nazywam się Phoebe Chambers, rozumiesz? Nie mam zbyt dużo pieniędzy, a znamy się dzięki temu, że przyjeżdżałaś tu na wakacje. Ja tu mieszkam na stałe.
    – Czyli mam mówić, że jesteś biedna? Że nie masz ojca milionera? – Jezu i ten jej szyderczy uśmiech.
     Wzięłam głęboki oddech.
     – Właśnie tak.
     – Nie ma sprawy, dziwko – wyszczerzyła się i uwolniła z mojego uścisku, po czym odeszła wesołym krokiem.
     Niech tylko wrócimy do Nowego Yorku…
     Odetchnęłam i z powrotem moim celem stał się telefon do Andy’ego. Po chwili jednak ktoś tym razem mnie pociągnął i wylądowałam w hallu, plecami przy ścianie.
     Spojrzałam na mojego „porywacza”. Wow. To Pantera.
     – Już się znudziłeś Harriet? – Po prostu musiałam to powiedzieć!
     – Ale jesteś nawalona – stwierdził. – Gorzej ode mnie.
     – Dobra, weź nie pierdol. Czego chcesz? – Zmarszczyłam brwi i zdałam sobie sprawę, że on trzyma ręce na mojej talii, nie pozwalając mi się ruszyć. – Możesz mnie puścić łaskawie?
     Zamiast tego nachylił się (był ode mnie wyższy, niestety) i przycisnął swoje usta do moich. WTF? Zaczął mnie całować i cholera, robił to zadziwiająco dobrze. Mocniej przyparł mnie do ściany, a jego pocałunki stawały się coraz bardziej brutalne. Ja tylko stałam, lekko zaskoczona.
     Malik odsunął się na kilka milimetrów.
   – No co jest? – warknął. – Nie umiesz się całować? Chyba mi nie powiesz, że jesteś dziewicą?
     Pogarda w jego głosie zadziałała na mnie nie tak, jak powinna. Zamiast odsunięcia się od niego, zapragnęłam udowodnić mu, że jestem dobra w te klocki.
     Przyciągnęłam go więc najbliżej jak się da i wplątałam dłonie w jego aksamitne ciemne włosy, ciągnąć za nie bezlitośnie. On tylko mruczał raz po raz.
     Podniósł mnie, a ja zaplotłam jego nogi wokół jego bioder. Czułam już, że coś mu staje. Aż się zdziwiłam, że wywołałam w nim takie reakcje. Nie przestając się zawzięcie całować, przemieszczaliśmy się. W końcu, nawet nie wiem jakim cudem, zostałam rzucona na łóżko. Malik od razu przeszedł do rzeczy, a ja odczuwałam podniecenie na samą myśl o tym, co zaraz się zdarzy. To bardzo dziwne. Nigdy tak nie miałam, zazwyczaj to był tylko… seks. Przyjemność. Ale nie było „podniecania się na samą myśl”. Pantera ściągnął mi bluzkę i zawisł nade mną wpatrując się w moje piersi jak zahipnotyzowany. Zaczął je pieścić poprzez stanik, a ja myślałam, że oszaleję. W końcu nie miałam na sobie także tejże rzeczy, ale Malik nie przestawał robić tego, co robił wcześniej. Mój oddech przyspieszył i zdarzyło mi się nawet jęknąć.
     – Podoba ci się, prawda? – mruknął Malik. – Powiedz to. Powiedz, że doprowadzam cię do szaleństwa. Inaczej sobie pójdę.
     Nie podobało mi się to, że on miał nade mną aż tak wielką władzę. W końcu jestem Phoebe Chamberlain. Nawet podczas seksu pozostawałam sobą i nikt nie miał nade mną kontroli.
     Nie wiedziałam, co mam zrobić. Pozostać wierna przyzwyczajeniom, czy rzucić je w cholerę i dać ponieść się czystej przyjemności?
     Otworzyłam usta w tej samej chwili, w której otworzyły się drzwi. Zapaliło się światło, a ja błyskawicznie zrzuciłam z siebie lekko zdezorientowanego Malika i spadłam z łóżka. Sięgnęłam po poduszkę i przycisnęłam ją do klatki piersiowej. Dopiero wtedy wyjrzałam, by zobaczyć, kto nam przerwał.
     – Chyba nie przeszkadzam? – spytał Styles.
     Moja mina pewnie była bezcenna.
     – Nie, stary, wchodź, kurwa. Gramy właśnie, kurwa, w monopol i nudno nam, kurwa, w dwójkę. – Z tego co zdążyłam zauważyć, Malik raczej tyle nie przeklina. Chyba teraz był wściekły. Oj, pewnie miał na mnie ochotę. Ja jednak oprzytomniałam nieco i na pewno nie wrócę do tego, co przed chwilą robiliśmy. Zresztą, to byłoby dziwne.
     – To świetnie – Styles się wyszczerzył.
     Wolno podniosłam się z podłogi.
     – Nie wiem, co tu jest grane, ale nie podoba mi się to – oznajmiłam pogardliwym tonem, patrząc to na jednego, to na drugiego. Jej, Pantera miał zaróżowione policzki i włosy w totalnym nieładzie. Boże, chyba wyglądałam lepiej od niego?
     – Dobranoc wszystkim życzę – odparłam na odchodne i powędrowałam do swojego pokoju, zabierając po drodze bluzkę i stanik. Poduszka oczywiście nie zmieniła swego położenia.
     O ja pierdole. Prawie przespałam się z Zaynem Malikiem. Jak do tego doszło w ogóle?! Prawie poprosiłam go, nie no, POPROSIŁAM! Ja! Coś niebywałego!
     Na imprezę oczywiście nie wróciłam. Zamknęłam się u siebie i położyłam się na łóżku, próbując ochłonąć. Co to w ogóle było? Nie no, nie mogę tego zrozumieć. On mi działa na nerwy. Zresztą, Pantera zniżył się do poziomu uprawiania seksu z służącą? Łał, chyba muszę go naprawdę pociągać, skoro zignorował taki ważny fakt…
     Rankiem obudziłam się o dwunastej. Oho. A gdzie dziecko irytujące? Chyba ma kaca, hi hi. Jakże mnie to bawi.
     Chociaż pewnie będę musiała harować ciężej niż zazwyczaj. A mój kac się nie liczy? Matko, jak mi głowa napierdala.
     Jaaaa, czemu pamiętam sytuację z Malikiem?! Jak przez mgłę, co prawda, ale zdaję sobie sprawę, że prawie się z nim przespałam. Jezu, jak to w ogóle brzmi.
     Oblizałam wargi na wspomnienie jego ust. W sumie nie było tak źle. Całowałam się z gorszymi, to na pewno. Oczywiście, nigdy w życiu bym mu tego nie powiedziała, ale cóż, w myślach mogę sobie mówić wszystko to, na co mam ochotę.
     Zwlekłam się na podłogę. Przebrałam się z wczorajszych ciuchów, ale potem stwierdziłam, że śmierdzę, więc zawędrowałam do świetnej toalety na korytarzu (gdzie na podłodze widniała jakaś dziwna, niezidentyfikowana plama… trochę jak rzygi… to chyba naprawdę były rzygi… bleee) i wzięłam prysznic. Głowa to mi chyba zaraz eksploduje. Szybko więc zeszłam na dół i równie szybko połknęłam tabletki na ból głowy. Oparłam się blat i zamknęłam oczy. Usłyszałam coś na kształt chrząknięcia, więc uniosłam powieki. Oł. Przy stole siedział Louis i Malik. Jedli śniadanie. Ten pierwszy był tym bardzo pochłonięty, drugi za to nie spuszczał ze mnie swojego ciemnego wzroku.
     Wtedy do kuchni wszedł Styles.
     – Witam wszystkich! – zawołał i wyciągnął kubek z szafki. Wyglądał, jakby nie miał kaca. A jeśli nie miał? Jak to możliwe? Nie pił? Taki koleś jak on? To niemożliwe.
     Harry spojrzał na mnie przelotnie. Chociaż może to dość niesprecyzowane. Zerknął na moje cycki. WTF? Pojebało ich wszystkich? Niech zostawią moje cycki w spokoju. Najpierw Pantera, a teraz jeszcze Styles chciałby je pomacać? Jezu.
     – Tu jesteś. – Z przemyśleń wybudził mnie głos małej paskudy.
     – Wyglądasz jak gówno – wtrąciłam.
     Miała podkrążone oczy, ale to chyba tyle. Może jeszcze lekkie siano z włosów. Ciekawe, czy dużo wczoraj wypiła. I dobrze jej tak, zresztą. Ostrzegałam.
   – Szklanka z wodą i tabletki przeciwbólowe. Już – rozkazała mi. Skrzywiłam się, ale wykonałam wszystko. To takie upokarzające.
     – Jeszcze jogurt z lodówki – dodała wredna małpa.
     Zacisnęłam usta w wąską kreskę i podałam jej ten jogurt. Sobie też przy okazji wzięłam. Jagodowy. Lubię jagody.
     – Hej, Amber, jakie ty właściwie masz nazwisko? – spytał nagle Malik.
     – Co ty pieprzysz z rana, Malik? – warknęłam, pocierając dłonią skronie.
     – Phoebe co? – odpowiedział mi takim samym tonem, a ja nagle stałam się podejrzliwa. Czy Harriet coś mu powiedziała? To suka. Na pewno coś powiedziała. Sukasukasukasuka.
     – A co cię to obchodzi? Chcesz zaprzyjaźnić się z służącą? – odparłam sarkastycznie.
     – A może masz coś do ukrycia? – Uniósł jedną brew do góry. Suka Harriet!
     – Cicho bądźcie! – jęknęła Nicole. – To Phoebe Cham–
     – …bers. Chambers. – dokończyłam. Przecież nie mogłam zdradzić prawdziwego nazwiska, a dziecko irytujące chyba było tego bardzo blisko. Co za idiotka.
     Do kuchni wpadł (przeskakując nad zgniecionym kubkiem i rozlanym napojem, które mieściły się wprost przy wejściu) Niall.
     – To co? Dziś na plażę? – zapytał od razu.
     – Zamknij się, Niall – odpowiedział mu tylko Louis, który chyba też miał kaca. I skończył już jeść.
     Ja za to dopiero zabrałam się za swój posiłek. Całkiem niezły.
     Potem opuściłam całe to towarzystwo (w międzyczasie dołączyli do nas Liam i Segovia) i zerkając do salonu (burdel, burdel i jeszcze raz burdel – to nie mój dom jednak, więc mam to w dupie, ja się stąd wynoszę na koniec sierpnia albo i wcześniej, gdyby dało radę), powędrowałam do pokoju, którego nie lubię. Na dworze świeciło słońce, ale mnie nie chciało się wychodzić nawet do tego ogromnego ogrodu. Wyjęłam z walizki swój zeszyt i otworzyłam na czystej kartce. Chwyciłam za ołówek i zaczęłam rysować. To zajęcie zupełnie do mnie niepasujące. Ja jestem twarda, wybuchowa, niecierpliwa, sarkastyczna, wredna i egoistyczna. A rysowanie to coś dla ludzi delikatnych i wrażliwych (przynajmniej tak to mi się kojarzy). Moje rysunki są zróżnicowane. W tym zeszycie można znaleźć kwiaty, owieczki, a także czaszki czy grób. Trochę ludzi też. Najczęściej rysowałam Andy’ego w wersji animowanej. Ale nie tylko jego. Bardzo dużo osób przerobiłam na bajkowych. To fajne. I daje mi to naprawdę mnóstwo radości. Tata chwali to zajęcie i co jakiś czas powtarza, że przynajmniej nikomu krzywdy nie robię. 
     Minęły aż trzy dni. Ani ja, ani Pantera nie wspominaliśmy naszego wspólnie spędzonego czasu na łóżku. Coraz częściej jednak przyłapywałam się na tym, że gapię się na niego. On jednak nie był mi dłużny – też się na mnie gapił. WTF?
     Ja pierdole, chyba mnie pociągał. W sposób czysto fizyczny.
     Styles’owi za to chyba coś odbiło. Przy każdej możliwej okazji próbuje mnie macać. A to klepnie mnie w tyłek, a to coś jeszcze innego. A Louis się z tego wszystkiego śmieje.
     A mała paskuda męczy mnie tak jak zazwyczaj. Kup mi to, przynieś mi tamto, idź mi zrób coś do jedzenia, posprzątaj. Typowe rozkazy, które wypływają z jej ust. Nadal jednak się do tego nie przyzwyczaiłam i za każdym razem, gdy ona każe mi coś zrobić, krzywię się. To się chyba nie zmieni.
     Pewnego wieczoru wszystkim zachciało się zagrać w bilard. Ja byłam na nie, ale nikt mnie nie słuchał. Idioci.
     Dlatego też niezbyt entuzjastycznie wchodziłam do tak zwanego pokoju gier. Moja mina pewnie wyrażała wszystko. Od niezadowolenia zaczynając, na wściekłości kończąc.
     – Zamawiam pierwszą rundkę z Harrym – oznajmił Louis.
     Oprócz stołu do bilardu stały tu też trzy automaty do gier, piłkarzyki, cymbergaj. 
     – Możemy zrobić składy grupowe – wtrącił Liam.
     – Ja chcę jeden na jednego – Tomlinson upierał się przy swoim.
     – Dobra, niech grają. – Nicole przewróciła oczami.
     Payne założył ręce na piersi i spojrzał na Louisa z ukosa. Ten, jakby nigdy nic, chwycił za kije, z czego jeden podał Styles’owi. Ustawił bile na stole i zaczęli gra.
     – To jedziemy! – wykrzyknął przy tym.
     Tym razem to ja przewróciłam oczami.
     W połowie ich gry zostałam zmuszona (zmuszona, nie pomyliłam się) do gry w piłkarzyki. Wredna małpa mi kazała. Totalnie zirytowana, bo nie dość, że nie chciałam tu być, to jeszcze zmuszają mnie do gry, podeszłam do odpowiedniego stołu. I wygrałam. A jakże. Anderson się wściekła, więc powtórzyłyśmy mecz. I znów wygrałam.
     – A idź do diabła – dziecko irytujące niemal wypluło te słowa.
    – A z przyjemnością – wyszczerzyłam się. No. Przynajmniej mój humor trochę się poprawił.
     Harry i Louis też skończyli grać. To zajebiście.
     Wygrał Styles.
     – A teraz-
     – Zagrają Zayn z Phoebe. – Tomlinson przerwał Liamowi.
     Zaraz, co?
     – Co kurwa? – wymsknęło mi się.
     – No już! – Louis dziwnie tryskał energią. I wręczył mi kij. – To będzie przyjemny meczyk.
     Pantera bez słowa przyjął kij.
     – A ty co, Malik? – zwróciłam się do niego. – Po prostu się zgadzasz?
     – Już nie mogę się doczekać, aż cię ogram. – Uśmiechnął się do mnie szeroko. Oho. Był pewny wygranej.
     Pewniej ujęłam kij i lekko zmrużyłam oczy.
     To jeszcze się okaże.
     – Phoebe chyba się zawzięła – stwierdził Niall.
     A jakże.
     Gra się zaczęła. Skupiłam się i nawet uspokoiłam (!). Reszta coś tam mówiła, chyba nawet się śmiała. Ale ja musiałam wygrać. Jeśli przegram, on nie da mi żyć.
     Dobrze, że grałam w bilard z ojcem. Mój ojciec jest w to najlepszy. I nie przesadzam. Jest najlepszy. Tylko raz udało mi się go ograć, ale to i tak był wyczyn. Do tej pory się zastanawiam, czy wtedy nie dał mi forów. Nie lubię litości skierowanej do mojej osoby.
     Nagle Malik, niby ukradkiem, wrzucił jedną ze swoich bili RĘKĄ do dziury! Myślał, że tego nie zauważyłam.
     – Hej! – krzyknęłam od razu. – Oszukujesz!
     – Wcale nie – zaprotestował do razu.
     – Tak!
     – Nie.
     – Nie kłam, Malik. Widziałam – uświadomiłam go. – Czy ktoś jeszcze to widział?
     Powiodłam spojrzeniem po reszcie, jednak oni udali zainteresowanie wszystkim innym, byle nie mną. No jasne. Mogłam się tego spodziewać.
     Rzuciłam kij na stół.
     – Pierdol się, Malik – warknęłam. – Nie gram z oszustem.
     – Nie oszukiwałem – on również warknął.
     – Ach tak? Och, czyżbyś się bał przegranej? Dlatego wrzuciłeś tę bilę? Jestem aż taka dobra? – zaśmiałam się szyderczo. – Aż taka ciota z ciebie?
     Pantera zesztywniał, a jego oczy przepełniała furia. Ojej, zdenerwował się, biedaczek.
     – Pierdol się, Chambers – syknął. Och, użył mojego pseudo nazwiska. – I nie oszukiwałem.
     – Jasne. W dupie z wami wszystkimi – machnęłam ręką i skierowałam się do wyjścia.
     – Ej! A ty gdzie, panienko Phoebe?! – wykrzyknęła wredna małpa.
     – Dokończyć twoją trumnę – odparłam grubiańsko, po czym wyszłam stamtąd wprost do ogrodu.
     Jak to w ogrodzie – rosła tu trawa, jakieś krzewy, kwiaty i drzewa. Podeszłam pod jedno z drzew (nie miałam pojęcie, jakie dokładnie to drzewo). Wspięłam się na nie. Usadowiłam się niemal na samym szczycie i odetchnęłam głęboko. Wiatr przyjemnie owiewał mi twarz, chłodząc moją irytację. I jakie świetne widoki stąd miałam! Mogłam obserwować całą okolicę!
     Kilka minut później dostrzegłam Malika, który również wyszedł na ogród. Niebezpiecznie zaczął kierować się w moją stronę, aż się przestraszyłam, że wiedział, iż tu jestem. On jednak minął moje drzewo, oparł się za to o następne. Wyjął z kieszeni paczkę papierosów i zapalniczkę, po czym zapalił sobie jednego.
     Chwilę potem dołączył do niego Styles ze słowami:
     – Stary, co ty odpierdalasz?
    – Przymknij się – Pantera warknął w odpowiedzi. Typowe. – Ona gdzieś tu jest; widziałem, jak wchodziła do ogrodu.
     – No i co z tego? – Harry nie miał zbyt miłego tonu.
     Malik też nie, ale on niemal zawsze utrzymuje taki ton, a Styles jednak czasem mówi normalnie.
     – Po jakiego chuja się na to zgodziłeś? – spytał kędzierzawy (powinien iść do fryzjera, serio).
     – Na co? – Zayn przeciągnął leniwie sylaby.
     – Na tę grę!
     – To Louis to wymyślił. – Malik wzruszył ramionami.
     – Z nim sobie porozmawiam później – mruknął Styles. – Ale ty? Nie umiesz grać czysto, Phoebe ma rację. Boisz się, że przegrasz i dlatego zachowujesz się jak ciota.
     Coś wątpiłam w to, by rozmawiali o tym, że Pantera oszukał przy naszej grze. Tu chodziło o coś innego i miałam niejasne wrażenie, że jestem w to wplątana (rymuje się to z Hannah Montana, hi hi hi, Boże, nie słuchajcie mnie).
     Malik zgasił papierosa i odrzucił na bok, po czym odwrócił się w stronę Stylesa i popchnął go, po czym jeszcze raz go popchnął. Za trzecim razem Harry przytrzymał ręce Zayna i nie dał się tak łatwo.
     – No proszę, ale żeś się zdobył na akt odwagi – prychnął Pantera. – Idź się lepiej pochwalić, że zdołałeś mnie obrazić, zanim nie będziesz mógł mówić.
     – Nie boję się ciebie, Malik – warknął Styles.
     Przez moment oboje mierzyli się spojrzeniami, a ja nie mogłam się powstrzymać i bardziej się wychyliłam, by lepiej wszystko widzieć. Licha, sucha gałąź pod moją ręką ułamała się z trzaskiem i spadła na ziemię, a ja z ledwością zdołałam się cofnąć całym ciałem. Liście zaszeleściły, oplatając mnie i odcinając od czyjegokolwiek wzroku. Byłam jednak pewna, że wszyscy mnie usłyszeli, więc moja osłona na gówno się przyda. 
     Idiotka! IDIOTKA!
     Myślałam teraz gorączkowo. Nie mogłam pozwolić, by przyłapano mnie na podsłuchiwaniu i to po raz drugi, gdyż następnym razem będą ostrożniejsi i nie usłyszę nawet jednego słówka.
     Ale jakie mam możliwości?! Jestem na drzewie, do cholery! A latać nie potrafię!
     Prawie zaczęłam obgryzać paznokcie.
     – No proszę, proszę. Kogo my tu mamy?
     Zamknęłam oczy i przygotowałam się psychicznie na starcie. 

___________________________________________

Piąty rozdział *__* Czy też go kochacie? xD
Oprócz niego szczególniej ubóstwiam jeszcze rozdział dwunasty ;>
Albo trzynasty, tego jeszcze nie wiem. Zależy, jak akcja mi się rozłoży...
I mam już ponad 2000 wyświetleń! Nie no, po prostu jak dziś zauważyłam tę liczbę, myślałam, że zwariuję! :D Uwielbiam Was, kochani :)
Elizo Elizabeth, teraz specjalnie dla Ciebie mam kilka słów - uwielbiam Twoje komentarze i teraz będę wyczekiwać go z niecierpliwością! Wydajesz się bardzo fajną osobą :)
Mam również kilka słów do Tiny Immortal - Twoje komentarze też bardzo lubię, szczególnie, gdy piszesz więcej niż cztery słowa :) W każdym razie wiedz, że bardzo poprawiłaś mi humor :)
I to chyba wszystko na dziś :)
Pozdrawiam,
do napisania
Meredith :)

13 komentarzy:

  1. Boże. Twoje rozdziały są genialne ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. "Elizo Elizabeth, teraz specjalnie dla Ciebie mam kilka słów - uwielbiam Twoje komentarze i teraz będę wyczekiwać go z niecierpliwością! Wydajesz się bardzo fajną osobą :)" Dziękuję Ci za te słowa. Ja Ciebie też bardzo lubię.
    A teraz trochę o rozdziale.
    Nie spodziewałam się, że Zayn Malik może być taki niegrzeczny. Dzięki Harry, że wtedy weszłeś. Dlaczego? Nie chciałabym, aby Amber (wreszcie użyłam tej ksywki) miała kłopoty.
    Coś mi się zdaje, że Zayn i Harry konkurują ze sobą. Mam racje?
    Końcówka " Przez moment oboje mierzyli się spojrzeniami, a ja nie mogłam się powstrzymać i bardziej się wychyliłam, by lepiej wszystko widzieć. Licha, sucha gałąź pod moją ręką ułamała się z trzaskiem i spadła na ziemię, a ja z ledwością zdołałam się cofnąć całym ciałem. Liście zaszeleściły, oplatając mnie i odcinając od czyjegokolwiek wzroku. Byłam jednak pewna, że wszyscy mnie usłyszeli, więc moja osłona na gówno się przyda.
    Idiotka! IDIOTKA!
    Myślałam teraz gorączkowo. Nie mogłam pozwolić, by przyłapano mnie na podsłuchiwaniu i to po raz drugi, gdyż następnym razem będą ostrożniejsi i nie usłyszę nawet jednego słówka.
    Ale jakie mam możliwości?! Jestem na drzewie, do cholery! A latać nie potrafię!
    Prawie zaczęłam obgryzać paznokcie.
    – No proszę, proszę. Kogo my tu mamy?
    Zamknęłam oczy i przygotowałam się psychicznie na starcie. " Po prostu boska. Lepiej tego bym nie ujęła. Czemu, ty zawsze kończysz w takich momentach? Chyba do Ciebie przyjadę i Cię zabiję (a tak naprawdę. To gdybym przyjechała to byśmy pogadały i opowiedziałabyś mi całą historię). Strzeż się.
    Kiedy następny?
    Głupio mi tu to pisać, ale jak tak uwielbiasz moje komentarze, bo może zaczniesz uwielbiać mojego bloga? Zerkniesz? Mam mało komentarzy, dopiero zaczynam. I obserwatorzy też świecą pustkami.
    Zapraszam!
    http://coffee-to-nie-kawa-coffe-to-imie.blogspot.com/

    Pozdrawiam
    Elizabeth

    Ps. Komentarz wyszedł długi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jednym ze słów, którymi nie można opisać Zayna Malika jest GRZECZNY. Zresztą, Malik i grzeczny w jednym zdaniu? Niee, to nie pasuje ;p
      Nie no, spoko, przyjeżdżaj, ale nie jestem pewna, czy zdradziłabym Ci ciąg dalszy ;p Ale dobrze, przestroga została przyjęta przez mój mózg :D
      Następny jak zwykle: weekend :)
      Pozdrawiam xoxo

      Usuń
  3. Zajebisty rozdział.
    Czekam na next.



    MECHI♥♡♥♡

    OdpowiedzUsuń
  4. Największy imprezowicz w domu z fochem ;(
    Andy to taki fajny przyjaciel. Szczery, prawdziwy i dobrze znający Phoebe. A to właściwie dzięki niemu widać tą łagodniejszą stronę dziewczyny. Bo ona go potrzebuje i tęskni *.*Ma uczucia i nie ma wywalone na wszystko. ;) Dobrze wiedzieć.
    Od kiedy wątpisz w piątkę gejów Phoebe? Jak impreza, to i ludzi pełno, ale założe się, że któryś z nich napisał na fejsie czy coś. xD
    Lol jak to młode może pić w wieku 12 lat i nikogo to nie obchodzi? O.o
    Oł więc jak na razie wygrał Malik, ale Styles też sobie pozwala. X.x
    No i jednak był jakiś zakład dotyczący Phoebe. A jego treść: Kto pierwszy ją przeleci? Że nie pomyślałam o tym… A Phoebe jak się dowie to o matko!
    Mój komentarz na poprawę humoru ^.^ A mi humor poprawiają Twoje rozdziały. :D Ale te cztery wyrazy to przegięcie. ;p Staram się pisać ciut więcej. ;) Ale ciesze się, że Ci się podobają.
    Czekam na kolejny. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bez fejsa nie ma życia xD
      W tamtym towarzystwie nikogo nie obchodzi, że dwunastolatka się upija... To trochę smutne, ale wątpię, żeby odbiło się na to psychice Nicole ;p
      Z tym zakładem to faktycznie na początku tak sobie zaplanowałam, ale potem to zmieniłam, także... nie trafiłaś ;p
      Właśnie wiem, że piszesz więcej i bardzo to lubię! Długie komentarze są spoko :D
      Pozdrawiam również xoxo

      Usuń
  5. Yeeeeaaaah, zajebisty rozdział!
    Jak wszystkie z resztą >.<
    Przyznam, masz talent i to kurewsko wielki!
    Nie mogę się doczekać, jak się akcja rozwinie ;D
    Weny życzę xx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, dziękuję za tak miłe słowa *o* Choć ja tak nie uważam, ale cóż... Po prostu lubię pisać. I tyle :D

      Usuń
  6. kiedy dodasz nn? ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. OMG OMG OMG OMG :) świetny rozdział,mam nadzieje,że kolejny będzie za niedługo :*

    OdpowiedzUsuń
  8. dawaj rozdzial ;)

    OdpowiedzUsuń