sobota, 8 listopada 2014

ROZDZIAŁ CZWARTY

Rozdział dedykuję Eliza Elizabeth! Dzięki za przesłanie mnóstwa pozytywnej energii! :) Jak tam sprawdzian z niemieckiego? Ja z francuskiego dostałam 5, także nic nie zawaliłam xoxo

     Wszyscy poszli spać. Zgasło ostatnie światło w domu, nie słychać już było żadnych głosów, dźwięków, niczego. Błoga cisza. Nie ma irytującego głosu małej paskudy. Spokój.
     Ach, jednak nie. Przecież zrezygnowałam z błogiego spokoju. Na rzecz czego? Jakiegoś gównianego nocnego kąpania!
     Z niewyżytą wściekłością padłam na łóżko i zaczęłam krzyczeć w poduszkę. Po chwili poczułam, jak wszystko ze mnie ulatuje i jako tako się uspokoiłam.
     Spojrzałam na zegarek i przeklęłam pod nosem. Dochodziła pierwsza, musiałam schodzić już na dół. Podniosłam torbę z ręcznikiem z ziemi i wtedy mi się coś przypomniało. Myślałam, że wyjdę z siebie.
     To wszystko wina tej wrednej małpy. To ona wyznaczyła mi kolejne cholerne zadanie: „posprzątaj mój pokój, bo mi się nie chcę, a lubię porządek” ~ mówione głosem, który przedrzeźnia. Więc myślę sobie: „ja pierdole, co za kolejna leniwa krowa, ale dobra, trzeba ratować honor ojca, poświęcę się już, ale kiedyś jeszcze będą stawiać mi pomniki”. Czego dotknęłam w jej pokoju? Białej, uroczej toaletki. A co było z nią nie tak? Była wysmarowana farbą. Przykleiłam się do niej rękę, a później koszulkę (nie pytajcie, jak to w ogóle możliwe). Moja kochana koszulka została lekko podarta i brudna.
     A teraz stoję w ciemnym pokoju i co? Jeszcze się nie przebrałam! Ze złością ściągnęłam pewną piękną część garderoby (moją ulubioną) i nałożyłam na siebie sukienkę (za moment się dowiecie, dlaczego). Zastanawiałam się nawet nad wzięciem ze sobą bluzy, ale potem przypomniało mi się, że to Los Angeles. Tu chyba nie jest na tyle zimno w nocy, by ubierać długi rękaw?
     No cóż, się okaże.
     Po cichu zeszłam na dół i wyszłam na zewnątrz. Ich święta piątka już na mnie tam czekała, popalając papierosy. Wszyscy palili. Cóż za ciekawa informacja, kiedyś to wykorzystam przeciwko nim.
        – Już myślałem, że stchórzyłaś – oznajmił Styles, zadeptując niedopałek nogą.
     – Ciekawe, czy odważyłbyś się zrobić to, gdybyś był na moim miejscu? – spytałam z kpiącym uśmieszkiem, który mówił: „Jesteś tchórzem, Styles. W życiu nie zdobędziesz się na to co ja.”
     – Już nie mogę się doczekać, gdy zobaczę cię nago. – Naszą rozpoczynającą się kłótnię przerwał Pantera, który posłał mi pogardliwe spojrzenie. – Pewnie i tak nie masz się czym pochwalić.
     – Jak mi przykro, nie będziesz miał nawet szansy się o tym przekonać – odparłam z udawanym smutkiem. – Żałuj – dodałam ciszej, tak by tylko on mnie usłyszał. Spojrzał na mnie przenikliwie, jakby próbował mnie rozgryźć. Nigdy ci się to nie uda, kolego. Wtedy dmuchnął mi dymem papierosowym prosto w twarz, co wzbudziło we mnie wielką wściekłość. Idiota, po prostu i d i o t a.
     W końcu ruszyliśmy w stronę plaży.
     – Czyli jednak nie masz zamiaru nago kąpać się w oceanie? – zapytał nagle Louis.
     – Kiedy coś takiego powiedziałam?
   – Przed chwilą – odpowiedział tonem, jakiego się używa do rozmowy z pięcioletnim dzieckiem.
     – Nic takiego nie mówiłam – obstawiałam przy swoim i zerknęłam w górę. Niebo było bezchmurne, ale księżyc cienkim rogalikiem. To dobrze.
     – Powiedziałaś, że Zayn nie zobaczy cię nago – rzekł, a to zabrzmiało tak absurdalnie, że musiałam parsknąć śmiechem.
     – A chciałby? – Uniosłam jedną brew do góry, patrząc na Malika.
     – W twoich snach, Amber.
     Znowu ta cholerna Amber.
     – Wykąpię się nago, ale to nie znaczy, że wy mnie wtedy zobaczycie. Nie było o tym mowy w zakładzie. – Popatrzyłam na nich z politowaniem. Oni naprawdę myśleli, że pokażę im się bez ubrań? No błagam, pomimo… tego wszystkiego… co się kiedyś stało… mam do siebie szacunek. Nie oceniajmy mnie po czynach z przeszłości. Mam do siebie szacunek i do swojego ciała również. Naprawdę. To że kiedyś już mi się zdarzały podobne… rzeczy… nie ma to znaczenia. Mam ten cholerny szacunek i już. Tamtych ludzi przynajmniej znałam ze szkoły. A ich nie znam w ogóle.
     Oni rozmawiali pomiędzy sobą, raz po raz wybuchali śmiechem, gdy schodziliśmy z klifu.
     W końcu stanęliśmy na piasku.
     Przełknęłam ślinę, gdy zobaczyłam ocean. Był dość… wzburzony. Powiedziałam sobie, że ten jeden raz mogę się poświęcić i zamoczyć się przy brzegu, ale teraz gdy tu jestem… Jaka cholera wie, jak moja psychika na to zareaguje? Od tamtego czasu zrobiłam to tylko raz i nie skończyło się za dobrze. Dobrze, że wtedy nie przebywałam w Nowym Yorku, bo chyba na zawsze wszyscy omijaliby mnie szerokim łukiem i szeptali „wariatka”, ale nie z powodu, który by mi odpowiadał.
     – No, do roboty. – Styles mnie lekko popchnął, a ja odwróciłam się do niego z zaciętą miną.
     – Nie lubisz swoich rąk? – spytałam miłym głosem.
     Chłopak zrozumiał przekaz. Przynajmniej miał choć trochę inteligencji.
     Liam i Niall zrzucili ciuchy i szybko wbiegli do wody, nim zdążyłam coś zauważyć.
    Miałam na sobie tę przeklętą sukienkę. Nienawidzę ich, ale ubrałam ją dla wygody. Stanika w ogóle nie włożyłam. Było zbyt ciemno, żeby mogli to nawet zauważyć. Włożyłam majtki do torby, wyjęłam z niej ręcznik i odwróciłam się w stronę palących, spragnionych spojrzeń chłopaków.
     Jezu.
    – Weźcie sobie znajdźcie jakieś dziewczyny – warknęłam, a oni na moment odwrócili wzrok, nie wliczając w to Malika, który nieustannie mi się przyglądał. Ściągnęłam więc sukienkę przez głowę i owinęłam się ręcznikiem. Moim sojusznikiem była ciemność, która mnie otuliła. Chyba ewentualnie będę mogła ją polubić.
     Wtedy, zaskakując wszystkich, ruszyłam biegiem w stronę oceanu, przy samiuśkim brzegu porzucając ręcznik. Mózg krzyczał „STÓJ, IDIOTKO!”, ale nogi go nie posłuchały. Może w jakiś pokręcony sposób za tym tęskniłam?
     Wbiegłam z takim pędem, że zatrzymałam się dopiero wtedy, gdy woda sięgała mi do połowy ud, a fale przykrywały mnie niemal w całości.
     Słyszałam wesołe krzyki Nialla i Liama, ale mój umysł powoli przestał je rejestrować. Starałam się z tym walczyć, nie mogło się to skończyć tak jak poprzednim razem.
     Nie przy nich.
     Przed oczami pojawiły mi się niechciane obrazy, które starałam się odgonić, moje uszy słyszały krzyki, które nie wydobywały się z niczyjego gardła, przynajmniej w tamtym momencie… Błyskawica, grzmot, błyskawica grzmot… Sparaliżowało mnie… ponownie… nie mogłam oddychać… ponownie… wróciłam do koszmaru, który swego czasu śnił mi się noc w noc… ponownie.
     Tym razem byłam jednak starsza. I silniejsza. A może uspokoiła mnie myśl, że nie chcę, aby oni mnie zobaczyli… TAKĄ. Odzyskałam czucie w nogach i wybiegłam z wody, podnosząc ręcznik i owijając się nim.
     Całe to moje zamoczenie trwało… pięć sekund? Dziesięć? W każdym razie nie zdążyli jeszcze zabrać mi ręcznika, na szczęście. Opatuliłam się nim ciasno, drżąc z zimna i ze strachu w pewnym stopniu też.
     Niall i Liam nadal wesoło się kąpali.
     Nikt tego nie zauważył. Nikt. Było za ciemno.
     – No i co? Więcej nie wytrzymałaś? – spytał kpiąco Styles, podchodząc bliżej mnie.
     – A ty byś w ogóle wszedł do wody? – odpowiedziałam takim samym tonem.
     Nawet nie wiedzieli na jak wielki akt odwagi właśnie się odważyłam. Co prawda, już nigdy więcej go nie powtórzę. To był ostatni raz. Chyba chciałam się przekonać, czy… nadal tak na mnie działa. Ale nic się nie zmieniło. Woda dla mnie nie istnieje.
     – Jesteś strasznie przemądrzałą osobą, Phoebe.
     Nienawidzę sposobu, w jaki Styles wymawia moje imię. Ta arogancja w jego głosie mnie irytuje.
     Liam i Niall również wyszli z wody.
     – Cholera, ale zimno! – krzyknął Niall, opatulając się ręcznikiem.
     Skorzystałam z tego, że nikt nie zwracał na mnie uwagi. Prędko się ubrałam i nadal starałam się otrząsnąć po kontakcie z oceanem.
     – Muszę przyznać, Amber, że nie spodziewałem się, że faktycznie wejdziesz do wody. – Koło mnie stanął Malik. – Wyglądasz na tchórza.
     – Taa… A ty na pedała. Styles zresztą też. O, może jesteście parą? Pasujecie do siebie – zadrwiłam.
     – Nie przeginaj, Amber.
     – Ty pierwszy przegiąłeś, Malik.
     – Ej, gołąbki, może byście podeszli do nas? – zawołał do nas Louis.
     Nawet nie zauważyłam, że pozostała czwórka stała w oddaleniu od nas.
     – Styles, nie musisz się już martwić, twój chłopak do ciebie idzie! – krzyknęłam i popchnęłam Panterę w odpowiednią stronę. Pomimo ciemności dostrzegłam jego mordercze spojrzenie.
     – Dam ci radę: nie zadzieraj ze mną - warknął ciemnowłosy.
     – Jak na razie to ty zadzierasz ze mną.
     Ominęłam go, trącając lekko ramieniem. Podbiegłam do pozostałych, dzierżąc w dłoni torbę z ręcznikiem.
     Wyruszyliśmy w drogę powrotną. Liam i Niall cały czas ekscytowali się tym kąpaniem, a ja nie mogłam powstrzymać się przed przewracaniem oczami. Ja pierdole. To wcale nie było takie fajne.
     – Dobranoc, Amber – rzekł Malik przesłodzonym głosem.
     – Pierdol się – odpowiedziałam i pokazałam mu środkowy palec.
     Nie zarejestrowałam jego reakcji, gdyż schowałam się u siebie w pokoju. Taki znak, że mam go totalnie w dupie i nie obchodzi mnie jego pieprzona osoba.
     Obudził mnie oczywiście telefon od małej paskudy. Znowu miałam jej zrobić śniadanie. Zaserwowałam jej więc płatki, a ona znów marudziła.
     – Nie umiesz normalnie gotować? – jęczała. – Jakaś jajecznica?
     – Jajecznicę to ja ci mogę zrobić, ale ze skorupą – warknęłam i ziewnęłam. Siódma rano. W wakacje. Nie no, szczyt wszystkiego.
     Raptem frontowe drzwi otworzyły się, uderzając o ścianę z hukiem. Przez nie wtoczyła się pseudo opiekunka. Fryzura niczym nieudane gniazdo ptaka, podkrążone oczy, bełkoczący głos. Pijana i może nawet naćpana. Pięknie. Też mi niańka.
     – Hhfcdxghjhv – powiedziała, gdy nas dostrzegła.
     – Jest zajebiście – odparłam głośno, jakbym mówiła do przygłuchej staruszki.
     – Co to za przekleństwa? – oburzyła się Nicole. Matko. Ale ona czepialska.
     Ich święta piątka jeszcze spała. No jasne. Mam wielką ochotę iść i ich obudzić.
     Becky doczołgała się do kanapy w salonie i opadła na nią ze stęknięciem.
     – Weź idź zobacz, czy ona żyje – mruknęłam do małej paskudy, ale tak naprawdę wcale mnie to nie interesowało. Powiedziałam to, bo czasem robię to, co należy. Tak jak z tym ratowaniem honoru ojca.
     – Sama sobie idź – dziecko irytujące prychnęło. – To ja tu jestem od wydawania rozkazów.
     – Więc opiekunka umrze. – Wzruszyłam ramionami i wbiegłam po schodach na górę.
     – Naszykuj mi kąpiel! – krzyknęła jeszcze wredna małpa.
     Dziecko irytujące jest tak pełne empatii… Ja jej mówię, że niańka umrze, a ona na to, że mam jej „naszykować kąpiel”. Zresztą, ona sama nie potrafi odkręcić jakiegoś pokrętła?  
     Weszłam do jej pokoju, a stamtąd do łazienki. Ona oczywiście ma swoją łazienkę. Ja jej oczywiście nie mam. To takie upokarzające.
     I ta wielka wanna. W łazience na korytarzu jest o wiele mniejsza. Czemu wredna małpa ma lepiej ode mnie? Ona jest bezczelna bez powodu. Wyżywa się na mnie. Czy ja się na niej wyżywam? NIE. Ja się wyżywam na innych, ale to już inna sprawa.
     – Hej, Nicole, jesteś tu? – usłyszałam głos Louisa.
     Lekko znieruchomiałam. Drzwi od łazienki były zamknięte. Woda mocno szumiała, więc postanowiłam odpowiedzieć. Nie powinien jakoś szczególnie zwrócić uwagę na inny głos.
     – Jestem – rzekłam, lekko piszcząc.
     Trzy, dwa, jeden. Jest! Nie zorientował się!
     – Jak zrobisz to, co robisz, musisz do nas wpaść. Koniecznie – oznajmił podekscytowanym głosem. – Nie spaliśmy prawie przez całą noc i trochę im odbiło. Mamy ten plan! Ale będzie zabawa, mówię ci!
     Taaa… Po prostu ubaw po pachy!
     – Czekamy.
     – Jasne – powiedziałam znów, żeby nie wzbudzać podejrzeń.
     Nie wiem, czy Louis wyszedł, ale tak mi się zdawało. Zakręciłam wodę i wyszłam z łazienki. Nie było go.
     Muszę się jakoś podkraść i ich podsłuchać. Cholernie mnie ciekawiło, co oni kombinują.
     Najpierw jednak musiałam przekazać wiadomość Nicole. Jeśli nie przyjdzie tam za chwilę – domyślą się, że to ja siedziałam w łazience (buhaha!) i nic już nie usłyszę.
     Zeszłam na dół; wredna małpa jednak zaopiekowała się naszą kochaną opiekunką.
     – I co? Woda w wannie? – spytała, nawet na mnie nie spoglądając.
     Ma dwanaście lat, a rządzi się, jakby była dorosła. Irytujące.
     – Louis cię woła – rzekłam zamiast odpowiedzi na jej pytanie.
     Jej głowa uniosła się gwałtownie.
     – Gdzie? – zapytała natychmiast, a ja zmrużyłam oczy. Ona wie już o tym „planie”.
     Wzruszyłam ramionami.
     – Gówno mnie to obchodzi – odparłam grubiańsko.
     Mała paskuda przewróciła oczami i wbiegła na górę. Ruszyłam zaraz za nią, tyle że nie stukałam stopami o posadzkę jak rozpędzony słoń. Teraz mnie naszło pytanie „gdzie?”. Korytarz był pusty, a żadnych głosów nie słyszałam. Nawet nie wiem, gdzie oni mają pokoje! Och nie, z wyjątkiem Zayna, bo ten ma niedaleko mnie. A reszta? Na tym piętrze czy na drugim?
     Wypuściłam powietrze ze świstem i przyłożyłam ucho do pierwszych lepszych drzwi. Cisza. Za następnymi, jeszcze następnymi i jeszcze bardziej następnymi również nie rozlegał się żaden dźwięk. Na pierwszym piętrze nikogo nie było. Wspięłam się więc na drugie. Było mniejsze niż to niższe, ale jakoś przytulniejsze. I tutaj coś usłyszałam. Brązowe wejście na końcu korytarza przepuszczało trochę światła, kusząc mnie. Drzwi były uchylone. I ktoś za nimi rozmawiał. Podkradłam się do nich i stanęłam obok, zaglądając do środka. Był to pokój o ciemnozielonych ścianach. W moim wąskim polu widzenia dostrzegłam pół Nialla opierającego się o biurko i całego Louisa siedzącego na podłodze nieopodal biurka. Reszta prawdopodobnie chowała się poza moim wzrokiem.
     – I to koniec? – spytała Nicole.
     Ależ mnie ciekawiło, o czym oni rozmawiają. Co to za „plan”?
     – A ty masz jakieś pomysły do tego?
     Plan, PLAN, p–l–a–n, plaaaan! To słowo mnie nawiedza.
     Zresztą, czy oni nie są za starzy na plany?
     Podświadomie wyczułam czyjąś obecność za sobą i to wywołało we mnie dreszcze. Czyjaś ręka sięgnęła nade mną i popchnęła drzwi, odsłaniając cały pokój, a ja przełknęłam ślinę. Wszyscy zebrani na mnie spojrzeli.
     Odwróciłam głowę. Za mną stał pan zacny Malik z nieładem na głowie.
     – Wyglądasz, jakbyś dopiero zwlekł się z łóżka – wyraziłam swoje bardzo ważne zdanie.
     – Twoje obelgi są żałosne – skwitował i minął mnie. – Czemu podsłuchiwałaś? Mamusia cię nie nauczyła, że tak nie wolno?
     Właściwie to… nie.
     – To jeden z lżejszych grzechów, jakie popełniam – wykrzywiłam usta w czymś, co miało być uśmiechem, ale byłam w podłym nastroju. Pewnie wyszedł z tego jakiś grymas.
     – Jesteś niemożliwa, panienko Phoebe – rzekła wredna małpa z obrzydzeniem wypisanym na twarzy.
     – Spiskujecie – zarzuciłam im, mrużąc oczy.
     – Nawet jeśli, to nie twój interes – warknął Styles.
     – Ale jeśli już tak bardzo chcesz wiedzieć, to możemy ci powiedzieć – dopowiedział Malik. – Nie wiedziałem tylko, że aż tak interesuje cię nasze życie. Wydawać by się mogło, że masz na wszystko wyjebane, Amber.
     Wypuściłam powietrze ze świstem. Ten facet zaraz po dziecku irytującym (a może już nawet je przegonił) wpędzi mnie do grobu.
     – Ja nie–
     – Urządzamy dziś imprezę. – Przerwał mi. On bezczelnie mi przerwał!
     – Malik, nie pozwalaj sobie – syknęłam. – Mnie się nie przerywa.
    – Co ty za służącą zatrudniłaś, mała? – zwrócił się teraz do małej paskudy, jakby nagle zapomniał o mojej obecności. – Taka pyskata i nieposłuszna. Na twoim miejscu bym ją zwolnił. Albo potrącił z pensji.
     Służąca.
     Zaraz coś rozwalę.
   Zacisnęłam zęby ze zgrzytem. Odwróciłam się, zarzucając swymi pięknymi, brązowymi włosami i wycofałam się z honorem.
     – Nie zapomnij o imprezie! – krzyknęła za mną jeszcze wredna małpa.
     W swoim pokoju krzyczałam w poduszkę.
     Nienawidzę.
     Nienawidzę.
     NIENAWIDZĘ!
_______________________________

I jest! CZWARTY! Czyż to nie cudowne?
Btw, mam ponad 1500 wyświetleń *__* Ale super!
I aż 19 obserwatorów *o* Jestem po prostu przeszczęśliwa! :)
W ogóle boję się Was. :( Cały czas mam wrażenie, że po najnowszym postem pojawi się komentarz coś w stylu: "Co to ma być? Co ty tu robisz, dziewczyno? Weź, wyjdź stąd. Totalnie pisać nie umiesz, żenada. A ile błędów językowych i logicznych! Nie wstyd ci? Na twoim miejscu to bym się schowała. A ta fabuła? Co to ma być? Pełno nieścisłości i nic nie trzyma się kupy. Zero wyobraźni, wszystko jest totalnie przewidywalne".
Jeśli już macie mi coś takiego napisać, to delikatnie, ok? ;(
W każdym razie kocham Wasze dotychczasowe komentarze i ludzi, którzy je napisali! ;>
Do napisania,
pozdrawiam,
Meredith :)

16 komentarzy:

  1. Nikt nie zostawi po sobie takiego komentarza, bo nie można po prostu. Piszesz za dobrze :) Jejku, jak ja lubię Malika, no jejkuuu! Świetny rozdział, bardzo przyjemnie czyta mi się Twojego bloga wieczorową porą. Idę nadrabiać resztę.
    Buziaki, Lenka :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam ten rozdział! Czekam na nn

    OdpowiedzUsuń
  3. " Rozdział dedykuję Eliza Elizabeth! Dzięki za przesłanie mnóstwa pozytywnej energii! :) Jak tam sprawdzian z niemieckiego? Ja z francuskiego dostałam 5, także nic nie zawaliłam xoxo"
    Dziękuję, czuje się taka ważna. 5?! Gratulacje. i to jeszcze z francuskiego. Podziw! Ja nie wiem co dostałam, bo mam taką panią, że jej się nie chciało.
    Co do rozdziału. Mega Super! Zastanawiałam się jak Phoebe wykręci się od kąpieli. A tu proszę jednak weszła.
    Ciekawe jaka szykuje się impreza. Interesujące. Zdradzisz mi? Proszę!
    " W ogóle boję się Was. :( Cały czas mam wrażenie, że po najnowszym postem pojawi się komentarz coś w stylu: "Co to ma być? Co ty tu robisz, dziewczyno? Weź, wyjdź stąd. Totalnie pisać nie umiesz, żenada. A ile błędów językowych i logicznych! Nie wstyd ci? Na twoim miejscu to bym się schowała. A ta fabuła? Co to ma być? Pełno nieścisłości i nic nie trzyma się kupy. Zero wyobraźni, wszystko jest totalnie przewidywalne".
    Jeśli już macie mi coś takiego napisać, to delikatnie, ok? ;("
    Oszalałaś?! Piszesz czadowe rozdziały. Nie zamierzam Cię obrażać tylko podziwiać.
    "W każdym razie kocham Wasze dotychczasowe komentarze i ludzi, którzy je napisali! ;>"
    Też Cię kocham i to mocno.
    Wejdziesz:
    http://coffee-to-nie-kawa-coffe-to-imie.blogspot.com/
    Proszę, dopiero zaczynam!
    Mam nadzieję, że niedługo następny.
    Pozdrawiam
    Elizabeth

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale długi wyszedł. I tyle cytatów :).
      Kocham ^.^

      Usuń
    2. Kocham, kocham, kocham! :D
      Heh, dzięki, choć z tym podziwianiem to chyba przesada xD Podziwiać to można J.K. Rowling albo George'a R.R. Martina :)
      Nic nie zdradzę co do imprezy, ale mogę tylko powiedzieć, że coś się stanie! Jeeej, jestem taka tym podekscytowana, że aż nie mogę! Mam nadzieję, że wszyscy, którzy przeczytają następny rozdział będą się ekscytować razem ze mną ;>
      Pozdrawiam również xoxo

      Usuń
  4. No co ty? Takich komentarzy nigdy byś nie otrzymała! Piszesz mega cudownie i nie ma powodu żeby się ciebie czepiać! Rozdział super i wgl weny :* i do następnego! :***
    szpiegostwo-poplaca.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Super rozdział i super blog :)
    Zaczęłam czytać i strasznie
    mi się podoba, bedę wpadać regularnie :D
    Czekam na następny :)

    OdpowiedzUsuń
  6. „– Dobranoc, Amber – rzekł Malik przesłodzonym głosem.
    – Pierdol się – odpowiedziałam i pokazałam mu środkowy palec.”
    Brawo Phoebe! Tak trzymaj i nie daj się Malikowi i reszcie.
    Segovia??! No jak to taka wracasz do domu? ;p
    Błahaha i coś z tym planem poszło nie tak. ;) Ale chociaż się Phoebe dowiedziała, że chodzi o imprezę, bo ja to bym obstawiała, że spiskują coś na nią. Ale dobrze, że jednak nie :)
    What? Jak napisać takie coś? Rozdział jest świetny. Don’t worry, be happy. :D
    Czekam na kolejny, weny życzę i pozdrawiam ^.^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Phoebe działa po swojemu, jej wprost nie da się kontrolować (zupełnie jakby była Niezgodna... haha xd). No tak, nasza piękna opiekunka... Pozostawię to bez komentarza ;p
      I dziękuję bardzo :)
      Pozdrawiam xoxo

      Usuń
  7. Przeczytałam wszystkie rozdziały na raz, dosłownie na jednym wdechu :) Boskie, tyle mogę powiedzieć :) Życzę weny i zapraszam do mnie http://incompatible-with-death.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojeej, aż tak się wciągnęło? xD To mnie bardzo podniosło na duchu... Dzięki ;)

      Usuń
  8. kiedy nn ?? ;) // ZAJEBISTY ROZDZIAL Legarre ;3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, dziękuję ;>
      Jutro może, albo w niedzielę, zależy od humoru...

      Usuń
  9. Koffam ten rozdział!
    Jeden z najlepszych.
    Nie, że któryś mi się nie podobał, bo wszystkie są zajebiste.
    Myślałam, że ktoś spieprzy jakiś ,, nietykalny" plan Phobe, a tu niespodzianka. Weszła!!!!!
    Wspaniały rozdział, czekam na następny.
    Ciao!!!!!



    MECHI♥♡♥♡

    OdpowiedzUsuń