sobota, 18 października 2014

ROZDZIAŁ PIERWSZY

       – Impreza u mnie o 20.00! – wrzasnęłam, zużywając wszystkie zapasy tlenu, jakie miałam w płucach. Wiedziałam jednak, że informacja ta rozniesie się wśród uczniów w tempie błyskawicznym i mój krzyk nie pójdzie na straty.
     Na razie jednak łapczywie wciągałam powietrze. Kiedy już wróciłam do w miarę normalnego stanu, w którym mogłam spokojnie oddychać, wyszłam razem z Andy’m z terenu szkoły. I tu mamy powód mojego świętowania: zaczęły się wakacje!
     W ciszy podążaliśmy na przystanek autobusowy; dotarliśmy tam akurat wtedy, gdy nasz pojazd nadjechał. Zajęliśmy wolne miejsca. Dziwiło mnie podejrzane milczenie chłopaka, zawsze miał mi dużo do powiedzenia, ale domyślałam się, o co chodzi, co jednak nie zmienia faktu, że zaczęło mi się strasznie nudzić. Na początku wybijałam podeszwami butów nieznaną mi melodię, później doszły do tego jeszcze palce uderzające o szybę. Całkowicie się zatraciłam; dołączyłam do tego nawet bujanie głową na boki. Wtedy mój przyjaciel zwrócił na mnie uwagę. Spojrzał na mnie jak na wariatkę (czyli nic nowego).
     – Weź się uspokój, bo ludzie się gapią – syknął.
     – To niech się gapią – wyszczerzyłam się, ale posłusznie wykonałam jego prośbę.
     Potem on znowu się zamyślił. No co jest? Szturchnęłam go lekko w ramię, a kiedy to nie poskutkowało, zrobiłam to samo, tylko… powiedzmy, że „ciut” mocniej. No dobra, to nie było ciut… W każdym razie, Andy pod wpływem mojego uderzenia spadł ze swojego miejsca. Z trudem powstrzymałam wybuch śmiechu. W tym samym czasie autobus się zatrzymał i okazało się, że to nasz przystanek. Wściekły chłopak podniósł się z podłogi i wysiadł, a ja zaraz za nim.
     – Andy, ja… – mówiłam, ale mi przerwano.
     – Nic nie mów – powiedział przez zaciśnięte zęby.
     Teraz to już naprawdę zaczęłam się martwić i musiałam w końcu upewnić się, czy moje podejrzenia są prawdziwe. Zatrzymałam go i patrząc mu prosto w (niebieskie) oczy, zapytałam:
     – Co się z tobą dzieje?
     – Sam, przecież dobrze wiesz. Znowu robisz imprezę pod nieobecność twojego ojca.
     – Nie pierwszy, nie ostatni raz. – Wzruszyłam ramionami.
     – Dobrze wiesz, że to bardzo wyprowadza z równowagi twojego ojca, a ostatnim razem niemal wyszedł z siebie. Mam przeczucie-
     – Andy, wyluzuj – zaczęłam luzacko. – Nic się nie stanie.
     Chłopak spuścił wzrok i wpatrywał się teraz w swoje trampki. Po chwili westchnął i oznajmił:
     – Mam nadzieję, że się nie mylisz.
     No cóż, jak się później okaże, jednak się myliłam.
     Bo mylić się jest rzeczą ludzką.
     A jestem człowiekiem, prawda?
***
     Obudziłam się nie do końca wypoczęta. Podrapałam się po nosie i leniwie otworzyłam oczy. Ujrzałam przed sobą ohydną mordę Ryana, mruknęłam ciche: „Spierdalaj” i przewróciłam się na drugi bok. Wtedy dotarło do mnie, co oznacza jego obecność tutaj. Ogarnięta lekkim strachem, zerwałam się na równe nogi, co nie było zbyt dobrym pomysłem, gdyż: po pierwsze, miałam ogromnego kaca, po drugie, spałam chyba na stole i nie spodziewałam się, że podłoga będzie tak daleko. Po prostu upadłam. 
      Spokojnie. 
   Wstałam natychmiast i rozciągnęłam się, po czym przetarłam oczy wierzchem dłoni. Zauważyłam wtedy, że na dłoniach mam coś dziwnego, białego… Posmakowałam to lekko i tak, już wiedziałam… To bita śmietana! Do moich uszu dobiegł szyderczy śmiech Ryana, więc wiedziałam już, co to oznacza. Ignorując typowe objawy kaca, zła skierowałam się do łazienki i spojrzałam w lustro. Nie myliłam się; całą twarz miałam wymazaną białą, lepką substancją. Zmyłam to szybko i chciałam nawrzeszczeć na cholernego brata przyrodniego, ale nie mogłam już wytrzymać: zaschło mi w gardle, a ból głowy uderzył we mnie ze zdwojoną siłą. Wobec tego, zamiast szukać pana AleJestemSuperZabawny, poszłam do kuchni. Napiłam się wody, połknęłam jakąś tabletkę i od razu jakoś lepiej się poczułam.
     – Phoebe, nie biegaj z miejsca na miejsce, tylko przyjdźże wreszcie do salonu! – wydarł się mój tata.
     Z tego całego zamieszania z bitą śmietaną zupełnie o nim zapomniałam! Wrócił wcześniej! Niedobrze, bardzo niedobrze! Mam przerąbane!
     Niepewnym krokiem powędrowałam we wskazane przez niego miejsce i stanęłam w progu.
     – Dziecko, jak ty wyglądasz! – ojciec się skrzywił.
     Zerknęłam w dół. Miałam na sobie MĘSKIE bokserki oraz rozpiętą koszulę, tak że widać było mój biustonosz. Miło.
     Jęknęłam cicho. Coś czułam, że znów się z kimś przespałam. Wypuściłam powietrze ze świstem.
     – Masz półtorej minuty na przebranie się w coś normalnego! – pisnęła Martina.
     Westchnęłam. Wiedziałam, że muszę się jej posłuchać. Wbiegłam po schodach na górę, wkroczyłam do swojego pokoju, w którym jak zwykle panował artystyczny nieład, w tempie ekspresowym przebrałam się w jeansy i koszulkę, po czym ponownie zawitałam w salonie. Dopiero teraz praktycznie spostrzegłam skutki wczorajszej imprezy. Według mojej opinii, pokój nadaje się tylko i wyłącznie do remontu. Potłuczona szyba, ogromny telewizor w ogóle zniknął, a kanapa… a kanapa… Lepiej nie kończyć tego opisu.
     Przesadziłam. Urządzałam już imprezy i to wielokrotnie, ale ta chyba wymsknęła mi się lekko spod kontroli.
     – Tym razem naprawdę przeszłaś samą siebie! – huknął tata. Był bardzo, ale to bardzo wkurwiony. Zresztą, o co mu chodzi? Ma kasę. Taki remont to dla niego to samo, co nowe laczki dla normalnego człowieka.
     – Twoje zachowanie jest karygodne – dodała Martina.
     Nie mogłam się powstrzymać: musiałam przewrócić oczami. Ta kobieta mnie tak irytuje! Udaje teraz porządną mamuśkę, lecz gdy ojciec zniknie z zasięgu jej wzroku, znów staje się wstrętną zołzą. W dodatku nie ma chyba takiej części ciała, której by nie operowała. Nie wiem, co tata w niej widzi. To babsko jest okropne.
     – Mam już nawet dla ciebie odpowiednią karę. – Tata uśmiechnął się, a mnie przeszedł dreszcz po plecach. Nie lubiłam tego „uśmiechu”.
     Zresztą, jaka kara?! Czekałam na przydługi i mega nudny wykład! To była wystarczająca kara! A kiedy dostrzegłam zwycięski uśmiech idioty Ryana, myślałam, że coś mnie strzeli.
     – Mój dobry kolega razem z żoną wyjeżdżają na wakacje. Niestety, ich dwunastoletnia córka musiała zostać, gdyż tym była właśnie jej kara za złe sprawowanie. Z racji tego, że opowiadałem mu o twoich zdemoralizowanych występkach, zaproponował mi idealne rozwiązanie. Zajmiesz się ich córką przez dwa miesiące; będziesz spełniała jej zachcianki. Na początku właściwie nie chciałem się na to zgodzić, ale dzisiaj… przesadziłaś, Phoebe. Więc szykuj się! Jeszcze dziś wylatujesz do Los Angeles, aby zająć się małą Nicole!
     Zamurowało mnie. Totalnie. Mam wyjechać na drugi koniec kraju? Zostawić Andy’ego na całe wakacje? I jeszcze służyć jakiejś gówniarze? Po moim trupie.
     – Nigdzie nie jadę – syknęłam.
     – Owszem, jedziesz. Ciesz się, że nie wymyśliłem niczego gorszego.
     A co mogłoby być gorsze? To jedno z większych upokorzeń mojej dumy!
     Otworzyłam usta, aby coś powiedzieć, lecz nic nie przychodziło mi do głowy. Zacisnęłam usta w wąską kreskę i odwróciłam się z zamiarem spakowania się. Ten świat mnie chyba nienawidzi. I co się dziwić, że mnie tak wszystko wkurwia? Złością odpowiadam na nienawiść. 
     – Ojej, coś nie poszło po myśli księżniczki – zaczął Ryan przesłodzonym tonem. – Tylko się nie popłacz.
     Przystanęłam gwałtownie. Podeszłam szybkim krokiem do mojego brata przyrodniego i nim ktokolwiek zdążył zareagować, chłopak już zwijał się z bólu. Dostał pięścią prosto w twarz. Byłam wściekła. A to znaczy, że również nieobliczalna. Zresztą, on sam się prosił o zmasakrowanie twarzy.
     – O mój Boże, Ryan! – krzyknęła Martina zmartwionym głosem.
     No tak, pewnie teraz będzie się troszczyć o swojego synalka.
     – Phoebe, marsz do pokoju, już! Nie wyjdziesz z niego aż do odlotu! – wrzasnął ojciec.
     – Ale…
     – Nie ma żadnego ale!
     Kurwa, zajebiście! Wbiegłam po schodach i z całej siły trzasnęłam drzwiami, cały dom aż się zatrząsnął (według mojego mniemania). Rzuciłam się na łóżko i zaczęłam drzeć w poduszkę. Czyli standard. Nagle usłyszałam pukanie.
     – Czego?! – warknęłam.
     – Ja tylko ciasteczka przyniosłam – odpowiedział lekko drżący, kobiecy głos.
     Cała złość się ze mnie ulotniła. Ta kobieta czyniła po prostu cuda!
    – Wejdź, Christine. Ty tutaj zawsze jesteś mile widziana – zachęciłam ją. Christine dobiegła już chyba pięćdziesiątki, ma lekką nadwagę, ale uwielbiam ją. To nasza gosposia. I piecze pyszne ciasteczka.
     Już po chwili niska osóbka krzątała się po pomieszczeniu, a ja zajadałam się tymi pysznymi ciasteczkami z kawałkami czekolady.
***
     Z grymasem na twarzy usiadłam w fotelu. Ojciec chyba robi to specjalnie. Zamiast posadzić mnie normalnie w pierwszej klasie, to on nie! Bo po co?! Lepiej, żebym lot spędziła w towarzystwie spoconego faceta i jego żonki.
     Dobrze, że chociaż zdążyłam pożegnać się z Andy’m. Specjalnie dla mnie wyrwał się z dodatkowej matematyki! To normalnie cud! Zresztą, byłoby mi cholernie źle, gdybym wyjechała, zostawiając go bez słowa.
     Jednak najgorsze jest to, że tata zabrał mi wszystkie urządzenia elektryczne i mam zakaz ich używania. „Kara to kara” – jak to stwierdził ojciec. Udało mi się jednak przemycić mój stary telefon komórkowy. Będę go używać tylko do porozmawiania z przyjacielem, do niczego innego się nie nadaje. Ponadto, nie wolno mi nikomu zdradzać mojego prawdziwego pochodzenia i nazwiska. Przez dwa miesiące będę zwykłą służącą, która stara się zarobić na studia, a nie córką milionera, która ma wszystko, czego chce. A dlaczego nie wolno mi niczego mówić? Bo nie mam przynosić wstydu ojcu! To po co mnie zapakował do tego samolotu?!
     W końcu wylądowałam. Z ulgą opuściłam samolot; miałam dosyć śmierdziela. Myślałam, że tam zwariuję. Najlepsze było to, gdy zamówił sobie orzeszki i jeden spadł mu pod fotel. Dodajmy tylko, że spadły mu spodnie, resztę można sobie samemu wyobrazić.
     Z uwagą rozejrzałam się wokół, szukając… bo ja wiem? Jakiejś tabliczki z moim imieniem? Nic takiego jednak nie dostrzegłam. Wzruszyłam ramionami i usiadłam na jednym z krzeseł. No i co teraz? Nie mam pojęcia, jak wygląda kolega mojego taty. Właściwie to niczego nie wiem. Ojciec o niczym mnie nie poinformował. Zakazał tylko zdradzać nazwiska i wychodzić poza bramę tamtego osiedla. Będę mieszkać w takiej dziwnej, ogrodzonej dzielnicy, gdzie nie mają wstępu dziennikarze. Mieszkają tam same snoby i mają nawet własną plażę!
     – Phoebe Chamberlain? – Usłyszałam głos za sobą.
     Odwróciłam głowę i ujrzałam mężczyznę w średnim wieku. Miał ubrany czarny garnitur, a na nos nałożył ciemne okulary przeciwsłoneczne. Ogólnie był wysoki i umięśniony, miał wygląd typowego ochroniarza.
     – To ja. O co chodzi? – spytałam, nie kryjąc podejrzenia w swoim głosie.
     – Pan Nicholas Anderson wysłał mnie po panią – wyjaśnił, zakładając ręce za sobą.
     – Pan wybaczy, ale skąd mam wiedzieć, czy nie jest pan oszustem? Każdy mógłby-
     I bezczelnie mi przerwano. Facet złapał jedną ręką moje ramię, a drugą zaczął ciągnąć moją walizkę. Prowadził mnie dokądś. Wyrywałam się, lecz mężczyzna był naprawdę silny. Czy mogłam mu zaufać? Wepchnięto mnie do czarnego jeepa i samochód ruszył. Obok mnie usadowił się ten goryl. Nie kryłam niezadowolenia.
     – Co to wszystko ma znaczyć? Nie toleruję takiego zachowania! A szacunek, to co? Nie obowiązuje? – paplałam ciągle. Do szału doprowadzał mnie brak odpowiedzi z jego strony. A jeśli on nie jest gorylem kolegi ojca?
     Po jakimś czasie zatrzymaliśmy się, a ja nadal gadałam. Brutalnie zostałam podprowadzona pod drzwi wielkiej willi razem z moim bagażem. Po chwili wrota się otwarły i stanął w nich wysoki pan przypominający mojego ojca. Wszyscy milionerzy są tacy sami.
     Goryl niedelikatnie wprowadził mnie do środka, a walizka poszła w moje ślady. Kiwnął głową mężczyźnie przypominającego ojca i ulotnił się. Byłam zirytowana do granic możliwości.
     – Nie no, kurwa, co to ma być, ja się pytam? Może ja też zacznę zachowywać się jak on? Będę porywać różnych ludzi bez przyczyny i niemiło ich traktować? Ach, no tak, to drugie mam już zaliczone. To teraz tylko kogoś porwać – warknęłam.
     – Ej, spokojnie. Jesteś Phoebe, tak? – wtrącił mężczyzna.
     – Weź mnie tutaj nie uspokajaj, bo zaraz to się naprawdę zdenerwuję. – Zmarszczyłam groźnie brwi, jakby na potwierdzenie moich słów.
     Facet pokręcił głową z dezaprobatą i zaczął mnie gdzieś ciągnąć. Tym razem miałam wystarczająco dużo siły, aby się sprzeciwić. Wyrwałam się, a moim oczom ukazała się kanapa. Jak na zawołanie poczułam zmęczenie.
     – Zbawienie! – wykrzyknęłam i bezczelnie ignorując tego gościa, rzuciłam się na mebel.
     Mężczyzna chrząknął.
     – Czyli kultura ciebie nie obowiązuje? – spytał i posłał mi spojrzenie pełne niedowierzania.
     – Jak widać – odpowiedziałam, patrząc na swoje paznokcie.
     Facet zniknął z zasięgu mojego wzroku. Serio? I kto tu mówi o kulturze? Co prawda, ja to bym nawet drzwi nie otworzyła, ale ja to co innego. Mam przywileje. W sumie on też należy do elity… Bo to chyba ten dobry kolega ojca, co nie? Moje super inteligentne przemyślenia przerwał powrót tego faceta. Tym razem był w towarzystwie dwóch innych osób. Specyficzne snoby.
     Obok pana w garniturze, który lekko łysiał i otworzył mi drzwi, stała dość wysoka blondynka, zapewne jego żona. Ubrana była w markowe ciuchy, dogadałaby się z Martiną.
     Drugą osobą było dziecko. Kopia matki. Mina mówiąca „jestem najlepsza”, lśniące, jasne, długie włosy, błyszczące niebieskie oczy, trele srele. 
     – Jestem Nicholas Anderson, kolega twojego ojca. – W końcu się przedstawił. Mistrz normalnie. – To jest moja żona, Justine. – Tu wskazał na panią, którą obejmował. – A to moja córka, Nicole. – Pokazał na dziecko.
     Mruknęłam coś niezrozumiałego i wgapiłam się w brązową komodę. Była naprawdę interesująca, jeśli wiecie, o co mi chodzi.
     – Mogłabyś patrzeć na mnie, gdy do ciebie mówię? – odezwał się, a ja posłałam mu groźne spojrzenie. Nikt nie będzie mną rządził bez mojej zgody. – A więc, Phoebe… Jak już wiesz, twoim zadaniem jest spełnianie próśb Nicole.
     – Czyli mam być jej służącą? – wtrąciłam.
     – Nie, to nie tak. Będziesz jej… – Szukał odpowiedniego słowa. – Asystentką.
     Prychnęłam, ale nie zwrócił na mnie uwagi.
     – Pilnować was będzie opiekunka, pani Segovia. Dzwoniła do mnie przed chwilą i powiedziała, że się spóźni. Przyjdzie tu, gdy nas już nie będzie, gdzieś za godzinę. Macie się jej słuchać. Nie będziecie również miały żadnej kucharki ani sprzątaczki, ani nikogo takiego. Słyszałem, że umiesz gotować, Phoebe, tak że będziecie musiały sobie radzić same. Rano zawsze przyjdzie ktoś ze świeżymi zakupami. Ach i jeszcze jedno, Phoebe. Ojciec już ci pewnie powiedział o nie wspominaniu o twoim prawdziwym pochodzeniu, ale jest jeszcze coś. Postaraj się i nie przynoś mu już więcej wstydu.
     Skoro nie chce więcej wstydu, to po jaką cholerę mnie tu wysłał?
***
     Nicholas i Justine odlecieli już prywatnym samolotem. Mają pas startowy na dachu. U siebie, w Nowym Yorku, też taki mam. Nie ma się czym chwalić.
     Ogólnie dom był wielki. Ale na pewno nie większy niż mój. Pokój gier, baseny i różne inne takie bajery. Wszystko, co znam. Jest tu jednak jedna rzecz, której u mnie nie ma. Sala balowa. Mają własną! Po co im? Zapraszają tu królową Anglii, czy co?
     Nicole okazała się mieć najbardziej piskliwy głos, jaki kiedykolwiek słyszałam. Odprowadziła mnie do mojego pokoju. Był średniej wielkości, a ściany zostały pomalowane moim kochanym kolorem. Różowym! Bardzo miło, prawda? Pewnie ojciec zrobił to specjalnie. Chciał mi przypomnieć o domu, mogę się założyć. Tak, w Nowym Yorku mam ściany koloru różowego zamazane moimi rysunkami. Nie maluję jakoś szczególnie ładnie, ale musiałam przecież zamaskować ten wstrętny kolor.
     Wszędzie walają się słodziutkie, różowe poduszeczki, a meble są koloru białego, aby jeszcze bardziej mnie dobić. I nie mam nawet łazienki w pokoju! Szczyt wszystkiego!
     No cóż, bo jak już się wszystko pierdoli, to porządnie.
     W zasadzie mogłabym się przenieść do innego pokoju, ale jestem zbyt leniwa. Temu całemu Nicholasowi wspomniałam przed wyjazdem, że taka rezydencja pod moją opieką to nic dobrego. On jednak bąknął tylko: „Dbaj o honor ojca”. Jasne. A ojciec sam nie umie o niego zadbać?
     Postawiłam walizkę pod oknem. Zmieściłam się tylko w jedną, ale wyjątkowo dużą. Była czarna, nie różowa, na szczęście. Położyłam się na łóżku i zadzwoniłam do Andy’ego.
     – Halo? – Usłyszałam po kilku sygnałach.
     – CZEŚĆ! – wydarłam się i zachichotałam, gdy do moich uszu dobiegł jego jęk. – Andy… Czemu cię tu nie ma?
     – Sama sobie zgotowałaś taki los. – Oczywiście musiał się mądrzyć. Dlaczego ja się z nim przyjaźnię? Ach, no tak. Już sobie przypomniałam.
     – Mogłeś skutecznie mnie powstrzymać – zauważyłam i uśmiechnęłam się cwaniacko.
     – Och, teraz zwalasz na mnie winę? Jesteś okropna, Sam – powiedział z wyrzutem.
     Andy mówi na mnie Sam. Samantha – to moje drugie imię. Mój przyjaciel chciał być oryginalny, więc nie zwraca się do per „Phoebe”.
     – A ty myślisz, że jesteś piękny? – odparowałam.
     – Boże, czemu ja się z tobą zadaję? Na początku cię nie lubiłem. Co się zmieniło?
     Często prowadzimy takie rozmowy.
     – No wiesz, połączyło nas dużo rzeczy.
     – Taa, wiem…
     A ja wiedziałam, że teraz wszystko sobie przypominał. Musiałam odwrócić jakoś jego uwagę, zanim na dobre pogrąży się w nie tych wspomnieniach, w których powinien.
     – Wiesz, co ci powiem? Ta cała ich córka to jakaś pusta lalunia! A ja mam jej służyć, choć jej ojciec użył słowa „asystentka”. Zabierz mnie stąd!
     – Naprawdę nie chcę być wredny, ale dobrze ci tak.
     – Że co proszę? Źle mi życzysz? Uwierz, nie chciałbyś się zamienić.
     – No nie gadaj, dali ci pokój na strychu!
     – Nie, na całe szczęście. Ale mam różowe ściany!
     – To czego się czepiasz? Jak w domu, normalnie…
     – Andy! – Jak on uwielbiał się ze mną droczyć, a mnie to czasem (zawsze) do szału doprowadzało. – Dobrze, bardzo dobrze. Zadzwoniłam z myślą, że mnie zrozumiesz, ale jak nie to nie. Jeszcze będziesz coś chciał!
     I rozłączyłam się, ale na moich ustach błąkał się uśmiech. Uwielbiam tego chłopaka.
     Po chwili usłyszałam dźwięk telefonu. Jednak to nie była moja komórka. Zmarszczyłam brwi. Na stoliku obok łóżka leżało jakieś urządzenie i to ono było sprawcą melodyjki, bardzo irytującej, swoją drogą. Podniosłam słuchawkę i wypowiedziałam: „Halo?” Cała ta sytuacja była komiczna.
     – To ja! – odezwał się irytujący głos. – Spodziewaj się takich telefonów. Będę do ciebie tak dzwoniła, gdy będę czegoś chciała. A teraz przynieś mi szklankę soku pomarańczowego do mojego pokoju.
     I nim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć, rozłączyła się. Rozłączyła się! A ja nie skończyłam rozmawiać! Co za bezczelność, prawdziwa bezczelność!
     Lekko wkurzona znalazłam w tym domu kuchnię. Nalałam jej ten przeklęty napój i zabrałam się za odszukanie pokoju małpy. Bo po co mi mówić, gdzie on się znajduje? Lepiej skazywać mnie na błądzenie po tym cholernym domu! Spędziłam z nią niecałą godzinę i już jej nie cierpię. I gdzie ta cała opiekunka?
     W końcu postawiłam przed nią tacę ze szklanką. Jej królestwo bardzo przypominało to, w czym teraz miałam zamieszkać.
     – A ciasteczka gdzie? – spytała Nicole niezadowolonym głosem.
     – Nie prosiłaś.
     – Prosiłam. Teraz więc śmigaj na dół i przynieś mi ciasteczka z cukrem.
     Patrzyłam na nią oniemiała. Co za wredna małpa!
     Trzasnęłam drzwiami i zbiegłam na dół. Tak mają wyglądać moje wakacje?

_________________________

Hi hi. Taki tam rozdział. Boję się Waszej reakcji, więc nie bądźcie dla mnie zbyt ostrzy, dobrze?
Właśnie to na tym powyższym zdaniu chciałam zakończyć moją notkę, ale chcę Wam jeszcze coś powiedzieć. xD Mam dość, gdy na blogu główna bohaterka jest: słaba, nieśmiała, delikatna, cnotliwa, nie umie się wypowiedzieć itp. Co rusz trafiałam na takie opowiadania (gdzie dochodziły jeszcze problemy w domu i nie tylko). Do szału mnie to doprowadzało, tak że musiałam stworzyć coś swojego ;p
Do napisania, 
pozdrawiam,
Meredith :)

P.S Dziękuję za tyle komentarzy! :)

19 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Pewnie jakoś za tydzień, plus minus ;)

      Usuń
    2. SUPERR nie moge sie doczekac ;) ;3 ;*

      Usuń
  2. Ślicznie
    nie mogę się doczekać co będzie dalej
    buziaki Mela:**

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetnie ci wyszło. ;) Sama też nie lubię słabych bohaterek, dlatego ta mi bardzo przypasowała ;P
    Pozdrawiam, Sophie <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Phoebe jest całkiem szalona. xD Nie patrzy na konsekwencje, tylko cieszy się życiem. Podoba mi się jej zadziorny i zaczepny charakter.
    Z Martiną mogą być kłopoty. x.x
    Ooo, nie pomyślałabym, że ojciec tak załatwi sprawę. Dwa miesiące z małą terrorystką Nicole. ;p
    Ciekawy rozdział. ;)
    Czekam na next. ^.^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli mam szczerze mówić, to bardzo lubię Phoebe, chociaż jest totalnym przeciwieństwem mnie pod względem zachowania i niejako charakteru (jeśli chodzi o sposób myślenia, to jest u nas podobnie ;p). :D Pewnie bym się z nią nie nudziła ;p
      Pozdrawiam ;)

      Usuń
  5. Super! A kiedy pojawi się jakiś chłopak?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko chłopaki Wam w głowach! :D
      W następnym rozdziale. To na razie było takie wyjaśnienie sytuacji xd

      Usuń
    2. No, hej! Tu sie ma pojawić Zaynuś nooo! Mam na co czekać!

      Usuń
    3. Ależ spokojnie xd Zayn (i reszta) do akcji wkroczą już w następnym rozdziale! :D

      Usuń
  6. Superowy.
    Kiedy następny?
    Plis dodaj w tygodniu.
    Elizabeth

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapewne pojawi się tak jak ten - sobota/niedziela, czyli jakoś za tydzień :)

      Usuń
  7. Cudowny rozdział <3<3<3
    O mój boże! Wspułczuję jej tej fuchy. Służyc kaprysnej i rozpieszczonej malolacie. ja bym chyba osuwiala a w szczegolnosci , ze mam slabe nerwy i szybko wpadam w zlosc.
    Czekam na kolejny rozdzial.
    Wybacz za bledy ale z twlefonu pisze :-)
    Buziaczki :-*:-*:-*:-*

    VeroVero<3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówisz, że szybko wpadasz w złość? Nie widziałaś jeszcze Phoebe w akcji xDD
      Ja też nie chciałabym służyć jakiejś małolacie ;p Zwariowałabym, a jestem w miarę opanowana ;p
      Pozdrawiam xoxo

      Usuń
  8. zajebisty kiedy nn?? ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Rany, jak mnie wkurza ta mała zołza ;( Zachowuje się jakby była najlepsza na świecie. Nienawidzę takich. Ble... Poza tym bohaterka genialna.
    Od razu skojarzyło mi się z Phoebe Tonkin choć tak naprawdę nie mają nic wspólnego. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo lubię Phoebe Tonkin i trochę skradłam jej imię :D

      Usuń