niedziela, 26 października 2014

ROZDZIAŁ DRUGI

    ROZDZIAŁ DEDYKOWANY MADZIAM! SPECJALNIE DLA CIEBIE - POJAWILI SIĘ CHŁOPCY! :D :D :D
    Obudził mnie dźwięk telefonu, który przez cały wczorajszy dzień zadzwonił… bo ja wiem… z dwanaście razy? Tak, coś koło tego. Ani chwili spokoju nie miałam! Kiedy próbowałam się sprzeciwić, to ta mała paskuda już prawie nawiązywała połączenie z moim ojcem. Wyjątkowo postanowiłam zastosować się do prośby Nicholasa. Nie chciałam znów zawieść ojca.
     A ta cała Segovia nie pojawiła się wczoraj. Może Nicholasowi się coś pomyliło…?
     Kiedy denerwująca muzyczka dała o sobie ponownie znać, podniosłam słuchawkę do ucha.
     – Halo? – ziewnęłam. Która jest godzina, tak właściwie?
     – Jestem głodna. Zrób mi śniadanie!
     Boże, to dopiero 6.15! Ta dziewczyna zwariowała!
     – Masz rączki? Sama sobie zrób – warknęłam.
     – Jak ty się do mnie odzywasz? Jesteś moją…
     Nie usłyszałam nic więcej, ponieważ przerwałam połączenie. Niechętnie zwlekłam się z łóżka i w dość skąpej piżamce zeszłam do kuchni. Mała paskuda już tam na mnie czekała. Boże, co za sierota.
     – No błagam, ubierz się jak człowiek. – Blondynka skrzywiła się.
     Zignorowałam jej prośbę (?). Poszukałam w szafce miskę, płatki kukurydziane (innych nie mieli) oraz mleko. Wsypałam płatki do miski i zalałam mlekiem. Sobie zrobiłam to samo. Proste?
     – Ja prosiłam o śniadanie. – Tej paskudzie musi się oczywiście coś nie podobać.
     – No i je dostałaś – odparłam i przeniosłam się na kanapę w salonie. Klapnęłam na mebel i włączyłam telewizor. Same nudy.
     Nicole tradycyjnie wolała zostać w jadalni. Drugi Andy pod tym względem normalnie. Ech, brakuje mi go… Mieliśmy wielkie plany na te wakacje… Mój przyjaciel po raz pierwszy od dawna miał mieć wolne od zajęć dodatkowych. Chcieliśmy wykorzystać ten czas na maksa, ale cóż… życie (lub durny ojciec) miało inne plany. Niestety.
     Kiedy zjadłam śniadanie, poszłam się przebrać w krótkie spodenki i bluzkę na ramiączkach. Tutaj zawsze jest tak ciepło. Następnie wróciłam do salonu i kontynuowałam oglądanie beznadziejnego programu o gotowaniu. To wszystko było tak sztucznie nagrane…
     Raptem zadzwonił dzwonek do drzwi. Kiedy po paru chwilach muzyczka nie cichła, dziecko irytujące się wydarło:
     – Otwórz!
     Co ja, kurde, jestem? Nigdy nie otwierałam drzwi, a teraz mam zmieniać obyczaje dla jakiejś gówniary?!
     – To twój dom! – Uśmiechnęłam się cwaniacko. Haha, Phoebe jest genialna!
     – Bo zacznę krzyczeć! – zagroziła.
     – To krzycz – prychnęłam. Też mi groźba.
     Wtedy ona wydała się najbardziej irytujący pisk, jaki kiedykolwiek słyszałam. Gorszy niż jej zwykły głos. Moje uszy mogły tego nie przeżyć. Nieźle wkurzona wstałam z kanapy i pobiegłam otworzyć drzwi; dzwonek cały czas dawał o sobie znać.
     – Czego? – warknęłam. Nie podobało mi się to, że musiałam zmieniać przyzwyczajenia.
     – To dom Nicholasa Andersona? – spytał jakiś chłopak ze zmarszczonymi brwiami.
     Za nim stało czterech innych. Z walizkami. Kto ich wpuścił wprost pod drzwi?
     – Przykro mi, to nie schron dla gejów – warknęłam ponownie. Co prawda, ani trochę na gejów nie wyglądali. Wręcz przeciwnie właściwie, ale byłam wściekła. Chciałam zamknąć drzwi, lecz któryś z nich mi w tym przeszkodził.
     – My do Nicholasa Andersona – powtórzyli.
     A co mnie to, kurwa, obchodzi?
     – Ja pierdole… – odparłam i wymownie przewróciłam oczami. – Zresztą, róbcie, co chcecie.
     I zostawiłam ich samych. Jak dla mnie, mogą okraść ten dom. W końcu tu nie mieszkam, więc co za różnica?
     Wróciłam z powrotem do salonu.
     – I kto to był?! – krzyknęła Nicole.
     Mocno zacisnęłam zęby i starałam się nie wybuchnąć.
     – Jeśli tak bardzo cię to interesuje, trzeba było zapierdalać do drzwi i zobaczyć! – wysyczałam przez zęby.
     Rozłożyłam się na kanapie i zamknęłam oczy. Co tam wspominał na ten temat Andy? Ach, liczenie uspokaja. Więc zaczęłam liczyć. Raz, dwa, trzy... Doszłam do dwudziestu, a mój oddech wrócił do normalności. To naprawdę zadziałało! Będę musiała podziękować przyjacielowi.
     Zza ściany usłyszałam rozmowę. Hmm… Czy oni znają Nicole? Ciekawe… Kto to tak w ogóle jest? Teraz troszkę mnie to zastanowiło, gdy nie jestem wściekła…
     Kurczę, jestem w Los Angeles! Aż się prosi, żeby coś pozwiedzać, ale mi nie wolno! Znaczy… gdybym tak naprawdę tego zechciała, to postawiłabym na swoim. W końcu łamię niemal każdą zasadę, jaką postawił mi ojciec. Co nie zmienia faktu, że chcę wrócić do Nowego Yorku i Andy’ego!
     Wtedy do salonu wkroczyli mała paskuda i piątka gejów, niczym zła królowa i jej świta rycerzy. Nawet nadawali się na rycerzy… z tymi mięśniami… Zbroja, miecz, tarcza… Pasowaliby jak nic…
     – Nieładnie ich potraktowałaś. – Blondynka pogroziła mi palcem, a ja starałam się nie wybuchnąć śmiechem. Za kogo ona się uważa? Traktuję ludzi, tak jak chcę, myślałam, że to jasne.
     Prychnęłam pod nosem. Co za dziecinada.
     – Chciałam ci tylko oznajmić, że od teraz oni będą z nami mieszkać – dodała wredna małpa i odwróciła się na pięcie, zostawiając mnie lekko osłupiałą.
     – Że co proszę? – wyrwało mi się.
     To jest chyba jakiś żart! Popatrzyłam na nich ze złością, a oni wymienili między sobą rozbawione spojrzenia. Och, jeszcze mają czelność się ze mnie nabijać?
     Nicole zatrzymała się w progu.
     – Ojciec i matka kompletnie zapomnieli o ich przyjeździe, ale było to ustalone już dawno – wyjaśniła. – Pogódź się z tym.
     Odwróciłam się do nich plecami i mój wzrok padł na telefon stacjonarny leżący na jednej z szafek. Porwałam słuchawkę i wyszłam stamtąd na taras. Gdybym paliła papierosy, z chęcią bym teraz zapaliła. Wykręciłam numer biura ojca. Na 100% nie ma go teraz w domu, on zawsze jest wielce zapracowany.
     Odebrała jego sekretarka, leniwa krowa, która powitała mnie słowami: „W czym mogę służyć?”
     – Łącz mnie z nim – warknęłam i usiadłam na jednym ze schodków prowadzących na ogród, biorąc głęboki oddech. Uspokój się.
     – Przepraszam; słucham? Kto mówi?
     – Jego córka mówi! – wydarłam się. Idiotka dobrze wie, że tylko ja się tak odzywam, więc po co to durne pytanie?
     – Ach tak. Z kim połączyć? – Byłam pewna, że ona robi to specjalnie. Pewnie teraz uśmiecha się szyderczo. W tamtym momencie miałam wrażenie, że wyjdę z siebie i stanę obok.
     – Słuchaj, leniwa krowo, nie zapominaj, kim jestem. I nie chodzi mi tutaj tylko o pokrewieństwo z jednym z najbardziej wpływowych ludzi na świecie. Jeśli mnie z nim nie połączysz w ciągu pięciu sekund, wsiądę w najbliższy samolot i tak ci wpierdolę, że w lustrze się nie poznasz. A wiesz, że jestem do tego zdolna.
     Głupia baba, wytrąciła mnie z równowagi.
     Sekretarka mruknęła jakieś przeprosiny pod nosem i natychmiast mnie połączyła z ojcem. Wzięłam głęboki oddech, policzyłam do pięciu.
     – Tak? – Usłyszałam głos taty.
     – Tu Phoebe – wysiliłam się na spokojny ton.
     – O! Witaj, drogie dziecko! I jak tam w Los Angeles? – przywitał mnie radośnie.
     Był radosny, podczas gdy ja cierpiałam. Sadysta.
     – Chciałam cię tylko zapytać o jedno… – przerwałam, by nie wybuchnąć. – Wiedziałeś o tym, że do domu Andersonów wprowadzi się jakaś piątka chłopaków?
     – Słucham? Jakich chłopaków?
     – Och, czyli Nicholas ci nic nie powiedział? Jakże mi przykro.
     – O matko, kompletnie o tym zapomniałem… Pewnie jesteś zadowolona, co?
     – Słucham?! Czyś ty zwariował?! – wykrzyknęłam. Jak on śmie? Za kogo on mnie ma? –Znowu zataiłeś przede mną jakąś prawdę! Może zaraz dowiem się od jakiegoś przechodnia, że ożeniłeś się z tą całą Martiną podczas mojej nieobecności?!
     – Nie przesadzaj…
   – Dobrze wiedziałeś o moich planach na wakacje! – ciągnęłam dalej. Za bardzo się nakręciłam. – Zdradziłam ci co nieco, bo byłam szczęśliwa! Ale ty co? Oczywiście musiałeś wszystko spierdolić!
     – Jak ty się wyrażasz?!
  – Oczywiście… Zwróciłeś uwagę tylko na przekleństwo. – Nie mogłam ukryć niedowierzania. – Jesteś najgorszym ojcem na świecie.
     Cisnęłam słuchawką w głąb ogrodu i z przerażeniem odkryłam, że chce mi się płakać. Ja nie płaczę. Nigdy. Odgoniłam łzy i wplątałam sobie ręce we włosy, ciągnąc przy końcówkach. Wróciłam z powrotem po słuchawkę i porzuciłam ją w domu. Piątki gejów nie było w pobliżu. I dobrze. Nie wiem, jak zniosłabym ich widok. Pobiegłam do swojego tymczasowego pokoju i położyłam się na łóżku, po czym zaczęłam krzyczeć w poduszkę.
     Nie mówiłam prawdy, gdy wykrzyczałam do słuchawki „Jesteś najgorszym ojcem na świecie”. Bardzo kocham swojego tatę i pomimo tego całego gówna, cieszę się, że go mam. Po śmierci mamy... Miałam wtedy osiem lat. Gdyby nie tata, ja… nie jestem pewna, czy byłabym teraz tu, w tym domu. Nie jestem pewna, czy byłabym gdziekolwiek. Ale potem… zataił przede mną prawdę na temat mamy… Schował jej rzeczy, a ja znalazłam je w piwnicy przez przypadek… Wtedy się zbuntowałam. Miałam dziesięć lat i wtedy też po raz pierwszy spotkałam Andy’ego. Nasze pierwsze spotkanie było mistrzostwem. Moja zarozumiałość pojawiła się w całej swojej okazałości. Aż uśmiech sam wcisnął mi się na twarz.
     Może kiedyś opowiem wam więcej. A może nie. Czy ta wiedza coś zmienia? Co się stało, nigdy się nie odstanie.
     Całe wakacje spędzę na służeniu paskudzie. Nie mogę tego przełknąć. Teraz jeszcze okazało się, że mam mieszkać z piątką gejów. W ogóle, od kiedy tata jest taki chętny do tego, bym mieszkała z jakimkolwiek chłopakiem? Nigdy nie pochwalał żadnego mojego związku, a do tej pory nie toleruje Andy’ego. Myśli, że to przez niego się tak buntuję. Nie dopuszcza do swojej głowy myśli, że mój przyjaciel to totalne przeciwieństwo mnie. Opanowany, mądry, odpowiedzialny. Wszystkie cechy, których mi brak.
     I wtedy znów telefon obok mnie dał o sobie znać. Myślałam, że nim zaraz jebnę o podłogę.
     – Ja pierdole, nie możesz dać mi pięciu minut spokoju? PIĘCIU MINUT! – syknęłam.
     – Zejdź na dół i należycie przywitaj gości – odrzekła przesadnie miłym głosem. – Nawet się nie przedstawiłaś. Gdzie twoje maniery? Córka milionera powinna jakieś mieć.
     Kiedy wakacje się skończą, będę cała siwa.
     Podirytowana zeszłam na dół. Zastałam ich w salonie. Rozsiedli się na kanapie i fotelach, jakby to był ich dom.
     Nicole wstała na mój widok.
     – Teraz jest czas na kulturalne przywitanie się – poinformowała nas, a mnie posłała przesłodzony uśmiech, który odwzajemniłam.
     – Najpierw chcę wiedzieć, co oni tu robią – prychnęłam.
     – Najpierw to się przedstawisz.
     – Jeśli już, to oni najpierw się przedstawią. – Zabijałam małą paskudę wzrokiem.
     – Matko, jesteście strasznie dziecinne – stwierdził jeden z nich, a ja na niego przeniosłam moje mordercze spojrzenie. – Jestem Liam Payne.
     Podał mi dłoń, ale ją bezczelnie zignorowałam. Zlustrowałam go wzrokiem za to. Miał krótko ostrzyżone włosy, górę mięśni oraz kilka tatuaży. Jego brązowe oczy były pogodne, co kompletnie nie pasowało do jego groźnego wyglądu. Ile mógł mieć lat? Z dwadzieścia, może…
     Spojrzałam wymownie na resztę.
     – Louis Tomlinson. – Był to chłopak średniego wzrostu o jasnobrązowych włosach i niebieskich oczach. Miał figlarny uśmiech, który nie za bardzo mi się podobał. Też około dwudziestki.
     – Niall Horan. – On wyglądał najprzyjaźniej. Taki pogodny chłopak o blond włosach i dużych, niebieskich oczach. Miał może osiemnaście lat.
     – Nazywam się Zayn Malik. Miło mi cię poznać. – Jego mina mówiła jednak co innego. Wyglądał, jakby mną gardził, a gdy nasze spojrzenia się skrzyżowały… po moich plecach przebiegły mi dreszcze. Przełknęłam ślinę. Miał ciemne włosy i oczy tego samego koloru… Skojarzył mi się z panterą. Czarną panterą…
     – Harry Styles. – Przedstawił się ostatni. Na pierwszy rzut oka mogłam stwierdzić, że jest zbyt pewny siebie. Był dość wysoki i miał ciemne kręcone włosy oraz zielone oczy.
     Dłużej zatrzymałam na nim spojrzenie, choć czułam, że ten cały Zayn się na mnie bezczelnie patrzy.
     – A takie coś jak fryzjer to nie istnieje? – wtrąciłam.
     – Ciebie mógłbym spytać o to samo. – Uśmiechnął się kpiąco. Już nie lubię gościa.
     Wszyscy na mnie zatrzymali spojrzenie. Aaa, chcieli, żebym też się przedstawiła!
     – Święty Mikołaj jestem, ale wolę, gdy mówią mi Micky. – Uniosłam lekko jeden kącik ust w szyderczym uśmieszku. Nie będę im się przedstawiać.
     Tym razem to dziecko irytujące zabijało mnie wzrokiem. Normalnie nić przyjaźni zaczyna się pomiędzy nami tworzyć.
     – To Phoebe. Jest moją służącą. – Mała paskuda zarzuciła włosami.
     Skrzywiłam się, w myślach mówiąc „nieprawda” i spytałam ponownie:
     – Co wy tu robicie?
     – Przyjechali na wakacje – oznajmiła Nicole. – Coś ci nie pasuje?
     Uniosłam ręce w geście niewinności.
     – A skąd się znacie? – dopytywałam.
     – Harry to mój kuzyn – blondynka rzuciła prosto z mostu, a ja wybuchnęłam śmiechem.
     – To nawet pasuje. Jedna małpa spokrewniona z drugą – rzekłam, poprzez śmiech.
     Nicole popukała się palcem w czoło i wyemigrowała z tego pokoju z obrażoną miną. Wywołało to u mnie tylko większy napad śmiechu. Piątka gejów także opuszczała pokój.
     – Podobno jesteś tu służącą, więc przynieś mi coś do picia – odparł Styles, gdy mnie mijał.
     – Chyba sobie żartujesz – powiedziałam kpiąco. – Wykonuję prośby, które płyną z ust blondyny. Tylko i wyłącznie.
     Pokręciłam głową z dezaprobatą i ruszyłam do siebie. Usłyszałam, jak któryś z nich mówi „To jakaś wariatka”, na co poszerzyłam swój uśmiech. Niespecjalnie przeszkadzało mi takie określenie.

     A naszej „opiekunki” cały czas brak…

______________________________________

Dziś tak trochę krótko... Ale pod pierwszym rozdziałem było mniej komentarzy niż pod prologiem i stwierdziłam, że mniej osób czeka na ten rozdział... So sad ;<
Ale cóż... Mówi się trudno i żyje się dalej! :) Dziękuję tym osobom, które skomentowały, Wasze opinie bardzo poprawiły mi humor ;>
Do napisania,
pozdrawiam,
Meredith :)

16 komentarzy:

  1. Hejo! :D
    Myślę, że dwanaście razy to i tak mało, jak na Nicole. ;)
    Segovia.. chyba się nie zjawi. Ciekawe, czy o tym też zapomnieli ją poinformować. O.o
    Wow. Mieszkać z piątką chłopaków.
    Harry jest rodziną Nicole o.o Don’t know what to say! Może być ciekawie. :p
    „Święty Mikołaj jestem, ale wolę, gdy mówią mi Micky.” - :DDD
    Intrygujący rozdział. Jestem ciekawa jak będzie dalej, po pojawieniu się chłopaków.
    Czekam na kolejny. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie to nie wiem, czy bym chciała mieszkać z piątką chłopaków... to też zależy z jakimi ;p Pewnie byłoby z tym dużo problemów... ;p
      Hi hi hi...Będzie dość ciekawie... Tak myślę... Charakter Phoebe nie pozwala na nudy xD

      Usuń
  2. Hahaha, z tymi małpami to lekka przesada!
    Styles jest meeega :3
    Kocham cię i musisz wiedzieć, iż masz nową czytelniczkę, czyli... Mła :D
    Phoebe odzwierciedlałaby mnie, gdyby nie była bogata XD
    Ja nie mogę, kiedy next? Tak się zajarałam tym opowiadaniem, że... No po prostu genialnezajebistesuperhipermegastycznie ja pieprze jakie słowo XD
    No cóż.. Czekam na nexta z niecierpliwością xxx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwierz mi, Phoebe nie wie, co to przesada :D
      No coś Ty, jesteś taka jak Phoebe? O żesz Ty... Szczerze mówiąc, to mam dylemat, czy naprawdę chciałabym spotkać kogoś takiego jak ona, tak że... xD
      I dziękuję za te komplemenciki, hi hi :D
      Następny będzie gdzieś za tydzień ;>
      Pozdrawiam xoxo

      Usuń
    2. Spokojnie, ja tylko jak się wkurzę to jest źle, a mój przyjaciel się o tym przekonał :D
      I nie mogę się już doczekać! Odliczam minutki ;*

      Usuń
  3. boski już obserwuję, najbardziej to chyba z całego tego teamu lubię Andy' go - nie wiem, dlaczego, ale uwielbiam go jest taki stateczny i martwi się o Phoebe to słodkie... czekam na nexta ;**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też bardzo lubię Andy'ego :) Pomimo wszystkiego, co zrobił/ jeszcze zrobi ;p

      Usuń
  4. Witaj, aniołeczku.
    Adres swojego bloga, pozostawiłaś mi już jakiś czas temu, aczkolwiek ja, dopiero teraz znalazłam wystarczającą ilość wolnego czasu, aby spokojnie przeczytać i skomentować.
    Na początku, pragnę uwzględnić, że podoba mi się twój lekki styl pisania. Faktycznie, pozbawiony jest zbędnych opisów, górnolotnych słów. Te wszystkie czynniki występują u mnie, dlatego twoje opowiadanie jest dla mnie czymś nowym i kuszącym.
    Już na początki, widząc wstęp, zostałam zaintrygowana. Sądzę iż twój blog bardzo szybko zdobędzie moje serce. Muszę powiedzieć, że jestem już w połowie twoja, czekam tylko na rozwinięcie akcji.
    Głowna bohaterka - jest to ciekawa postać o wszechstronnej osobowości. Wybuchowa, wredna, ironiczna, ale również wrażliwa i uczuciowa.
    Podoba mi się wątek przyjaźni damsko-męskiej. Jestem fanatyczką takowych połączeń.
    Postaci z 1D ubarwiają całą fabułę, dodają smaku. Choć sama, ich nie kocham, To udział ich osobowości u Ciebie, cieszy mnie.
    Dobrze, kochanie. Twój blog za moment znajdzie się w obserwowanych.
    Życzę multum weny i chęci do dalszego pisania <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na początku trochę się przeraziłam, widząc taki długi komentarz, ale nie było tak strasznie ;p
      Mam nadzieję, że Twoją drugą połowę też zdobędę i będziesz cała moja (;D) oraz że się nie zawiedziesz się na tym opowiadaniu :)
      Też bardzo lubię przyjaźnie damsko-męskie, co naprawdę bardzo często ma odzwierciedlenie w moim tworach wszelakiej maści :)
      Dziękuję bardzo i pozdrawiam ;>

      Usuń
  5. Zarąbisty rozdział *,*
    Uwielbiam te Phoebe XD
    Mieszkać z piątką chłopaków??? Musi być ciekawie! :>
    Harry to kuzyn Nicole?! Mam nadzieję, że nie będzie taki jak jego kuzyneczka ;>
    Czekam na kolejny rozdział <3
    Buziaczki ;***

    VeroVero<3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W drugie linijce powinno być, że uwielbiam teksty Phoebe. Mała pomyłka przy tworzeniu koma XD

      Usuń
    2. Haha, no spoko :D Mylić się jest rzeczą ludzką ;)
      Nicole to mała paskuda, a trudno by było, by Harry też był małą paskudą xD Ale czy będzie miły dla Phoebe, jeszcze się okaże... ;p
      Pozdrawiam xoxo

      Usuń
  6. Nio,oj wybacz czas
    Teraz przydałoby się wynagrodzić spóźnienie i zeszły :*
    To tak ...jeny ale to było genialne
    Mmmm już kocham to opowiadania
    Szok 1D wow ,aż ciekawość mnie zżera co będzie dalej ?
    Spojrzenie Zayna , dziewczyna wie co powiedzieć oj wie
    Rozmowa z sekretarką i ojcem nio nio pokazała ,ładnie
    Jestem ogromnie ciekawa co będzie dalej
    Ściskam Mela:*
    Dużo weny i czasu na pisanie :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, dziękuję xoxo
      Tak, spojrzenie Zayna... Normalnie zazdroszczę Phoebe, a ta niewdzięcznica nie docenia tego, co ma xD

      Usuń